Reklama

Reklama

Łowca goli i ulubieniec fanów

Najpierw zdobywa bramki, potem wysłuchuje owacji fanów, rozdaje autografy, by wreszcie trafić do studia jednej z niemieckiej telewizji w roli tłumacza - tak od początku piłkarskiego sezonu wyglądają dni najskuteczniejszego napastnika Bundesligi Vedada Ibisevica.

"To bardzo dobry okres w mojej karierze, ale tak jak szybko przyszedł może równie błyskawicznie się skończyć" - podkreśla 24- letni Bośniak, który po jedenastu ligowych potyczkach ma na swoim koncie trzynaście trafień.

Reklama

Rekordzistą zdobytych goli w historii niemieckiej piłki nożnej jest Gerd Mueller, który w sezonie 1971/72 pokonał bramkarzy rywali 40 razy. Wówczas po jedenastu kolejkach mógł pochwalić się... sześcioma bramkami.

"Vedad ciężko pracował na swoją obecną dyspozycję. Może być z siebie dumny" - powiedział jego menedżer Jan Schindelmeiser.

W wieku 16 lat Ibisevic wraz z rodziną uciekł z pogrążonej wojną Bośni do Szwajcarii. Po dziesięciu miesiącach musiał szukać schronienia gdzie indziej, bo nie dostał pozwolenia na pobyt w tym kraju. Trafił do USA, gdzie zaczęła się jego przygoda z piłką nożną.

W college'u poprawił wszelkie piłkarskie rekordy, czym wzbudził zainteresowanie skautów Paris St. Germain. Po roku został jednak wypożyczony do drugoligowego Dijon, skąd przeszedł do niemieckiej Alemannii Akwizgran.

Pierwszy sezon w 2. Bundeslidze okrasił sześcioma bramkami. Trener Guido Buchwald chciał go koniecznie zatrzymać w Akwizgranie, przegrał jednak walkę z obecnym liderem niemieckiej ekstraklasy Hoffenheimem, który walczył o awans do pierwszej ligi i wyłożył za Bośniaka milion euro.

Początkowo nie zapowiadało się, by Ibisevic w nowym klubie zdoła przebić się do podstawowego składu. Szkoleniowiec stawiał na 22- letniego Nigeryjczyka Chinedu Obasiego i 23-letniego Senegalczyka Dembę Ba.

Bośniak nie obraził się, tylko zaczął swoim konkurentom... pomagać.

"Demba nie mówił i nie rozumiał po niemiecku. Mogłem się z nim bez problemu dogadać po francusku. Pomogłem mu trochę w nauce i w taki sposób zaczęliśmy się przyjaźnić" - opowiadał Ibisevic.

Do wyjściowej jedenastki przebił się dopiero gdy Obasi wyjechał z reprezentacją Nigerii na igrzyska olimpijskie do Pekinu. Szansę wykorzystał.

"Gdyby Chinedu został z nami, nie wiem, czy postawiłbym na Vedada. Nawet dla nas jego rozwój jest niespodzianką" - przyznał trener Hoffenheimu Ralf Rangnick.

Dowiedz się więcej na temat: łowca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje