Reklama

Reklama

Kluivert, Berger, Evra, Bonner i… Małecki, czyli "jedenastka" Patryków na Dzień św. Patryka

17 marca to Dzień Świętego Patryka, patrona Irlandii. Z tej okazji przygotowaliśmy drużynę złożoną z samych Patryków. Zapraszamy do lektury.

1. Pat Bonner - irlandzki bramkarz o irlandzkim imieniu. Jego kadencja między reprezentacyjnymi  słupkami przypadła na najlepszy okres kadry Eire w historii. Pod wodzą sympatycznego trenera Jackiego Charltona w turnieju Euro’88 rozgrywanym w RFN. Irlandczycy  wygrali 1-0 z odwiecznym angielskim rywalem i podbili serca kibiców na całym kontynencie. Budzili powszechną sympatię. Mecze Irlandczyków w TV komentował Jimmy Magee, którego nazywali "memory man", bo miał niezawodną pamięć. Po meczu z ZSRR poszedł na spacer po parku w Hanowerze i natknął się na trzech mocno zmęczonych życiem, leżących na ławce irlandzkich fanów.

Reklama

- Cześć, Jimmy. To ciebie nazywają "memory man"?
- Tak na mnie mówią, to prawda.
- Znasz odpowiedzi na wszystkie pytania?
- Ha, ha, tak to prawda.
- W takim razie mam pytanie do ciebie...
- Dawaj.
- Gdzie jest nasz pieprzony hotel?

Jakby zielonego w kadrze było za mało, Bonner przez 18 sezonów aż 642 razy wystąpił dla biało-zielonego Celticu Glasgow, więcej niż którykolwiek bramkarz. Irlandzki Pat mógłby doradzić naszemu Patrykowi Klimali, co zrobić, by więcej grać w Celticu. Do tej pory Klimala zagrał w koszulce w pasy niecałe minut, a jest już w Glasgow prawie dwa sezony.

2. Patrick Owomoyela -  wiele nie zabrakło, by Owomoyela zagrał w drużynie Juergena Klinsmanna w niemieckim mundialu, w roku 2006. Boczny obrońca, syn Nigeryjczyka i Niemki większą część kariery spędził w Borussii Dortmund. Po zakończeniu grania został anglojęzycznym komentatorem klubowej telewizji BVB. W 2019 roku nieźle go poniosło, gdy podczas towarzyskiego meczu z Udinese zaczął komentować w stylu przemówień Adolfa Hitlera. Solennie potem przepraszał. 

3. Patrice Evra - udana i długa, ponad 20-letnia kariera lewonożnego obrońcy. Pięciokrotny mistrz Anglii z Manchesterem United, dwukrotny Italii z Juventusem Turyn. Evra ponad 80 razy zagrał dla reprezentacji Francji, był nawet jej kapitanem w 2010 r. Podczas mundialu w RPA buntownicy pod wodzą Evry odmówili udziału w treningu skonfliktowani z ówczesnym selekcjonerem Raymondem Domenechem. Nie ma się co dziwić, jak głosi stugębna plotka, Domenech wybierał skład na podstawie znaków zodiaków piłkarzy. U schyłku kariery Evra został ukarany czerwoną kartką jeszcze przed rozpoczęciem spotkania za to, że podczas rozgrzewki kopnął w twarz kibica Olympique Marsylia, w którym wtedy występował.

4. Patrick Vieira - choć, tak jak Evra, urodzony w senegalskim Dakarze, pomocnik aż 107 razy reprezentował Francję. Mistrz świata z 1998 roku i Europy dwa lat później w barwach "Trójkolorowych". Trzykrotny mistrz Anglii w barwach Arsenalu, którego był wieloletnim kapitanem. Z jego grą dla "Kanonierów" wiąże się niezwykła anegdota, którą w swej (niestety nie wydanej po polsku) biografii opisał Nicolas Anelka:

"Kiedy trafiłem do Arsenalu z PSG wszystko było idealnie, czułem się jak w piłkarskim raju. Do momentu, kiedy starłem się z Patrickiem Vieirą, który w szatni miał ksywę ’Długi’. Było to po meczu z Fulham na Highbury, wtedy, w 90. minucie, po podaniu od Bergkampa minąłem bramkarza, ale spieprzyłem uderzenie i nie trafiłem. Oślepiło mnie słońce. Naprawdę! To nie była moja wina! Jednak kiedy się odwróciłem, zobaczyłem twarz Vieiry: wiedziałem, że mam przerąbane...

Po zejściu da szatni Patrick zaczął się na mnie wydzierać, a ja - znacie mnie - nie jestem z tych, którzy godzą się z krytyką. Odwarknąłem mu wtedy coś w stylu: "Zamknij mordę!". Vieira oniemiał, stanął jak wryty odwrócił się i... BAM! Uderzył mnie prosto w twarz swoim fiutem! Aż mnie odrzuciło, coś jakby ktoś uderzył mnie w pysk mokrym węgorzem. Wszyscy w szatni byli w szoku po tym co zobaczyli... Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo poniżające to było: dostać w twarz 14 calowym fiutem przy całej drużynie. To było najgorsze, co spotkało mnie w całym życiu. Przez dosłownie kilka minut w szatni była cisza. Przerwał ją dopiero Ashley Cole, który zapytał: ‘Teraz moja kolej?’.

Stało się wtedy jasne: muszę odejść z Arsenalu. Kiedy Wenger usłyszał o tym, co zrobił Vieira... przybił z nim piątkę i powiedział: ‘Właśnie dlatego to on jest kapitanem’"

5.  Patrick Andersson - wielki jak skała szwedzki obrońca. Gdy zaczynał karierę na pewno nie marzył, że w 1994 roku zdobędzie brązowy medal mistrzostw świata, a na arenie klubowej zagrał zarówno dla FC Barcelona, jak i Bayernu Monachium. Dla Bawarczyków zdobył w lidze zaledwie jednego gola, za to jakiego! Ta bramka, w 2001 roku, pozbawiła tytułu mistrzowskiego Schalke i Tomaszów grających w jego barwach: Hajto i Wałdocha. W ostatniej kolejce Schalke wygrało 5-3 ze zdegradowanym Unterhaching, Gdy w Gelsenkirchen wybrzmiał ostatni gwizdek w Hamburgu HSV zdobyło bramkę i prowadziło 1-0 z Bayernem. Tysiące kibiców Schalke wpada na murawę, by świętować! W 94. minucie w Hamburgu mamy rzut wolny dla Bayernu. Z pola karnego, dodajmy od razu. Rzut wolny przyznany za to, że bramkarz HSV (Mathias Schober wypożyczony z Schalke!) złapał piłkę podaną mu przez obrońcę. Wcześniej obrońca został popchnięty przez piłkarza Bayernu! Tego sędzia nie dostrzegł. Po rzucie wolnym szwedzki obrońca Patrik Andersson zdobywa swojego jedynego gola w karierze dla Bawarczyków. W Gelsenkirchen wciąż czekają na tytuł mistrzowski od roku ...1958.

Gdy w 2011 roku byłem na meczu Schalke, soczyście piwem został oblany jeden z ekspertów telewizyjnych. Był nim były sędzia Markus Merk, który 10 lat wcześniej podyktował rzut wolny dla Bayernu, po którym padł gol Anderssona. Emocje nie opadły nawet po dekadzie.

6. Patrick Battiston - francuski stoper, uczestnik trzech mundiali i zloty medalista mistrzostw Europy z 1984 roku. W Sewilli, w 1982 roku, prawie wywołał nowy konflikt francusko-niemiecki. Jak zwykle Francuzi zostali znienacka zaatakowani i byli ofiarami. W drugiej połowie spotkania Battiston znalazł się w sytuacji sam na sam z zachodnioniemieckim bramkarzem Haraldem "Tonim" Schumacherem. Golkiper, w myśl zasady: "piłka może przejść, zawodnik nigdy" skoncentrował się na francuskim piłkarzu i wpadł w niego z całym impetem. Battiston przewrócił się i długo nie podnosił. Jego kolega z drużyny - Michel Platini myślał, że Patrick nie żyje, gdyż "był blady i nie miał pulsu". Sędzia nie gwizdnął faulu, a Schumacher na wieść, że Francuz stracił dwa zęby odparł tylko, że może zapłacić za korony. Jakiś czas później, w swej biografii pt. "Anpfiff" niemiecki bramkarz przeprosił za to zajście. 

