Reklama

Reklama

LM: Real, Bayern i Liverpool górą!

Zwycięstwami gospodarzy zakończyły się wszystkie wtorkowe pierwsze mecze 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Real pokonał Juventus 1:0, FC Liverpool wygrał z Bayerem 3:1, PSV zwyciężyło AS Monaco 1:0, a Bayern pokonał Arsenal 3:1.

W środę pozostałe cztery spotkania, a pojedynki rewanżowe, które wyłonią ćwierćfinalistów zostały zaplanowane na 8, 9 i 15 (Inter - FC Porto) marca.

Chyba tylko najwięksi hurraoptymiści spośród kibiców Bayernu spodziewali się tego, co wydarzyło się we wtorkowy wieczór na Stadionie Olimpijskim w Monachium. Podopieczni Felixa Magatha pewnie pokonali Arsenal 3:1 i są na najlepszej drodze do awansu do czołowej ósemki.

Gospodarze objęli prowadzenie już w 4. minucie, kiedy to - po błędzie Toure - w dobrej sytuacji znalazł się Pizarro i strzałem z 8 metrów z woleja nie dał szans Lehmannowi. To był dopiero początek kłopotów londyńczyków, którzy po półgodzinie gry stracili Edu. Brazylijczyk musiał z powodu kontuzji opuścić murawę.

W 58. minucie był już 2:0 dla Bayernu, a na listę strzelców znów wpisał się Pizarro. Tym razem Peruwiańczyk celnie uderzył głową po dośrodkowaniu Fringsa. "Kanonierzy" stracili w Monachium jeszcze jednego gola - w 65. minucie piłkę do siatki Arsenalu z bliska wepchnął Salihamidzic. Taki rezultat mógł oznaczać definitywny koniec marzeń o grze w ćwierćfinale dla podopiecznych Arsene'a Wengera, ale dwie minuty przed końcem Toure zdołał podtrzymać nadzieję ekipy z Highbury.

Reklama

Większą szansę na odrobienie straty ma natomiast AS Monaco, które wprawdzie uległo w Eindhoven tamtejszemu PSV, ale tylko 0:1. Finaliści poprzedniej edycji Champions League stracili gola w 8. minucie, kiedy to niepilnowany Alex wykorzystał centrę z rzutu rożnego van Bommela i celnie strzelił głową. Piłka odbiła się jeszcze od murawy i wpadła do bramki strzeżonej przez Flavio Romę, mimo rozpaczliwej interwencji tego ostatniego.

Z polskiego punktu widzenia najciekawiej zapowiadał się mecz FC Liverpool - Bayer Leverkusen. Po przeciwnych stronach stanęli koledzy z reprezentacji Polski - Jerzy Dudek i Jacek Krzynówek. Przed wtorkowym spotkaniem na Anfield Road obaj zapowiadali, że sentymenty odłożą na bok i będą walczyć o jak najlepszy wynik dla swoich zespołów. Pomocnik "Aptekarzy" stwierdził, że jeśli tylko nadarzy się okazja do pokonania Dudka, zrobi to bez żadnych skrupułów. Krzynówek był aktywny, starał się, ale nie udało mu się pokonać kolegi z kadry. Ze strony Bayeru uczynił to tylko Franca. Hans Jorg Butt musiał za to wyciągać piłkę z siatki trzykrotnie.

Od pierwszego gwizdka sędziego Kyrosa Vassarasa z Grecji do szturmu na bramkę strzeżoną przez Butta przystąpili podopieczni Rafaela Beniteza. Jednak to goście pierwsi stworzyli groźną sytuację podbramkową. W 11. minucie Paul Freier poradził sobie z Djimi Traore i podał do Robsona Ponté. Brazylijczyk zdecydował się na strzał, ale piłka przeleciała nad poprzeczką. Chwilę później w roli głównej wystąpił Dudek. Andrij Woronin wygrał pojedynek główkowy z Sami Hyypią. Piłka trafiła do Dymitara Berbatowa, który uderzył mocno z woleja, ale bramkarz reprezentacji Polski nie dał się zaskoczyć.

Odpowiedź gospodarzy była piorunująca. Igor Biscan przejął futbolówkę w środkowej strefie boiska. Chorwat "pociągnął" kilka metrów i świetnie, prostopadle, podał do Garcii. Hiszpan ze stoicki spokojem posłał piłkę między nogami próbującego interweniować Butta, dając prowadzenie "The Reds".

W 26. minucie groźnie z 20 metrów strzelał John Arne Rise, ale piłka minęła cel. Trzy minuty później wspaniałą okazję do wyrównania miał Berbatow. Steve Finnan chciał głową zagrać piłkę do Dudka. Zrobił to jednak tak źle, że futbolówką odbiła się od Hyypii i trafiła do Berbatowa. Napastnik Bayeru - długo się nie namyślając - huknął z 18 metrów. Zmierzającą do bramki piłkę sparował na rzut rożny Dudek. Polski bramkarz nie dał się także zaskoczyć kilkadziesiąt sekund później, kiedy próbował go pokonać Ponte.

Dziesięć minut przed końcem pierwszej części spotkania ponownie przed szansą wpisania się na listę strzelców stanął Riise, ale tym razem uczynił to skutecznie. Norweg precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego nie dał żadnych szans Buttowi.

Zadowoleni z dwubramkowego prowadzenia piłkarze Liverpoolu nie forsowali tempa. Gospodarze skupili się na obronie dostępu do własnej bramki oczekując na okazję do wyprowadzenia kontry. W 53. minucie arbiter ukarał Dudka żółtą kartką za opóźnianie gry.

Dwadzieścia minut przed końcowym gwizdkiem sędziego Krzynówek zdecydował się na uderzenie z dystansu, ale w ostatniej chwili strzał zdołał zablokować Carragher.

W 75. minucie znów bardzo dobrą interwencją popisał się Dudek, który obronił strzał z 20 metrów Freiera. Chwilę później znów Krzynówek zdecydował się na uderzenie. Piłka trafiła tylko w boczną siatkę.

W doliczonym czasie gry Dietmar Hamann podwyższył na 3:0. Gdyby taki wynikiem zakończył się ten mecz, to Liverpool byłby bardzo bliski awansu. Gospodarze za wcześnie uwierzyli, że w tym spotkaniu nic złego nie może im się przytrafić. Chwilę po trafieniu Hamanna, "Aptekarze" za sprawą Francy zdobyli honorową bramkę. Gola, który jeszcze daje nadzieję graczom z Leverkusen. Niestety, fatalny błąd popełnił Dudek, który nieudolnie łapał piłkę po strzale Berbatowa, i Franca z bliska trafił do siatki.

W starciu gigantów Real Madryt pokonał na Santiago Bernabeu Juventus Turyn 1:0 (1:0). Zwycięstwo "Królewskich" jak najbardziej zasłużone, ale czy wystarczy do wyeliminowania Włochów z Ligi Mistrzów?

W 10. minucie spotkania Ronaldo próbował zaskoczyć Gianluigiego Buffona, ale bramkarz Juve pokazał, że zna swój fach. Kwadrans później wspaniałym rajdem lewym skrzydłem popisał się Roberto Carlos. Brazylijczyk na wysokości pola karnego posłał ostre dośrodkowanie. Do piłki doszedł Raul, ale piłka po jego strzale z 6 metrów odbiła się od poprzeczki.

W 31. minucie padła jedyna, jak się później okazało, bramka meczu. Centrował David Beckham z rzutu wolnego z lewej strony boiska, a celnie - głową w długi róg- uderzył Ivan Helguera, powodując szał radości na trybunach Santiago Bernabeu.

W drugiej połowie meczu gospodarze dążyli do zdobycia kolejnych bramek. W 55. minucie indywidualną akcję przeprowadził Ronaldo, ale Buffon popisał się wspaniałą interwencją po płaskim strzale brazylijskiego napastnika z 16 metrów. Dwie minuty później znów Buffon wystąpił w roli głównej. Tym razem bramkarz Juve odbił groźne uderzenie Zinedine'a Zidane'a. Dobitka Raula przeszła nad bramką, ale nawet gdyby napastnik Realu trafił do siatki, to gol nie zostałby uznany. Raul był bowiem na pozycji spalonej.

Zobacz galerię zdjęć z meczów 1/8 finału

Zobacz WYNIKI oraz ZDOBYWCÓW goli

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL