Reklama

Reklama

Kłopoty Borussii. Spóźnili się 29 sekund

Dwadzieścia dziewięć sekund spóźnienia zdecydowało, że powrotna podróż piłkarzy Borussii Dortmund z meczu ligowego w Norymberdze przedłużyła się o ponad dwie i pół godziny. "I jeszcze musieliśmy jechać oblodzoną autostradą" - zaznaczył trener Juergen Klopp.

Piłkarze Borussii, w tym trójka Polaków: Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski, wygrali (2-0) szósty z rzędu mecz w Bundeslidze, umacniając się na prowadzeniu w tabeli. Droga powrotna jednak nie była usłana różami.

Reklama

Z Norymbergi mieli odlecieć o 20.45, ale z powodu oblodzenia maszyny wystartowali o 22.14. W związku z tym zamiast o 21.50 w Dortmundzie mieli wylądować tuż po 23. Problem w tym, że miejscowe lotnisko przyjmuje samoloty między 6.00 a 22.00, a na opóźnione czeka jeszcze godzinę. I samolot z najlepszą obecnie drużyną Bundesligi skierowano do Paderborn.

"To prowincjonalizm najwyższej próby. Skierowano nas do Paderborn z powodu 29-sekundowego opóźnienia. Przecież to niewiarygodne" - ocenił w poniedziałek dyrektor sportowy BVB Michael Zorc.

"Jesteśmy przecież wizytówką miasta. To śmieszne zachowanie" - wtórował mu bramkarz i kapitan zespołu Roman Weidenfeller.

"To bardzo przykra sprawa, ale zapewniam, że zrobiliśmy wszystko, by ekipa Borussii wylądowała w Dortmundzie. Władze lokalne nie zgodziły się jednak na przyjęcie samolotu po 23" - podkreślił rzecznik tamtejszego portu lotniczego Marc Schulte.

Po wylądowaniu w Paderborn lider niemieckiej ekstraklasy wrócił do oddalonego o 90 km Dortmundu autokarem. "I jeszcze musieliśmy jechać oblodzoną autostradą" - zaznaczył trener Juergen Klopp.

Po 15 kolejkach rozgrywek Borussia ma 10 pkt przewagi nad FSV Mainz i 11 nad Bayerem Leverkusen.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje