Reklama

Reklama

Klub z Katalonii w tarapatach po tym, jak świętował awans ze striptizerką

Lawina krytyki spadła na kataloński klub piłkarski Club Esportiu Llanca za to, że na świętowanie awansu do wyższej ligi wynajęto striptizerkę.

W mediach społecznościowych pojawił się film, na którym widać zawodników siedzących w szatni i striptizerkę dającą show w skąpym skórzanym stroju i masce.

Reklama

Widać, jak wspina się na krzesło i tańczy ku uciesze wiwatujących piłkarzy.

Pojawiły się komentarze, że to niestosowny sposób fetowania sportowego sukcesu, na dodatek w miejskim ośrodku sportu. Klub szybko przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni.

"CE Llanca pragnie przeprosić, gdyby ktokolwiek poczuł się urażony incydentami, które miały miejsce w szatni po zakończeniu meczu" - napisano w oświadczeniu.

Dodano, że nikt z władz klubu nie wynajął striptizerki. Lokalne media ujawniły, że był to pomysł sekretarza klubu. Franscesc Romero zapewnił, że nikt z zarządu klubu nie wiedział o "niespodziance", jaką przygotował piłkarzom. Podkreślił również, że w szatni nie było niepełnoletnich.

- Była imprezowa atmosfera, nic nie wymknęło się spod kontroli. Było wino musujące, uśmiechy i zabawa, spokojnie przedstawiła swoje show, ubrała się i wyszła. Nic takiego się nie stało - przekonywał Romero, którego cytuje dailymail.co.uk.

Przewodnicząca L'Institut Català de les Dones, organizacji rządowej w Katalonii, która promuje i ocenia politykę równości płci, Nuria Balada potępiła incydent. - Uprzedmiotowienie kobiecego ciała narusza podstawowe prawa człowieka, ponieważ dehumanizuje kobiety i pokazuje je jako przedmioty - podkreśliła, cytowana przez elpais.com.

MZ

Dowiedz się więcej na temat: striptizerka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje