Lewandowski kluczem, Yamal bohaterem. FC Barcelona wciąż może marzyć
FC Barcelona w 35. kolejce La Liga podejmowała na Montjuic Real Sociedad de Futbol. Stawką tego meczu dla "Dumy Katalonii" było miejsce drugie w tabeli ligi, bo kilka dni wcześniej punkty straciła Girona, z którą "Blaugrana" walczy o wicemistrzostwo. Mecz z ekipą z Kraju Basków wydawał się jednym z najtrudniejszych sprawdzianów na samym końcu sezonu i widać to było na murawie. Goście postawili naprawdę trudne warunki, ale Barcelona z pewnością była lepsza, co ostatecznie poskutkowało wynikiem 2:0. Dzięki temu zwycięstwu "Blaugrana" awansowała na drugie miejsce w tabeli.

FC Barcelona ten sezon już na pewno zakończy bez choćby jednego trofeum. To pierwsza taka sytuacja dla Roberta Lewandowskiego od ponad dekady, gdy Polak kończy jakoś sezon bez jakiegokolwiek pucharu w swojej gablocie. Wciąż jednak "Duma Katalonii" ma pewne małe cele, które należy zrealizować, aby zakończyć ten rok z choćby minimalnym uśmiechem. Drugim takim pomniejszym celem majaczącym gdzieś na horyzoncie z pewnością jest zapewnienie naszemu napastnikowi trofeo Pichichi dla najlepszego strzelca ligi.
O osiągnięcie obu tych założeń łatwo nie będzie, bo zarówno sytuacja Barcelony w tabeli, jak i "Lewego" w walce o króla strzelców, jest trudna. Przed 36. kolejką Barcelona plasowała się w tabeli La Liga na trzecim miejscu. Pozycję wiceliderów straciła na rzecz Girony tydzień wcześniej, gdy przegrała aż 2:4. W tamtym momencie także porażka "Dumy Katalonii" sprawiła, że przypieczętował się tytuł Realu Madryt. Z kolei liderem tabeli strzelców przed 35. serią gier był Artem Dovbyk.
FC Barcelona druga! Ważne zwycięstwo z pomocą Lewandowskiego
Ukrainiec zgromadził na swoim koncie 20 bramek. Polak zaś w swoim dorobku miał goli 17. Przed naszym napastnikiem w walce o to trofeum znajdował się jeszcze Jude Bellingham, który goli strzelił 18. Dzięki występowi w 35. serii gier przed Polaka i Anglika wysforował się jeszcze Alexander Sorloth. Norweg do swojego dorobku dołożył dwa gole i realnie zaczął zagrażać Dovbykowi, mając 19 bramek na koncie. Jedynym, który miał jednak szansę na poprawę swoich liczb był Robert Lewandowski, który razem z kolegami w poniedziałkowy wieczór przyjmował Real Sociedad de Futbol na Montjuic.
Polak wyszedł oczywiście w pierwszym składzie swojej drużyny i miał liderować atakowi. Trudno jednak było potwierdzić takie hipotezy po pierwszej połowie, w której to Barcelona nie miała zbyt wiele okazji do atakowania. Wręcz przeciwnie, to Real zdawał się tą groźniejszą z ekip. Piłki zagrywane za plecy wysoko ostawionej linii defensywnej gospodarzy były potężną bronią w arsenale gości, ale brakowało finalizacji, lub centymetrów przy utrzymaniu linii spalonego. Jakość piłkarską pokazała Barcelona w 40 minucie, gdy najpierw doskonałym podaniem prostopadłym do Gundogana popisał się Lewandowski, Niemiec zagrał do Yamala, a młody Hiszpan wykończył ze spokojem całą akcję i to Barca schodziła do szatni prowadząc 1:0. Rola Polaka w tej akcji była absolutnie kluczowa.
Druga połowa była już zdecydowanie ciekawsza. Oba zespoły jakby przestały odczuwać presję związaną z tym meczem i gołym okiem widzieliśmy to na murawie. Najpierw kilka groźnych akcji przeprowadzili gospodarze, a przewagę strzałem z dystansu starał się udokumentować Raphinha. Brazylijczyk uderzył praktycznie w samo okienko, ale jeszcze lepszą paradą popisał się Alex Remiro. Chwilę później doskonałą szansę na gola miał Brais Mendez, który jednak minimalnie chybił z okolic "jedenastki" i wciąż mieliśmy 1:0.
Już 76. minucie spotkania jasne stało się jednak, że Lewandowski na pewno nie poprawi swojego dorobku strzeleckiego, bo Xavi zdecydował się na zdjęcie Polaka kolejny raz w tym sezonie. Chwilę później znakomitą okazję na gola miał ten, który zmienił naszego zawodnika, a więc Ferran Torres, ale w bramce znów wyśmienicie zachował się Remiro. Hiszpan nie miał jednak szans przy rzucie karnym, który w doliczonym czasie gry wykorzystał Raphinha, ustalając wynik meczu na 2:0. W tym momencie to Barcelona jest druga w tabeli i na trzy kolejki przed końcem "Duma Katalonii" ma wirtualnie zapewniony awans do Superpucharu Hiszpanii i kilka dodatkowych milionów euro, ale wszystko może się jeszcze zmienić. Z perspektywy Lewandowskiego zaś nie zmieniło się nic, poza tym, że czas na gonienie lidera walki o koronę króla strzelców ucieka.











