Reklama

Reklama

Kazimierz Greń tłumaczy się na konferencji prasowej

Kazimierz Greń zwołał konferencję prasową, aby wytłumaczyć się z rzekomego handlowania biletami przed meczem Irlandia - Polska. - Ukrzyżowano mnie w Wielki Piątek - uważa Greń i pokazywał dowody na kłamstwa w publikacjach medialnych, między innymi spodnie i sweter, które są czarne, a nie granatowe. Prezes Podkarpackiego ZPN będzie żądał milionowych odszkodowań od mediów.

Greń uważa, że w ogóle nie powinno być tej sprawy, ponieważ sąd w Irlandii ją unieważnił (sąd miał odstąpić od wyroku ze względu na przyznanie się Grenia do winy i niską szkodliwość czynu).

- Czy ktoś mnie złapał przy transakcji, gdy brałem pieniądze do kieszeni? Gdy wezwano policję nie stawiałem oporu, przewieziono mnie na policję. Wydarto mi telefon i bilety z kieszeni - mówi Greń.

Greń twierdzi, że w czasie pobytu na komisariacie próbowali się do niego dodzwonić ludzie, którym miał przekazać bilety.

"Poprosiłem o oddanie telefonu i pokazanie dwóch numerów, by mogli zadzwonić i sprawdzić wiarygodność zdarzeń, było tam sześć połączeń nieodebranych z jednego numeru od osoby, która miała odebrać bilety" - napisał na slajdzie w swojej prezentacji Greń.

Reklama

Policja miała potwierdzić wyjaśnienie Grenia, ale na noc został na komisariacie.

- O zwolnieniu nie decyduje policja tylko sąd, dlatego musiałem zostać do rana - podkreśla.

Greń twierdzi, że był inwigilowany. Pokazał również zdjęcie posesji na której został zatrzymany. Uważa, że portale internetowe "rozpętały wojnę medialną przeciwko niemu, chcąc go zniszczyć jako osobę publiczną".

Greń wytykał błędy w publikacjach "Przeglądu Sportowego" i weszlo.com. Podważa wiarygodność pana Krzysztofa, który miał od niego kupić bilety, dziwiąc się, że nie chce ujawnić nazwiska.

Greń wspomniał, że Podkarpacki ZPN miał bilety tylko po 50 euro, a pisano o wejściówkach za 70 euro.

Prezes Podkarpackiego ZPN pokazywał swoje billingi, aby udowodnić, że  nikt do niego nie dzwonił w celu kupna biletów przed stadionem.

Greń zwrócił uwagę, że rozmówca weszlo.com mówił o granatowym stroju. Udowadniał, że był ubrany na czarno, prezentując spodnie, sweter i kurtkę, w które był w tym czasie ubrany.

- Policja znalazła przy mnie 840 funtów. To były pieniądze na pamiątki. Gdzie zatem kilka tysięcy euro, które niby miałem za sprzedaż biletów? Ludzie płacili mi podobno w złotówkach, gdzie więc są te moje złotówki? Skoro niby brałem po 600 zł za każdy bilet, to gdzie te pieniądze? - pytał Greń.

- Po 10 minutach na sali sądowej sprawa się zakończyła, Wyobrażacie sobie państwo, że stałem pod stadionem i krzyczałem "ticket, ticket, ticket"? - powiedział Greń i dodał:

- 49 biletów miał Podkarpacki Związek Piłki Nożnej, a nie Greń! - twierdzi.

Greń odnosił się także do nowelizacji w statucie PZPN. Twierdzi, że jeśli ona przejdzie, to związek będzie miał wiecznego prezesa. Greń mówił, że zebrał 44 głosy i zmiany w statucie nie przejdą.

- Zastraszano mnie, w tym momencie nie żartuję! - powiedział Greń i dodał, że Maciej Wandzel nie będzie startował na prezesa, bo boi się tego samego.

- Jeśli pan Boniek jest takim człowiekiem stanu, to dlaczego nie chciał się ze mną spotkać? Wysłuchać? - pytał prezes Podkarpackiego ZPN.

Greń uważa, że chcą go wykluczyć z PZPN bez postępowania wyjaśniającego. Będzie także żądał milionowych odszkodowań od oskarżających go bezpodstawnie mediów - "Przeglądu Sportowego", "Super Expressu" i portalu weszlo.com.

- Do dnia dzisiejszego jedynym dokumentem jest uniewinnienie mnie w sądzie irlandzkim. Nie mam nic do ukrycia! Dziękuję! - wykrzyczał Greń.

Po tych słowach Prezes Podkarpackiego ZPN wyszedł z sali, nie odpowiadając na pytania dziennikarzy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje