Reklama

Reklama

Kołtoń: Leo nie do ruszenia

Leo Beenhakker ma świetnie skonstruowany kontrakt z PZPN (na swoją korzyść). Nie ma w nim żadnej klauzuli umożliwiającej wypowiedzenie. Grzegorz Lato jest skazany na Holendra, którego na królewskich warunkach zatrudnił Michał Listkiewicz.

Okazuje się, że Leo nie podpisał z PZPN-em żadnej nowej umowy. Kontrakt z Beenhakkerem został podpisany latem 2006 roku, a jesienią 2007 roku dołączony został tylko aneks z nowymi warunkami finansowymi. Beenhakker zarabia obecnie 70 tysięcy euro miesięcznie, a nie 60 tys., jak się dotychczas mówiło! W tym dokumencie nie ma zastrzeżenia wyłączności Leo dla polskiej reprezentacji.

Co więcej, Beenhakker sam kształtuje czasowy wymiar swojej pracy. Sam decyduje, kiedy gra w golfa, kiedy myśli o transferach Feyenoordu Rotterdam, kiedy załatwia sponsorów dla swojego ukochanego klubu - co ujawniła holenderska prasa - a kiedy myśli o debiutancie numer 51 w swojej przygodzie z Polską.

Reklama

Lato w tej sytuacji powinien rozliczyć swojego poprzednika Listkiewicza. Czy nie jest to działanie na szkodę związku, taka umowa z Beehakkerem?! Listkiewicz w Poznaniu osobiście prosił Holendera, aby - jak się wyraził - "uspokoił się i skoncentrował na pracy z reprezentacją Polski".

W dniu, w którym tworzy się historia polskiej piłki, Lato i Beenhakker spotykają się na Miodowej w Warszawie, aby przedyskutować pracę Holendra dla Feyenoordu. Zamiast gościć w Udine, będą wymieniać uwagi na temat ich wzajemnych relacji.

Lato w Poznaniu sondował co prawda wariant zatrudnienia na stanowisku selekcjonera Franciszka Smudy (INTERIA.PL pisała o tym pomyśle już tydzień temu), ale umowa z Leo Beenhakkerem wiąże mu ręce. Prezes PZPN przyznaje jednak: "Byłoby do zapłacenia niewyobrażalnie dużo pieniędzy". Szacuje się, że związek musiałby wydać na odszkodowanie dla "zapracowanego" Leo 700 tysięcy euro (tyle wpłynie na jego konto do końca roku z PZPN-u).

Roman Kołtoń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL