Reklama

Reklama

Łódzka policja: Oddaliśmy ponad 100 strzałów

Wczorajsze wydarzenia z Łodzi, gdzie pseudokibice Widzewa i Legii starli się z policją, przysłoniły sportowy aspekt widowiska. Około 20 ochroniarzy doznało obrażeń ciała, jeden jest w stanie ciężkim - to efekt starć wandali z Łodzi i Warszawy.

Jak poinformował INTERIA.PL rzecznik łódzkiej policji, nadkomisarz Mirosław Micor, policja była przygotowana na takie zajścia, przed, w trakcie i po meczu.

- Była to można powiedzieć, już normalna sytuacja, kiedy w Łodzi jest mecz Widzew - Legia. Byliśmy przygotowani na wszystko i można powiedzieć na nie wiele im pozwoliliśmy - powiedział rzecznik.

- Wszystko zaczęło się już na stacji Łódź Niciarniana. Maszynista pociągu, który wiózł kibiców Legii zatrzymał się daleko za peronami, gdzie na nich czekała policja, która miała w kordonie przetransportować ich na stadion. Stało się inaczej i kibice wcześniej, sami opuścili pociąg i doszło do pierwszych starć. Było bardzo ciężko. Użyliśmy wszystkich środków, poza armatkami wodnymi. Był gaz łzawiący, pałki, walka wręcz oraz oddano ponad 100 strzałów z broni gładkolufowej.

Reklama

- Sytuację jednak opanowaliśmy, maszynista cofnął pociąg na peron i w kordonie eskortowaliśmy kibiców z Warszawy na stadion.

Kiedy przechodziliśmy obok trybun, z sektora kibiców Widzewa poleciały w kierunku warszawian kamienie. Sektor ten był źle strzeżony (kibiców na stadionie pilnuje firma Impel - przyp. red.), bo nikt nie pilnował kibiców Widzewa - powiedział INTERIA.PL, nadkomisarz Mirosław Micor.

Policja doprowadziła kibiców Legii na stadion, ale wielu z nich doznało obrażeń. - Straty wśród policji były tylko materialne. Uszkodzono nam 6 kasków i 20 tarcz - ocenił straty łódzkiej policji rzecznik.

- Zatrzymaliśmy do wyjaśnienia kilkanaście osób z czego pięciu odpowie za czynną napaść na funkcjonariusza. W stosunku do pozostałych również będzie wszczęte postępowanie - powiedział nam nadkomisarz.

- Po zakończeniu meczu kibice Widzewa swoją złość odreagowali na środkach komunikacji miejskiej, gdyż zniszczono trzy tramwaje - dodał Mirosław Micor.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje