Kosmiczny gol Pietuszewskiego, później eksplozja na trybunach. Zdecydowała 89. minuta
Po porażce w pucharowym meczu ze Sportingiem przyszedł czas na kolejne spotkanie portugalskich gigantów. FC Porto zmierzyło się bowiem z Benfiką Lizbona. W starciu tym od samego początku mogliśmy obserwować "komplet" Polaków, którzy występują w ekipie portugalskich "Smoków". W pierwszej połowie byliśmy świadkami dwóch trafień graczy Porto, w tym bajecznego gola w wykonaniu Oskara Pietuszewskiego. Ostatecznie starcie na szczycie Ligi Portugal zakończyło się wynikiem 2:2 oraz poważną wrzawą tuż przed upływem regulaminowego czasu gry.

W ostatnim czasie FC Porto zaliczyło bardzo bolesną porażkę. "Smoki" przegrały bowiem pierwszy półfinałowy mecz tegorocznej edycji Taca de Portugal, w którym to Porto mierzy się ze Sportingiem.
Podopieczni trenera Francesco Fariolego nie mieli jednak zbyt wiele czasu, aby rozpamiętywać tę porażkę. Niecały tydzień później czekał ich bowiem kolejny arcyważny bój. "Smoki" mierzyły się bowiem z Benfiką Lizbona, która mimo siedmiopunktowej straty do lidera tabeli wciąż ma chrapkę na urywanie punktów oponentom. Dla FC Porto był to arcyważny mecz, bowiem ewentualna porażka mogła mocno pokrzyżować ich mistrzowski marsz.
Magiczne trafienie Pietuszewskiego. Nastoletni Polak "zaczarował" Lizbonę
Chwilę po rozpoczęciu spotkania arbiter już musiał zatrzymać grę. Race kibiców, zgromadzonych na Estadio da Luz, spowodowały bowiem ogromne zadymienie, które uniemożliwiało swobodne rozgrywanie meczu. Gra wznowiona została dopiero w okolicy 6. minuty.
Raptem kilka chwil później Anatolij Trubin popełnił bardzo kosztowny błąd. Przedzierający się przez defensywę Victor Froholdt oddał strzał, który nie zagroził dobrze ustawionemu ukraińskiemu golkiperowi. Wypluł on jednak futbolówkę, a ta ponownie trafiła pod nogi Duńczyka. Tym razem gracz FC Porto nie przepuścił okazji do otwarcia wyniku starcia.
Mecze na szczycie często wiążą się ze sporymi emocjami. Te udzielały się również zawodnikom, biorącym udział w niekwestionowanym hicie Ligi Portugal. Skutkiem były liczne faule, które zmuszały arbitra do wstrzymywania gry. Budowało to w zawodnikach pokłady sportowej agresji, która urozmaicała widowisko.
Gospodarze byli całkiem bliscy odrobienia strat w 24. minucie. Próba dośrodkowania z prawej strony pola karnego zakończyła się rykoszetem, który omal nie zaskoczył Diogo Costy. Portugalski bramkarz popisał się jednak genialnym refleksem, ratując swoją drużynę przed utratą bramki.
Brutalna gra nie ustawała. Jedną z jej ofiar stał się w pewnym momencie Pietuszewski, który został dość brutalnie sfaulowany przez Nicolasa Otamendiego. Argentyńczyk otrzymał za swoje zagranie żółty kartonik. Chwilę później polski nastolatek odwdzięczył się agresorowi w najlepszy możliwy sposób.
W 40. minucie byliśmy świadkami niebywałego wybuchu talentu Oskara Pietuszewskiego. Młody Polak wpierw wkręcił argentyńskiego obrońcę w ziemię, a następnie posłał strzał, przy którym golkiper rywali nie miał najmniejszych szans. Dzięki jego trafieniu FC Porto zeszło na przerwę z wynikiem 2:0.
W drugiej odsłonie piłkarze Benfiki za wszelką cenę próbowali nadrobić straty, choć szło im to z ogromnym trudem. Defensywa gości, w której skład wchodził między innymi Jan Bednarek oraz Jakub Kiwior, bardzo szczelnie broniła dostępu do własnej bramki. W 64. minucie plac gry opuścił Pietuszewski, a w jego miejsce pojawił się Borja Sainz.
Próby odrobienia strat nabrały rozpędu dopiero w 69. minucie. To właśnie wtedy futbolówka trafiła pod nogi Dodiego Lukebakio. Belg trafił w słupek, jednak szczęśliwy trafem futbolówka trafiła do świetnie ustawionego Andreasa Schjelderupa, który nie miał prawa się pomylić. Norweg dał swojej drużynie ogromny zapas tlenu.
Gospodarze próbowali wykorzystać ten impuls. Po zejściu Pietuszewskiego gracze FC Porto wyglądali na nieco mniej pewnych, co również dodawało skrzydeł zawodnikom z Lizbony. Ich moment chwały nadszedł w 89. minucie, kiedy to wprowadzony na plac gry Leandro Barreiro doprowadził do wyrównania. Po tym golu doszło do prawdziwej wrzawy, w wyniku której czerwoną kartkę otrzymał Jose Mourinho oraz znajdujący się już poza polem gry Nicolas Otamendi.
Arbiter doliczył 6 minut do podstawowego czasu gry, jednak żadna z drużyn nie przechyliła ostatecznie szali zwycięstwa na swoją korzyść.












