"Izrael morduje, a świat milczy" - taki baner pojawił się na stadionie w Częstochowie 7 sierpnia przy okazji spotkania Rakowa z Maccabi Hajfa w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Na odpowiedź Izraelczyków nie trzeba było czekać zbyt długo.
Równo tydzień później podczas rewanżowego spotkania ultrasi Maccabi na obiekcie w węgierskim Debreczynie wywiesili transparent z napisem: "Mordercy od 1939 roku", kierując haniebne słowa w stronę Polaków. "Skandaliczny transparent wywieszony przez kibiców Maccabi Hajfa obraża pamięć o obywatelach polskich-ofiarach II wojny światowej, wśród których było 3 mln Żydów. Głupota, której nie tłumaczą żadne słowa" - reagował m.in. Karol Nawrocki.
Wraca afera izraelskiego transparentu. Prezes polskiego klubu reaguje
Oba incydenty przerodziły się w wielką aferę. Aferę, w której jak na razie UEFA znalazła tylko jednego winnego. Piłkarska unia ukarała Raków Częstochowa grzywną w wysokości 40 tys. euro.
Żadne konsekwencje do tej pory nie spotkały izraelskiego klubu. W ostatniej rozmowie z TVP Sport głos w tej sprawie zabrał prezes "Medalików", który uważa, że w tego typu sytuacjach potencjalne działania klubu mogą zostać odebrane w negatywny sposób.
Nie i na ile znam UEFA, nerwowe ruchy ze strony klubu mogą zadziałać kontrproduktywnie w stosunku do kierunku tego, co uważamy, że powinno się stać.
- A wcale nie jest tak cicho, bo myślę, że głosów w całej Europie jest dość dużo - dodał prezes Rakowa. Żeby tego było mało, kibice z Izraela nie ograniczyli się jedynie do dwóch wspomnianych transparentów. Na jednym z meczów tamtejszej ligi pojawił się również inny skandaliczny napis: "Dwie rzeczy, które należy zniszczyć: UEFA i Hamas".
Miało to miejsce podczas półfinałowego spotkania pucharu Toto pomiędzy Hapoelem Beer Szewa a Hapoelem Tel Awiw. Jak widać, to wciąż za mało, aby UEFA zajęła się działaniami ultrasów izraelskich zespołów.














