Koszmar Szczęsnego. Cztery miesiące wyjęte z życia, niczego gorszego nie przeżył
Wojciech Szczęsny po październikowym El Clasico jest na ustach niemal całej piłkarskiej Hiszpanii. Polak popisał się imponującymi interwencjami oraz obronił rzut karny wykonywany przez Kyliana Mbappe. W przeszłości o naszym rodaku rozpisywano się nie tylko po pozytywnych wydarzeniach dziejących się w jego życiu. Dramatyczne chwile miały choćby miejsce kilkanaście lat temu. Zwykły trening zakończył się dla warszawianina poważnym urazem. Po tym wszystkim golkiper dochodził do siebie przez wiele miesięcy.

Doświadczony bramkarz jako jeden z nielicznych piłkarzy FC Barcelona może być z siebie zadowolony po niedawno zakończonym El Clasico. Real odniósł co prawda zwycięstwo, lecz gdyby nie popularny "Tek", to "Duma Katalonii" straciłaby chyba więcej niż dwa gole. Na Półwyspie Iberyjskim nad Polakiem pieją z tego powodu z zachwytu. Także media z innych krajów docenili warszawianina. "Według ocen portalu Sofascore Football Polak zaprezentował się niemalże perfekcyjnie. Otrzymał notę 9,6/10. Został więc najlepszym zawodnikiem kolejki" - meldowaliśmy dzień po spotkaniu.
Kariera Wojciecha Szczęsnego nie jest jednak usłana różami. W przeszłości nie brakowało pechowych interwencji, ale też poważnych urazów. Ten najgorszy zdecydowanie miał miejsce w 2008 roku, gdy główny bohater naszego tekstu bronił barw Arsenalu. Wszystko działo się podczas treningu na siłowni. Podczas ćwiczeń ze sztangą młody gracz stracił równowagę. Efekt był dramatyczny. Ciężki przedmiot przygniótł mu obie ręce.
Wojciech Szczęsny złamał obie ręce. To miał być zwykły trening
"Sztangę miałem nad szyją, więc chciałem za wszelką cenę do końca utrzymać ją, żeby nie spadła mi na głowę" - opowiadał na gorąco Wojciech Szczęsny, cytowany przez "sport.pl". "Być może uda się uniknąć gipsu, ale wyglądało to tragicznie. Ręce miałem złożone w literę 'S'" - przyznał natomiast dla Przeglądu Sportowego Onet. "Obie ręce mam złamane trochę powyżej nadgarstka" - dodał.
Na szczęście poważny uraz nie przeszkodził Polakowi w zrobieniu spektakularnej kariery, bo ten kilka lat później stał się jednym z czołowych bramkarzy globu. Przykre wspomnienia pozostają jednak w głowie do dziś. "To było bardzo ciężkie. Prawdopodobnie to był dla mnie najtrudniejszy okres. Przez cztery miesiące nie tylko nie mogłem grać w piłkę, ale to miało wpływ na całe moje życie. Nie mogłem nawet wykonywać zwykłych czynności" - wyznał dla The Sun (cytat za: WP SportoweFakty).
"Byłem zdołowany, ale nigdy nie miałem cienia wątpliwości, że wyjdę z tego. Wiara w to, że wyzdrowieję i będę dobrym bramkarzem podtrzymywała mnie na duchu" - podsumował. Dziś to przykre zdarzenie może być inspiracją dla młodych zawodników, że nigdy nie należy się poddawać, bo z każdej sytuacji istnieje wyjście.











