Reklama

Reklama

Katarzyna Kiedrzynek o tytule Sportowca Maja: To było wielkie zaskoczenie

- Ta wiadomość dotarła do mnie z radia, bo akurat jechałam sobie na wycieczkę, słuchałam RMF FM i tam padło moje imię i nazwisko. Byłam w wielkim szoku, ale też to było bardzo, bardzo miłe, bo wielu ludzi jednak zauważyło sukces, który nie przyszedł łatwo - tak bramkarka Katarzyna Kiedrzynek komentuje przyznanie jej tytułu Sportowca Maja w Plebiscycie RMF FM i Interii. Kiedrzynek uzyskała ponad 40 proc. głosów.

Adam Górczewski: Masz świadomość tego, że jesteś Sportowcem Maja według naszych słuchaczy?

Katarzyna Kiedrzynek: - No tak. Ta wiadomość dotarła do mnie wczoraj, dokładnie z radia, bo akurat jechałam sobie na wycieczkę, słuchałam radia RMF FM i tam padło moje imię i nazwisko. Byłam w wielkim szoku, ale też to było bardzo, bardzo miłe, bo wielu ludzi jednak zauważyło sukces, który nie przyszedł łatwo. Bardzo się cieszę, ponieważ myślę, że przez to moje nazwisko też promujemy piłkę kobiecą w Polsce. Mam nadzieję, że będzie tego więcej, że będzie jeszcze więcej takich plebiscytów, że będziemy nominowane jako zawodniczki z Polski i że ludzie się o tym po prostu dowiedzą.

Reklama

To, że taki tytuł się pojawił, znaczy, że o twoich występach się mówi. Czy jesteś tym zaskoczona? 

- Oczywiście, że tak. To jest zaskoczenie wielkie. Walczyłam o tego właśnie Sportowca Maja z Grzegorzem Krychowiakiem, czy też z Łukaszem Fabiańskim. Tutaj konkurencja była ogromna.

Wojna futbolowa.

- Wojna futbolowa. Wiadomo, że nie ma co porównywać moich sukcesów do sukcesów Łukasza Fabiańskiego czy Grzegorza Krychowiaka, bo to jest całkowicie inna bajka, natomiast mnie udało się pierwszy raz - byłam pierwszą Polką, która zagrała w finale Ligi Mistrzyń. Jestem bardzo dumna, że mogłam reprezentować nasz kraj i bardzo się cieszę, że zostało to docenione. Wiadomo, przed finałem było bardzo o tym głośno, bardzo dużo ludzi o tym wiedziało, interesowało się tym. Teraz to trochę ucichło, jest już po finale, już trochę czasu minęło, ale mam nadzieję, że to nie koniec, że to dopiero początek i że będzie jeszcze lepiej.

Mówisz, że tego nie można porównywać, ale nie wiem, czy masz rację. To jest jednak finał Ligi Mistrzyń.

- To ogromne wydarzenie dla nas, tak jak Liga Mistrzów dla mężczyzn. To jest na takim samym poziomie, te emocje, ta radość i smutek z wygranej czy przegranej jest na takim samym poziomie. Wydaje mi się, że to jednak była wielka sprawa, mimo że ten finał jest przegrany. Wiem, to dziwnie brzmi, ale mam dopiero 24 lata, jestem młodą kobietą, więc zostało jeszcze trochę grania i chciałam sobie ten finał zostawić na troszeczkę później.

Czyli rozumiem cel - wygrać ten finał w kolejnej edycji.

- Oczywiście, to wielki cel, jak na razie jedyny, na dzień dzisiejszy, który jest najbliższy do osiągnięcia. Mam nadzieję, że będą jeszcze inne.

Co byś chciała zrobić w najbliższych miesiącach?

- W tym sezonie postawiłam sobie poprzeczkę bardzo wysoką, a wiadomo, że postawić sobie poprzeczkę wysoko i się na niej utrzymać, to jest bardzo ciężka sprawa, bo jak się wsiada na bardzo wysokiego konia, to jeszcze łatwiej z niego spaść. Moim celem jest utrzymanie formy. Zostałam najlepszą bramkarką Francji wybraną przez media. Dla mnie to jest też ogromne wyróżnienie i chciałabym, żeby to nie było jednorazowe, żeby jeszcze ten przyszły sezon, jeszcze dwa następne, może jeszcze więcej pokazał jednak, że ci ludzie, którzy mi zaufali, się nie mylili i że będą z tego jakieś efekty.

Adam Górczewski

Czytaj też na rmf24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje