Trenerzy Luis Enrique i Unai Emery już kiedyś starli się o Superpuchar Europy. W 2015 roku triumfował ten pierwszy. Barcelona okazała się wówczas lepsza od Sevilli.
Teraz faworytem ponownie pozostawała ekipa Enrique, czyli PSG. W Salzburgu broniła trofeum sprzed roku. Wtedy po rzutach karnych pokonała Tottenham. Tym razem losy spotkania miały się rozstrzygnąć w podstawowym czasie gry.
PSG - Aston Villa. Matty Cash w ogniu walki. Nie został czwartym Polakiem z Superpucharem Europy na koncie
Bezapelacyjnym faworytem spotkania byli Paryżanie, ale przez pierwszy kwadrans nie zrobili nic, by tę rolę potwierdzić. Oba zespoły badały się wzajemnie. Żadna ze stron nie osiągnęła przewagi optycznej.
Z murawy zaczynało już powoli wiać nudą, kiedy przebłysk geniuszu zademonstrował Chwicza Kwaracchelia. Gruzin wpadł w pole karne, "nawinął" najbliższego defensora - niestety był nim Matty Cash - i huknął nie do obrony. 1:0!
Wkrótce potem ten sam zawodnik padł w polu karnym Aston Villi. Triumfatorzy dwóch ostatnich edycji Ligi Mistrzów liczyli na podyktowanie "jedenastki". Gwizdek arbitra jednak milczał.
Szybko na pierwszoplanową postać tej części gry wyrósł Brian Madjo. 17-letni zawodnik ekipy z Birmingham zmarnował cztery dogodne okazje na wyrównanie. Trafił dopiero za piątym razem - po centrze Johna McGinna uderzył bez przyjęcia z pola bramkowego i zrozbiło się 1:1.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Nadal piłkarze PSG nie potrafili rzucić niżej notowanego rywala na kolana. Ale to znów oni wyszli na prowadzenie.
Bramka - jak się okazało zwycięska - padła po godzinie gry. Wówczas idealnie do prostopadłego podania wyszedł Desire Doue. Znalazł się oko w oko z Marco Bizotem i mimo ostrego kąta precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce.
Fatalny błąd popełnił w tej sytuacji Cash. Reprezentant Polski złamał linię spalonego. Pierwotnie arbiter odgwizdał wprawdzie ofsajd, ale analiza VAR wykazał, że gol zdobyty został prawidłowo.
Tym samym Cash nie został czwartym Polakiem z Superpucharem Europy na koncie. Takie trofeum mają w swojej kolekcji jedynie Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk i Robert Lewandowski.














