Reklama

Reklama

Liga chińska. Narodziny nowej piłkarskiej potęgi?

Barcelona? Real Madryt? A może Bayern Monachium? Nic z tych rzeczy! Największy transfer zimowego okna transferowego przeprowadził klub... Guangzhou Evergrande. Chińczycy wyłożyli za gwiazdora Atletico Madryt Jacksona Martineza aż 42 mln euro. I wygląda na to, że nie powiedzieli ostatniego słowa.

Transfer Kolumbijczyka to tylko jedno z wielu spektakularnych wzmocnień, bo Chińczycy przeprowadzili aż cztery z pięciu największych transferów zimowego okna!

Reprezentant Brazylii Ramires trafił do Jiangsu Suning za 28 mln euro, ogromne kwoty płacono także za jego rodaka Elkesona i pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej Gervinho. Kluby z najwyższych dwóch klas rozgrywkowych w Chinach wydały w zimie ponad 200 mln euro, a wygląda na to, że to dopiero początek ich ofensywy.

Angielskie media informują, że w lecie do Chin może trafić Yaya Toure z Manchesteru City. Spekuluje się, że gwiazdor Premier League mógłby tam zarabiać 570 tys. funtów... tygodniowo (ponad 3,3 mln złotych)!

Reklama

W kraju, w którym miliony osób pracują za głodowe stawki, słynni piłkarze mogą liczyć na niewyobrażalne zarobki. Nawet zawodnicy, którzy w Europie nie zrobili zawrotnych karier, w dalekiej Azji dostają lukratywne oferty. 

Przykład? Asamoah Gyan (w Europie grał m.in. w Rennes i Sunderlandzie) w tydzień kasuje około 1,3 mln złotych. Za taką sumę Ghanijczyk mógłby co miesiąc kupować np. nowego rolls-royce'a. Przyznajcie sami - od takiej kasy może zakręcić się w głowie...

- Wielkiej piłki bez pieniędzy nie da się zrobić. Didier Drogba czy paru innych zawodników przetarło szlaki w Chinach. Kluby z tego kraju zdominowały rynek transferowy, ale bez szkolenia niewiele osiągną - uważa Bogusław Kaczmarek, były trener kilku zespołów polskiej ekstraklasy oraz asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski.

Chińska federacja też o tym wie i od dłuższego czasu próbuje sprawić, aby liga nie była jedynie przystankiem dla rozleniwionych gwiazd z całego świata. Z tego powodu każda drużyna ligowa może mieć w kadrze tylko czterech obcokrajowców, dodatkowo może zatrudnić jeszcze jednego gracza z konfederacji azjatyckiej.

CZYTAJ DALEJ. CHIŃCZYCY ŚCIĄGAJĄ GWIAZDY EKSTRAKLASY. KLIKNIJ!

Bartosz Barnaś, Piotr Jawor

CZYTAJ DALEJ. CHIŃCZYCY ŚCIĄGAJĄ GWIAZDY EKSTRAKLASY. KLIKNIJ!

Barcelona? Real Madryt? A może Bayern Monachium? Nic z tych rzeczy! Największy transfer zimowego okna transferowego przeprowadził klub... Guangzhou Evergrande. Chińczycy wyłożyli za gwiazdora Atletico Madryt Jacksona Martineza aż 42 mln euro. I wygląda na to, że nie powiedzieli ostatniego słowa.

Efekt jest taki, że oprócz znanych piłkarzy, takich jak np. Tim Cahill czy Paulinho, w meczach ligowych biega po boisku spora gromada chińskich przeciętniaków. 

Co najlepsze, z ławki dyryguje nimi często słynny szkoleniowiec. Ostatnio Chińczycy szczególnie upodobali sobie znanych trenerów z Brazylii (Luiz Felipe Scolari, Vanderlei Luxemburgo, Mano Menezes), ale chętnie inwestują także w tych znanych z rynku europejskiego (Marcello Lippi, Dan Petrescu).

- Jeśli masz pieniądze, to co to za problem ściągnąć 30 trenerów z zagranicy, by przygotowali piramidę szkoleniową?

- Chińczycy muszą jednak pamiętać, że z samych gwiazd kosmosu nie zbudują, tylko muszą stawiać na młodych piłkarzy. Teraz mogą kupować zawodników na okres przejściowy i w tym czasie szkolić młodzież - podkreśla Kaczmarek.

Do Azji trafiali w ostatnich latach nawet zawodnicy i trenerzy znani z polskiej Ekstraklasy. Wielkie pieniądze skusiły m.in. Krzysztofa Mączyńskiego czy Mateusza Zacharę, a szczególnie głośnym echem odbił się transfer Miroslava Radovicia z Legii Warszawa, który w styczniu ubiegłego roku związał się z... drugoligowym wówczas Hebei China Fortune. Serb dostał oczywiście ofertę nie do odrzucenia.

Jednak życie piłkarza w Chinach to nie same przyjemności. Konkurujące piłkarsko miasta oddalone są o tysiące kilometrów, więc przed niemal każdym spotkaniem wyjazdowym piłkarze udają się na lotnisko, czekają na odprawę, lecą, po czym znów załatwiają formalności. Wszystko trwa dobrych kilka godzin, a zawodnicy rzadko lubią tracić czas w taki sposób.

Utrudniona jest także codzienna komunikacja. Języka uczą się tylko najwytrwalsi. Zagraniczni piłkarze rzadko jeżdżą też samochodami, bo w Chinach ruch uliczny powinien być nazywany raczej ulicznym chaosem.

Mimo to reprezentant Polski Krzysztof Mączyński był zadowolony z pobytu w Chinach, choć z czasem zaczął się tam męczyć. Wspominał jednak, że w tym kraju mocno stawia na piłkę nożną - wielkiego szkolenia może tam nie ma, ale zastępują je wielkie pieniądze. Dzięki temu liga z roku na rok jest mocniejsza, a wszelkie zahamowania mogą zniknąć, jeśli zostanie zniesiony limit dla obcokrajowców. Wówczas będzie rządził już tylko pieniądz, a w tej rywalizacji Chiny bez problemu mogą równać się z Europą.

Bartosz Barnaś, Piotr Jawor

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama