Reklama

Reklama

Kupili bilety, na mecze nie przyszli. Dlaczego?

Kilkaset tysięcy złotych zarobił Lech Poznań na kibicach, którzy kupili bilety na jego ostatnie mecze ligowe, a na stadion nie przyszli. Po co więc je kupili? Po to, by dostać w przedsprzedaży bilet na mecz Ligi Europejskiej z Juventusem Turyn.

Krzysztof Markowicz, prezes stowarzyszenia kibiców Wiara Lecha, podał na forum sympatyków "Kolejorza", że na spotkanie z Polonią Warszawa nie dotarło aż cztery tysiące osób, które wcześniej zakupiły za kilkadziesiąt złotych wejściówki. W przypadku meczu z Lechią Gdańsk takich przypadków było już pięć tysięcy, a w sobotnim pojedynku z Polonią Bytom - jeszcze o tysiąc więcej. Gdyby liczyć za każdy bilet średnio po 50 zł (normalne kosztowały od 35 zł na sektory za bramkami do 65 zł na prostych bocznych), daje to w sumie 750 tysięcy złotych, czyli roczne wynagrodzenie niezłego piłkarza!

Reklama

Aby zrozumieć, dlaczego sympatycy poznańskiej drużyny zdecydowali się na taki krok, trzeba się cofnąć do ostatniego meczu Ligi Europejskiej w Poznaniu z Manchesterem City. Na trybunach zasiadł komplet kibiców, ale z ponad 39 tysięcy biletów przeznaczonych dla kibiców Lecha, do wolnej sprzedaży trafiło ich zaledwie 10 tysięcy. Rozeszły się w mig - po czterech godzinach sprzedaży internetowej oraz w kasach na stadionie już ich nie było. Resztę wcześniej "hurtowo" wykupiły w klubie różne firmy. Wiemy o jednej z firm współpracujących z Lechem, która nabyła grubo ponad pół tysiąca wejściówek. Teraz takiej możliwości mieć nie będzie - przeznaczono dla jej pracowników zaledwie kilkadziesiąt kart wstępu. A to dlatego, że na spotkanie z Manchesterem nie przyszło wielu kibiców Lecha, bo nie mieli szans na bilet. Były za to "pielgrzymki" z całego kraju.

Po spotkaniu z City zareagowało też stowarzyszenie Wiara Lecha - po rozmowach z kibicami działacze Lecha ustalili, że oprócz zwykłej przedsprzedaży dla posiadaczy karnetów (ponad 14 tysięcy) przez trzy dni prowadzona będzie też przedsprzedaż dla tych osób, które zakupią bilety na jedno z trzech spotkań ligowych, rozegranych przy Bułgarskiej między spotkaniami z City i Juventusem. Właściciel takiego biletu, zawierającego jego numer pesel może kupić jeden bilet na być może decydujące o awansie do kolejnej rundy starcie z legendarnym włoskim klubem. Jak się okazuje, chętnych było wielu. Nie wiadomo, czy jakiekolwiek bilety zostaną do sprzedaży otwartej, która ma się rozpocząć w piątek. Podczas niedawnego spotkania z kibicami szefowie Lecha zapewnili, że w sprzedaży znajdzie się około 20 tysięcy biletów na starcie z Juventusem - w tej liczbie nie ma wejściówek zagwarantowanych dla posiadaczy karnetów. Jeżeli więc na mecze z obiema Poloniami i Lechią zakupiono 15 tysięcy niewykorzystanych biletów, a zapewne drugie tyle osób z biletami zjawiło się na stadionie, jasne jest, że są one towarem deficytowym, a Stadion Miejski w Poznaniu - za mały. Nie zmieniają tego nawet specjalne obostrzenia - w tej trzydniowej przedsprzedaży nie jest prowadzona sprzedaż on-line, więc po bilety trzeba przyjechać do któregoś z wielkopolskich miast, gdzie można je nabyć.

Bilety na mecz z Juventusem nie są tanie - najwięcej jest tych na trybuny wzdłuż linii bocznych boiska, kosztują 170 zł. Dla kibiców Lecha jest 39 tysięcy wejściówek, dwa tysiące dostaną Włosi, tysiąc miejsc zabiera tzw. strefa buforowa odgradzająca sektory dla sympatyków gości.

Dowiedz się więcej na temat: stadiony | Liga Europejska | Lech Poznań | Juventus Turyn | wiara lecha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje