Reklama

Reklama

Koronawirus w sporcie. Liga Burundi będzie grała

Piłkarska Federacja Burundi i władze miejscowej 1. i 2. ligi zdecydowały, że rozgrywki piłkarskie w tym kraju będą kontynuowane i – jak dotąd - z udziałem publiczności. Nawet jeśli niektóre kluby nie chciałyby grać, musiałyby się liczyć z surowymi konsekwencjami.

Pierwsze dwa przypadki koronawirusa w tym niewielkim afrykańskim kraju pojawiły się w ubiegłym tygodniu. Do dziś trzy osoby są zakażone. Według komunikatu władz znajdują się stabilnym stanie. Dopóki Burundi broniło się przed wirusem rzecznik prasowy prezydenta Pierre’a Nkurunzizy mówił, że "kraj zawarł specjalny pakt z Bogiem" i że to "wiara naszego ludu chroni nasz przed tym nieszczęściem".

Reklama

Choroba jednak już jest, ale kraj toczy życie tak, jakby nic się złego nie stało. Rząd zaleca "spokój" i "zajmowanie się dotychczasowymi sprawami", choć z "wielkim respektem dla wszystkich przepisów". Można się gromadzić, uczestniczyć również na meczach piłkarskich.

W sobotę i niedzielę rozegrana została 27. kolejka Ligue A i Ligue B. W 1. lidze lider Messager Ngozi bezbramkowo zremisował na wyjeździe z piątym Vital’O. Wychowankiem Vital'O jest były piłkarz Cracovii Saidi Ntibazonkiza . Broniący tytułu (zdobył go po raz pierwszy w 47-letniej historii ligi) zespół Aigle Noir z Makamby przegrał z Dynamikiem Bujumburą 1-4. Kibice dopisali. Ten ostatni mecz obejrzało parę tysięcy widzów.

Mimo światowej epidemii koronawirusa piłka nożna w Burundi się nie poddaje. W niedzielę odbyło się spotkanie władz ligi i federacji oraz przedstawicieli kilku klubów. Decyzja? Grać dalej.  - Zalecamy kontynuować rozgrywki przy wszystkich środkach prewencyjnych takich jak mycie rąk, pomiar temperatury każdego widza wchodzącego na stadion - powiedział prezes federacji Thaddée Ndikumana.

Agencja AFP podała, że na spotkaniu pojawiły się głosy sprzeciwu, "byli też tacy, którzy bali się o tym głośno powiedzieć.", ale nikt nie był w stanie doprowadzić do zawieszenia ligi. - Prezydent federacji oświadczył, że klub, który nie chce grać zostanie zawieszony i będzie musiał liczyć się z innymi sankcjami - donosi anonimowe źródło agencji.

W Burundi nie jest jednak tak różowo jak się wydaje. Organizacja pozarządowa Human Right Watch ogłosiła, że w kraju "brakuje komunikatów na temat faktycznego stanu epidemii i zagrożenia jakie niesie za sobą wirus". Cytowany przez dziennik "L’Equipe" miejscowy bloger i dziennikarz Patrick Soto mówi, że jest "wstrząśnięty" decyzją władz piłkarskich. Jego zdaniem dzieje się tak ponieważ rząd uważa, że afrykański klimat nie sprzyja rozwojowi koronawirusa. - Ale jesteśmy tak samo zagrożeni jak inni - tłumaczy.

Burundi jest jednym z czterech krajów, gdzie mimo pandemii toczą się rozgrywki piłkarskie. W ten weekend ruszyła liga Tadżykistanu, nadal grają na Białorusi i w Nikaragui.

Olgierd Kwiatkowski


Dowiedz się więcej na temat: Burundi | koronawirus | koronawirus w piłce | Saidi Ntibazonkiza

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje