Lekcja od Lewandowskiego, potem upadek i wyrok na 5 lat. Dla prezydenta został wrogiem
Dzieje azerskiego Chazara Lenkoran to opowieść o ambitnym projekcie finansowanym przez miliardera Mubariza Mansimova, który miał uczynić z klubu jedną z potęg regionu, "wschodnią Chelsea". Pomimo dużych inwestycji 12 lat później doszło do nieszczęśliwego końca. Klub już nie istnieje, a właściciel został skazany przez turecki sąd, choć w kwestii niezwiązanej w żaden sposób ze sportem. W tej całej historii pojawia się Lech Poznań z Robertem Lewandowskim na boisku.

Historia Chazara Lenkoran sięga 1975 roku, ale jej najważniejszy rozdział zaczął się 22 lata temu. Jest związany z objęciem funkcji prezesa przez Mubariza Mansimova, azerskiego przedsiębiorcy. Mansimov od 1998 roku posiada też nazwisko Gurbanov z racji uzyskania tureckiego obywatelstwa, na które podobno namówił go sam prezydent Recep Erdogan). Najważniejsze było to, że miał duże możliwości finansowe. Jego majątek w 2015 r. "Forbes" wycenił na 1,3 miliarda dolarów. Wcześniej może był trochę mniejszy, ale wystarczający, by wszyscy spodziewali się dominacji klubu w piłce krajowej i wzmocnienia jego pozycji na arenie europejskiej.
Magnat zarządzał Palmali Group, odpowiadającej za transport ładunków na Morzu Czarnym, Śródziemnym, Kaspijskim i Bałtyckim. To jedna z największych firm morskich na całym świecie. Biznesmen działał w dochodowych sektorach, miał kontakty międzynarodowe. Mówiło się, że zbuduje potęgę, którę będzie można nazywać "wschodnią Chelsea". Nawiązań do "The Blues" i ich ówczesnego właściciela Romana Abramowicza nie brakowało. Atmosferę podgrzewały media.
Mimo że miałem klub piłkarski znacznie wcześniej niż Abramowicz, nie jestem fanem futbolu jak on
Chazar Lenkoran już nie istnieje. W przeszłości grał z Lechem Poznań
Typowo biznesowe podejście do sportu jak zwykle nie wypaliło. Projekt przetrwał zaledwie 12 lat. Zdobył tytuł ligowy 2006/07, sięgnął po 3 Puchary Azerbejdżanu (2007, 2008, 2011), ale w przyszłości czekała go równia pochyła.
A przecież jeszcze latem 2008 roku zespół walczył z Lechem Poznań w ramach eliminacji Pucharu UEFA. Coś jednak pokazuje wynik tamtego dwumeczu, polski zespół wygrał go 5:1. W pierwszym spotkaniu w Baku swój debiut w koszulce drużyny z Wielkopolski zanotował Robert Lewandowski. Franciszek Smuda wpuścił go na drugą połowę, a napastnik odwdzięczył się za zaufanie jedynym trafieniem tego starcia, w 75. minucie ładnie przymierzył po asyście Sławomira Peszki.

"Kolejorz" grał z tym oponentem jeszcze w 2012 r. za kadencji Mariusza Rumaka w el. Ligi Europy. Znowu przeszedł dalej, choć tym razem mniej okazale (1:1 na wyjeździe i 1:0 u siebie, gole Mateusza Możdżenia i Aleksandra Toneva).
Jednym z mentalnych gwoździ do trumny Chazara była porażka 0:10 rok później w eliminacjach do tych samych rozgrywek. Po pierwszej konfrontacji z Maccabi Hajfa było jeszcze tylko 0:2, ale jeśli tydzień później w rewanżu tracisz u siebie 8 goli, musisz przemyśleć swój projekt.
Ten szedł faktycznie coraz gorzej, w latach 2012-2016 Chazar zamiast pozostawać na ligowym podium, osunął się do drugiej połowy 10-zespołowej stawki. Zajmował kolejno miejsca 8., 6., 7. i 10., a to ostatnie oznaczało spadek do drugiej klasy rozgrywkowej. Nigdy jednak w niej nie wystąpił. Dlaczego?
Bowiem chwilę później nie został dopuszczony do rozrywek przez krajową federację. To było pokłosie narastających od dawna problemów finansowych. Już w 2010 roku piłkarz Tihhon Sisov zgłosił do FIFA brak wypłat. Do tego działacze nie chcieli wydać mu dokumentów pozwalających na transfer. Po sześciu miesiącach opuścił Azerbejdżan i przeniósł się do Estonii, ale profesjonalny kontrakt z Nomme Kalju udało mu się podpisać dopiero w lutym 2012 r. Wcześniej miał tam status zawodnika testowanego.
Chazar po decyzji odmownej ws. licencji na sezon 2016/17 postanowił dokonać rozwiązania. Już nigdy nie wrócił. Historia samego Mansimova ma kolejne zakręty. W 2020 roku został skazany w Turcji za rzekomą pomoc organizacji uznawanej przez tamtejszy rząd za terrorystyczną - mowa o sieci Fethullaha Gulena. To ona miała według rządzących odpowiadać za próbę zamachu stanu z lipca 2016 r. Pucz w Ankarze się nie udał, a jego tłumienie przyniosło 250 ofiar i 2 tysiące rannych. Prezydent Erdogan w następstwie dokonał "czystek" wśród elit, doszło do masowych zwolnień w wojsku, sądownictwie czy mediach. Jego relacje z byłym właścicielem klubu uległy zerwaniu, stał się dla niego wrogiem.
Wyrok brzmiał - 5 lat pozbawienia wolności. W 2021 r. pozostałą część zamieniono na areszt domowy, ale dodano zakaz opuszczania Turcji.