7. Pat Nevin - szkocki skrzydłowy, który upodobał sobie kolor niebieski. W latach 80. i 90. XX wieku grał prawie wyłącznie w klubach występujących w barwach nieba: Chelsea, Everton, Tranmere i Kilmarnock. Nevin mógł uchodzić za intelektualistę wśród piłkarzy, jako absolwent Wydziału Sztuki Uniwersytetu w Glasgow. W wywiadzie dla "New Musial Express" mówił, że od Phila Collinsa woli Joy Division. Pierwszym znaczącym czarnoskórym piłkarzem w barwach Chelsea był Paul Canoville, obrażany, obrzucany bananami przez fanów własnej drużyny, nigdy nie zagrał na miarę swojego potencjału. Jedynym kolegą klubowym, który publicznie stanął w jego obronie był właśnie Pat Nevin.

8. Patrick Berger - czeski ofensywny, lewonożny pomocnik. Zapewnił swej reprezentacji prowadzenie na Wembley, w finale Euro’96. Jednak potem Niemcy trafili do siatki dwa razy i wznieśli puchar. Po turnieju Berger przeszedł do Liverpoolu, którego był kibicem od maleńkości. Pokopał nad rzeką Mersey siedem lat, w międzyczasie wyhodował fryzurę na czeskiego piłkarza, a w mieście Beatlesów wzrosła sprzedaż opasek na włosy.

9. Patrick Kluivert - jedno z wielu cudownych dzieci holenderskiego futbolu. W wieku niespełna 19 lat Kluivert zdobył zwycięskiego gola w finale Ligi Mistrzów, gdy jego Ajax - pod wodzą Louisa van Gaala - pokonał Juventus. Wiele lat później był asystentem swego mentora na brazylijskim mundialu, w którym "Oranje" zdobyli brązowe medale. Kluivert był typowym środkowym napastnikiem, sporo strzelał właściwie w każdym klubie, w którym występował. Najwięcej w FC Barcelona, w latach 1998-2004, gdy dla "Blaugrana" zdobył ponad 100 bramek. Jedną z nich w 2001 roku, na stadionie przy ulicy Reymonta, gdy w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, po szalonym meczu, Wisła Kraków uległa Barcelonie 3-4. Obecnie, tradycje rodzinne w barwach RB Lipsk kontynuuje syn Patricka - Justin.

10. Patrick Cutrone - swego czasu konkurent Krzysztofa Piątka do miejsca w ataku AC Milan, obecnie gra w Valencii. Cutrone poprzednie imieniny spędził w kiepskim nastroju, gdyż jak kilku jego kolegów z Fioerntiny został zarażony koronawirusem.

11.  Patryk Małecki - polski rodzynek w tym zestawieniu. We wczesnym wieku "Mały" przeniósł się z rodzinnych Suwałk do wielkiej wtedy Wisły Kraków. W internacie wiele się działo, co nie przeszkodziło Patrykowi zostać odkryciem roku w plebiscycie "Piłki Nożnej" w 2009 roku i w pewnym momencie nadzieją reprezentacji Polski, będącej pod wodzą Franciszka Smudy. Nadzieje spełzły na niczym, Małeckiemu było nie po drodze z "Franzem". Trzech tytułów mistrza Polski z ukochaną Wisłą nikt "Małemu" nie zabierze, jednak trudno pozbyć się wrażenia, że gdyby za nogami nadążyła głowa miałby nie osiem, a co najmniej osiemnaście występów z "Białym Orłem" na piersi. Obecnie Małecki kopie w pierwszoligowym Zagłębiu Sosnowiec.


Maciej Słomiński

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje