Reklama

Reklama

Kto ma strzec polskiej bramki na Euro 2012?

Szczęsny, Fabiański, Kuszczak, Sandomierski, Tytoń, a może jednak Boruc? Co urodzi się z kłopotów bogactwa na Euro 2012? Ktokolwiek stanie w bramce reprezentacji Polski skazany będzie na dokonywanie cudów.

Franciszek Smuda z trudem panuje nad nerwami, gdy wciąż padają pytania o Artura Boruca. "No to ja pytaniem odpowiem: gdyby miał pan do dyspozycji talent miary Wojtka Szczęsnego, czy zrobiłby mu pan krzywdę i postawił na faceta, który w tak kompromitujący sposób zawalił eliminacje mundialu w RPA?". Wiadomo, że Smuda jest z Arturem Borucem na wojennej ścieżce, skandaliczne były słowa wypowiedziane przez bramkarza Fiorentiny pod adresem selekcjonera, wiele autorytetów uważa jednak, iż kadra to miejsce dla najlepszych, a nie dla najlepiej wychowanych. Niedopuszczalne byłoby, gdyby Smuda osłabiał drużynę narodową ze względu na osobiste uprzedzenia.

Reklama

Smuda już wybrał bramkarza

Selekcjoner faktycznie jednak wierzy, że 21-letni Wojciech Szczęsny jest od Boruca lepszy. A już na pewno będzie lepszy za rok, kiedy na Stadionie Narodowym w Warszawie jego reprezentacja grać będzie mecz otwarcia Euro 2012. Ze słów Smudy można wywnioskować, że właściwie już wybrał bramkarza. Selekcjoner odpowiada na to, że gdyby ze Szczęsnym coś poszło nie tak, ma Łukasza Fabiańskiego, Tomasza Kuszczaka, Grzegorza Sandomierskiego, Przemysława Tytonia - czyli kłopot bogactwa, o którym marzy na każdej pozycji. "Gdybym miał się martwić bramkarzami, to przy stoperach musiałbym tylko usiąść i płakać" - dodaje nie bez racji.

Każdy z bramkarzy kandydujących do gry w Euro 2012 ma swoje wady i zalety. A z kłopotów bogactwa wynika prosty wniosek: skoro mamy taki urodzaj na specjalistów od gry rękami, to od ich gry w finałach mistrzostw Europy oczekiwać będziemy zdecydowanie najwięcej. Czy 22-letni chłopak, nawet zdolny i pewny swoich umiejętności sprosta presji oczekiwań 40 mln rodaków? Będą żądali cudów właśnie od niego.

Szczęsny jak Schmeichel?

Wojciech Szczęsny to duży talent, mówią o tym zagraniczne autorytety kreujące bramkarza Arsenalu na przyszłą gwiazdę miary Petera Schmeichela. Ta presja ciąży 21-latkowi, który odpowiada, że wolałby móc porównywać się do Duńczyka pod koniec kariery, a nie teraz. W Polsce Szczęsnego pokochały na zabój wszystkie media - co presję przed Euro 2012 tylko podwaja. Wojciech traktowany jest jak ten, kto osiągnie w kadrze to wszystko, na co zasłużył, a czego nie dokonał jego ojciec. Nieprzeciętny talent Macieja Szczęsnego został zaprzepaszczony, selekcjonerzy pozwolili mu zagrać w kadrze zaledwie siedem razy, z czego aż sześć w spotkaniach towarzyskich. Wojtek ma dokonać swoistego aktu sprawiedliwości dziejowej, co jednak pod względem psychicznym zadania mu nie ułatwi. Polacy pokochali Wojtka od pierwszego wejrzenia, co znaczy, że podczas Euro 2012 wszystkie oczy zwrócone będą na niego. Wytrzyma?

Numer jeden w Arsenalu, numerem jeden w reprezentacji

Łukasz Fabiański wraca do gry po ciężkiej kontuzji. W reprezentacji zagrał 17 razy, był rezerwowym Boruca na mundialu 2006 i na Euro 2008. U Smudy wystąpił tylko trzy razy - ostatnio w wygranym meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Na początku roku doznał jednak kontuzji barku, uraz odnowił mu się na treningu Arsenalu po strzale Wojciecha Szczęsnego, który zajął potem jego miejsce. A Fabiański po operacji nie grał pół sezonu. Tu sytuacja będzie jednak dla Smudy w miarę klarowna, w nowym sezonie ktoś z dwójki Polaków wygra rywalizację o pozycję nr 1 w Arsenalu, więc wydaje się logiczne, że weźmie on też nr 1 w reprezentacji. Fabiański przewyższa Szczęsnego doświadczeniem, co na tej pozycji ma wyjątkowe znaczenie.

W nowym sezonie wyjaśni się też sytuacja Tomasza Kuszczaka. Jeśli odejdzie z Manchesteru United, będzie miał większe szanse na grę w kadrze. O wygraniu rywalizacji z Davidem de Geą, którego Alex Ferguson namaścił na następcę Edwina van der Sara mowy nie ma, tyle że transfer Hiszpana wciąż nie jest pewny. Na początku pracy z kadrą Smuda stawiał właśnie na Kuszczaka. Zagrał on u niego cztery mecze, ostatni z Hiszpanami przed rokiem puszczając sześć goli. Jeśli w sytuacji klubowej Kuszczaka nic się nie zmieni, wciąż będzie w United rezerwowym, Smuda może o nim zapomnieć.

Tylko rezerwowi?

Grzegorz Sandomierski zagrał u Smudy trzy razy: z Bośnią i Hercegowiną, Mołdawią i Grecją. Referencjami do kadry była postawa w Jagiellonii. Wiosną plotkowano o transferach do wielkich klubów, ale bramkarz wciąż jest w Białymstoku. Jego talent musiałby się szybko rozwinąć, by włączył się do rywalizacji o miejsce w podstawowej jedenastce reprezentacji. Samo powołanie na Euro 2012 jest jednak zupełnie realne. To samo dotyczy Przemysława Tytonia, który zagrał u Smudy cztery razy, ale jak dotąd nie poznał smaku zwycięstwa (dwa remisy, dwie porażki). Trudno mu będzie rywalizować ze Szczęsnym, o miejsce w kadrze na mistrzostwa może powalczyć.

Urugwajski pisarz Eduardo Galeano zauważył, że kibicowanie bramkarzom ma w sobie coś schizofrenicznego. Z jednej strony kibic chce oglądać gole, z drugiej musi ściskać kciuki za tych, którzy do nich nie dopuszczają. Czy kibice reprezentacji Polski będą skazani na tę schizofrenię podczas Euro 2012? Nawet cuda dokonywane w bramce i trzy wyniki 0-0 nie "przeciągną" drużyny do fazy pucharowej. Wypada więc mieć nadzieję, że drużyna Smudy będzie miała jeszcze inne poważne atuty niż tylko faceta, który stoi na linii bramkowej.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje