Reklama

Reklama

Koronawirus w sporcie. Liga białoruska gra. Trzeba pić wódkę i iść do sauny

Rozgrywki zawiesiły wszystkie pozostałe europejskie ligi, a oni nie zamierzają przerywać sezonu. - Sytuacja jest pod kontrolą, tak więc można nadal grać w piłkę - mówi białoruski minister zdrowia. W ten weekend ma się odbyć druga ligowa kolejka.

Pierwsza kolejka przebiegła bez zakłóceń. Wszyscy zagrali. Nie było, przynajmniej oficjalnie, żadnego bojkotu. To nic, że publiczność nie dopisała. Frekwencja spadła o połowę w porównaniu z początkiem poprzedniego sezonu. Niektóre mecze oglądało po kilkaset widzów, najwięcej - 3,5 tysiąca - przyszło na mecz broniącego tytułu Dynama Brześć. Mają grać, to grają.

Nie wszystkim to się jednak podoba. Zagraniczni piłkarze żyją w strachu i niepewności. - To jest nieprawdopodobne. Kiedy cały świat się zatrzymał, tutaj wszystko działa normalnie. Obawiam się o zdrowie mojej rodziny, która dołączyła do mnie przed kilkoma dniami. W weekend mamy zagrać derby z FC Mińsk, ale ja nie mam najmniejszej ochoty, by wyjść na boisko. Piłkarze zagraniczni rozmawiają o tym między sobą. Kiedy trenuję, zapominam o tym. Tracę poczucie zagrożenia, a potem idę do sauny. Prezydent Republiki zalecił żeby zwalczać wirusa pijąc wódkę i chodzić do sauny. Oni są tutaj szaleni - mówi w reportażu "L'Equipe" belgijski piłkarz Dynama Mińsk Danilo Sousa.

Reklama

Pochodzący z Burkina  Faso Gafar Sirima z FC Słuck przyznaje, że gracze są pod ścianą. Ich kontrakty są warte około tysiąca dolarów na miesiąc. Ale za to premie za grę są najczęściej dwa razy wyższe. - Jeżeli bym się obudził i powiedział, że nie gram, to nikt nie poszedłby za mną - przekonuje Sirima.

Marcel Liczka, syn byłego trenera Polonii Warszawa i Wisły Kraków Wernera, w ubiegłym roku doprowadził do mistrzostwa Dynamo Brześć. Zna realia białoruskie. - Decyzja o tym, że liga gra dalej jest decyzją wszystkich. Jeśli wszystkie zespoły by się przeciwstawiły, federacja nie miałaby wyjścia. Ale jeśli tylko sześć drużyn powie "nie", to wtedy grozi im walkower, sankcje finansowe i wykluczenie z rozgrywek. Polityka tu jest wszechmocna. Jeśli mówią, że mają grać, oni o to nie proszą, oni to nakazują - opowiada czeski szkoleniowiec.

W angielskim dzienniku "The Sun" były piłkarz Arsenalu Londyn i Barcelony Aleksander Hleb jest zszokowany decyzją o grze. Żartując, widzi dobre strony tego rozwiązania. - Cały świat nas teraz ogląda. Kiedy NHL miało lokaut, wielu zawodników grało u nas. Może teraz w lidze białoruskiej zagra Cristiano Ronaldo albo Leo Messi?. Wszyscy byliby u nas bardzo szczęśliwi z tego powodu -  powiedział Hleb.

Jest w tym coś na rzeczy. Białoruska federacja właśnie podpisała kontrakt na transmisje meczów Wyższej Ligi z rosyjską stacją telewizyjną Match TV. Ta telewizja będzie również pokazywać mecze na Ukrainie. Kolejne negocjacje są w toku. Pytanie jednak, czy w ten sposób Białoruś robi sobie dobrą reklamę?

Żartów z koronawirusem nie ma. Na Białorusi do 25 marca stwierdzono oficjalnie 86 przypadku zachorowań. Przedstawiciele władz mówią o "światowej panice", "farsie informacyjnej". Do czasu.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje