Reklama

Reklama

Listkiewicz: W ten sposób możemy "zabić" piłkę

- Ja jestem wrogiem technologii w piłce nożnej. System goal-line popieram, ale mam nadzieję, że zmiany nie pójdą dalej. Jeśli przesadzimy ze zmianami, to „zabijemy” piłkę – mówi były prezes PZPN-u i sędzia Michał Listkiewicz.

Michał Listkiewicz udzielił wywiadu portalowi "Sportowe Wywiady".  Były prezes PZPN sędziował 150 międzynarodowych spotkań, w tym finał MŚ we Włoszech. Papież Jan Paweł II przyjął wówczas na audiencji wszystkich arbitrów. - Tej chwili nigdy nie zapomnę - wspomina Listkiewicz.

Reklama

FIFA wybrała technologię, która wyeliminuje błędy sędziowskie dotyczące przekroczenia, bądź nie, linii bramkowej przez piłkę. Wygrała niemiecka koncepcja GoalControl-4D. Co na ten temat sądzi członek UEFA Michał Listkiewicz?

Sędziował pan jako liniowy finał mistrzostw świata w 1990 roku we Włoszech.

Michał Listkiewicz: Tak, Niemcy - Argentyna, ale najbardziej pamiętam półfinał Włochy - Argentyna.

Dlaczego ten drugi mecz?

- Bo był bardzo trudny. Było ogromne napięcie. Dodatkowo nie uznałem wtedy bramki dla Włochów, co się oczywiście nie spodobało gospodarzom. Decyzja mogła wydawać się kontrowersyjna, ale w powtórkach okazało się, że miałem rację. W Argentynie grał wtedy Maradona, wówczas ulubieniec Neapolu. Mecz był pełen przeróżnych podtekstów. Włosi przegrali to spotkanie i odpadli (1-1 w regulaminowym czasie, 3-4 w rzutach karnych - dop. redakcji). Pamiętam, że Sepp Blatter, który był wtedy sekretarzem generalnym FIFA, wykorzystał to zdarzenie. Powiedział na konferencji, że media sugerowały, iż FIFA chce wepchnąć Włochów do finału. A tu nieprawda, bo polski sędzia w "stykowej" sytuacji zadecydował na niekorzyść gospodarzy turnieju.

No to dał się pan Włochom zapamiętać.

- Z tamtych mistrzostw pamiętam przede wszystkim jeszcze audiencję u papieża. Ja wiem, że w Polsce niemal każdy ma zdjęcie jak był u papieża, ale moje spotkanie miało dość wyjątkowy charakter. Tego dnia mu w pewnym sensie towarzyszyłem. Podczas audiencji ze wszystkimi sędziami z mistrzostw stałem obok niego. Sędziów było chyba z pięćdziesięciu. Podchodzili i się kłaniali, a ja przedstawiałem każdego, mówiąc: "Ojcze Święty, to jest taki a taki z Nigerii, to jest ten, a to tamten, itd..." To była wyjątkowa i bardzo wzruszająca dla mnie chwila. Nigdy jej nie zapomnę.

Wracając do piłkarskiej rzeczywistości - czy wprowadzany przez FIFA system goal-line jest dobry i wystarczający?

- To rozwiązuje tylko jedną z problematycznych sytuacji. W dodatku nie tak znowu częstą. Ale dobrze, że się to wprowadza. Przynajmniej ten problem będzie z głowy, choć tak naprawdę pojawia się raz na sto spotkań albo nawet rzadziej. Faktem jest, że są to sytuacje, w których zła decyzja jest brzemienna w skutkach. Mamy przykład głośnego meczu finałowego MŚ w 1966 roku Anglia - Niemcy, gdzie radziecki sędzia liniowy Tofik Bachramow przyznał gola Anglikom. Tak naprawdę do dziś nikt nie wie czy była wtedy bramka, czy nie. Bachramow stał się przez to tak głośny, że ma do dziś dnia stadion swego imienia i pomnik w Baku w Azerbejdżanie. Jedną decyzją stał się bohaterem narodowym.

Wtedy o goal-line nie mogło być mowy. Ale czy dziś będzie wystarczającym rozwiązaniem?

- Ja jestem wrogiem technologii w piłce nożnej. System goal-line popieram, ale mam nadzieję, że zmiany nie pójdą dalej.

Mamy częste pomyłki związane z słusznie bądź niesłusznie przyznanym karnym. Analiza wideo pomogłaby zweryfikować wątpliwości.

- No tak, ale wtedy kto sędziuje? Sędzia techniczny przy aparaturze, czy główny? Nie tak dawno był mecz Barcelony z Milanem. Przy pierwszej bramce zawodnik z Mediolanu zagrał ręką. Jedni fachowcy mówią, że należało przerwać, a inni, również fachowcy, mówią, że ręka była przypadkowa i nie należało przerywać. I mamy sytuację kontrowersyjną. Kto ma zdecydować. Czy ma się odbyć narada sędziów i głosowanie? Sędziowie oddają głos i większa liczba rozstrzyga sprawę?

To zajmowałoby trochę czasu.

- I tu mamy problem. Są jeszcze przecież kibice. Ten, kto siedzi przed telewizorem może sobie na czas ewentualnych dociekań i analiz pójść do kuchni i zrobić herbatę. A co z ludźmi na trybunach? Będą czekali po pięć minut, aż panowie przed monitorem zdecydują, czy jest karny, czy nie? Myślę, że zbyt daleko idące modyfikacje podzieliłyby piłkę na dwie odmiany: tę na wielkich imprezach i tę masową. 98% piłki nożnej to piłka amatorska, turnieje koleżeńskie i zawody niższej rangi. To setki milionów ludzi.

Czyli wideo całkowicie odpada?

- Może i nawet byłbym temu przychylny, ale wyłącznie wtedy, jeśli sam sędzia będąc na boisku o tym zdecyduje, gdyby miał wątpliwości i chciał sam skorzystać z powtórki. Na pewno nie challenge, tak jak jest w tenisie, gdy o analizę prosi zawodnik albo trener. Wtedy mielibyśmy absurdalne sytuacje. To jest za duży teren, za dużo ludzi, sytuacji i momentów, które mogłyby wzbudzić kontrowersje. Jestem zwolennikiem koncepcji Platiniego - czynnik ludzki. Może być więcej sędziów. Teraz jest ich już sześciu. Może dodać jeszcze jakiegoś? Tak jak jest w siatkówce, w której boisko obstawione jest sędziami.

No tak, ale i w siatkówce trudno o bezbłędny mecz pod względem sędziowania.

- Moim zdaniem siłą piłki jest jej nieprzewidywalność. Nie tylko sędzia może popełnić błąd wpływając na wynik meczu. Zawodnik również, gdy nie trafia z metra do pustej bramki. Trener też może się pomylić ustalając zły skład lub dając nietrafione zmiany, przez co przegrywa mecz. To jest gra błędów.

Rozmawiał: Marek Kaleta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje