Reklama

Reklama

Kasalik: Nadal jest charakter

Udany debiut w roli trenera łódzkiego Widzewa zanotował Jerzy Kasalik, dla którego jest to powrót po latach do Łodzi.

- Chciałbym serdecznie powitać ponownie po 28 latach. Cieszę się, że ten dzień powrotu do Łodzi jest dla mnie tak szczęśliwy - powiedział szkoleniowiec na pomeczowej konferencji.

Kasalik przebieg spotkania opisał podobnie jak Krzysztof Chrobak, szkoleniowiec Polonii. - W pierwszej połowie Polonia grała dobrze, a my mieliśmy kłopoty. Bramka podcięła nam skrzydła, jednak nasz zespół potrafił podnieść się i pokazał, że w tym klubie nadal jest charakter. Może nie taki jak kiedyś, ale coś jest tu takiego, że ten zespół w trudnej sytuacji potrafi się zmobilizować i z niekorzystnego wyniku doprowadzić do zwycięstwa - wyjaśnił - Kilka razy "ostemplowaliśmy" poprzeczki, chłopcy mogliby się tym podłamać, ale do końca walczyli. Myślę, że wygraliśmy zasłużenie i nawet mogliśmy wygrać wyżej - podkreślił.

Reklama

Szkoleniowiec Widzewa komplementował także swoich piłkarzy. - Muszę pochwalić Rachwała, Cichonia, Golińskiego, także Bruno, którego zastanawiałem się czy wystawiać, a on zagrał najlepiej w obronie. Jak zwykle pracowity był Wyciszkiewicz, choć miał za dużo strat. Po jego stracie padła bramka dla Polonii. Również Becalika można wymienić jako tego, który przyjemnie rozczarował. Spełniał swoją rolę, walczył dzielnie i grał dobrze - powiedział.

Kasalik ciepło wypowiadał się także o łódzkich kibicach: - Chciałbym podziękować kibicom, na wielu stadionach fani by już gwizdali, a tu tego nie było. Kibice stanęli na wysokości zadania, gorąco dopingowali nas, mimo, że długo utrzymywał się wynik 0:1 - stwierdził. Szczególną dedykację dostał natomiast... Andrzej Grajewski. - Chciałbym zadedykować to zwycięstwo prezesowi Grajewskiemu, który jest obłożnie chory. Niech te trzy punkty będą dla niego balsamem, żeby szybciej wrócił do zdrowia - powiedział Kasalik.

W pierwszej połowie Widzew grał ustawieniem bardzo defensywnym. Zdaniem Kasalika nie przyniosło to jednak spodziewanego efektu. - Nie mogliśmy odsłonić się, bo byśmy dostali dwie lub trzy bramki i byłoby po meczu. I tak to nie wyszło, bo gola straciliśmy, ale gdy w drugiej połowie graliśmy bardziej ofensywnie, to udało się straty odrobić - stwierdził. Trener dodał, że największym jego problemem było zestawienie defensywy. - Jest z nią problem, ona musi grać lepiej. Ale przypomnę, że graliśmy bez czterech kontuzjowanych obrońców. Także, myślę że w tym składzie osobowym ta obrona grała poprawnie. Tych chłopców nie stać po prostu na jakąś finezyjną grę. Liczę, że dojdą szybko Stasiak i Mosór. Ten drugi, to taki specyficzny zawodnik. Trzeba do niego umieć dojść. Umiał Franek Smuda i u niego grał. Jak się mu nie pozwoli wejść na głowę to będzie grał, a ja mam taki charakter, że nie pozwolę sobie, żeby zawodnik wszedł mi na głowę - podkreślił.

Tomasz Andrzejewski,

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama