Reklama

Reklama

Kto kupi wiślaków?

Wisła Kraków bardzo chętnie sprzedałaby trójkę swoich zawodników: Macieja Żurawskiego, Mirosława Szymkowiaka i Kamila Kosowskiego do innego klubu, oczywiście za odpowiednią cenę. Najlepiej liczoną w milionach euro. Tylko czy ktoś tyle zapłaci?

Najgłośniej mówi się, że wymienioną trójką mocno interesuje się Dynamo Moskwa, zespół rosyjskiej ekstraklasy, gotów wyłożyć nawet siedem milionów euro. "Nigdy nie interesowaliśmy się to trójką i nie będziemy ich sprowadzać" - powiedział jednak "Przeglądowi Sportowemu" Jurij Zawarzin, dyrektor sportowy tego klubu.

"Na razie drużyna wyjechała na pierwszy obóz i dopiero po jego zakończeniu zobaczymy, czy gdzieś potrzebne są wzmocnienia" - dodał Zawarzin.

Rynek wschodni nie byłby zły dla naszych piłkarzy. Liga rosyjska jest coraz mocniejsza, rokrocznie ma przedstawicieli w Lidze Mistrzów, a i zarobki są wyższe niż w Polsce. Najlepiej zarabiającym piłkarzem w Rosji jest Argentyńczyk Fernando Cavenaghi, który za rok gry w Spartaku Moskwa otrzyma 1,5 mln dolarów. A ile mogliby dostać polscy piłkarze?

Reklama

Roczny kontrakt Żurawskiego mógłby zostać wyceniony nawet na 800 tys. "zielonych" (obecnie piłkarz zarabia niecałe 300 tys. euro). Szymkowiak i Kosowski dostaliby na pewno mniej, w granicach 500 tys. dolarów, nie wiadomo tylko czy do transferu dojdzie.

Wisła szuka już jednak następcy "Żurawia". W środę pisaliśmy o zainteresowaniu Macielem, brazylijskim napastnikiem FC Porto. Na celowniku trenera Wernera Liczki jest również Claudio Mejolaro Pitbull. "To naprawdę idealny piłkarz. Prezentuje podobny styl do Argentyńczyka Claudio Teveza, który zrobił furorę podczas ostatniego Copa America i igrzysk olimpijskich w Atenach. Pitbull jest klasowym napastnikiem o czym świadczy wysokie, trzecie miejsce wśród najskuteczniejszych zawodników ligi brazylijskiej" - tak czeski szkoleniowiec scharakteryzował w "Sporcie" 23-letniego piłkarza. Problem w tym, że tym graczem interesują się także kluby niemieckie i angielskie, mające chyba więcej pieniędzy na transfery niż "Biała Gwiazda".

Z Wisły na pewno natomiast nie odejdzie Jacek Kowalczyk. Liczka nie zamierza bowiem oddać tego obrońcy do niemieckiego drugoligowca, twierdząc, że wiosną będzie częściej korzystał z jego usług. "Nie ma już tematu Kowalczyka. Nie będziemy kupować kota w worku" - stwierdził w "Sporcie" Bertram Hoefer, wiceprezydent Erzgebirge Aue. "Po rozmowie z moim menedżerem sprawa się wyjaśniła. Zostaję w Krakowie i w niedzielę stawiam się na pierwszych zajęciach Wisły" - dodał Kowalczyk.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL