Reklama

Reklama

"Kulawy 'Kryszał' załatwił Legię"

- Skończyła się walka o tytuł mistrza Polski. Wydaje się, że tytuł zostanie w Krakowie. Ale nas sytuacja Legii nie interesuje, musimy martwić się o siebie - powiedział w "Super Expressie" Paweł Kryszałowicz, który w doliczonym czasie gry uratował jeden punkt dla Amiki w meczu z Legią Warszawa.

- W ogóle miałem nie przyjeżdżać do stolicy, bo przez sześć tygodni leczyłem kontuzjowany mięsień dwugłowy. A w trakcie meczu także nie byłem przewidziany do gry - dodał napastnik "kuchennych".

Reklama

Zdaniem Kryszałowicza Legia grała zbyt spokojnie i to zgubiło podopiecznych Jacka Zielińskiego.

- Powiedzieliśmy sobie, że w Warszawie nie możemy stracić trzech punktów. Przecież kilka dni wcześniej przegraliśmy w Pucharze Polski. Zaczynać rundę rewanżową od dwóch porażek? Takiego scenariusza chcieliśmy uniknąć - podkreślił.

Po spotkaniu napastnik Amiki miał sporo pretensji do sędziego Tomasza Pacudy.

- Podejmował dziwne decyzje. Najpierw karny z... nieba, a potem, gdy wychodzę sam na sam z Arturem Borucem, kończy mecz. OK, do bramki było z 30 metrów, ale w takiej sytuacji nie ma prawa przerwać akcji! O co tu chodzi? Ale już nie ma sensu narzekać - stwierdził Kryszałowicz, który zebrał wiele pochwał po sobotnim meczu.

- Z jednej strony ktoś rzucił hasło profesor, potem stary wyga. Słyszałem jeszcze taką opinię, że kulawy "Kryszał" załatwił Legię - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje