Reklama

Reklama

Kartka z historii. Korea Północna na mistrzostwach świata w 1966 roku

Na angielskim mundialu w 1966 roku piłkarzom KRLD pomagały rady Drogiego Przywódcy i Nieśmiertelnego Lidera – Kim Ir Sena. Do historii futbolu nie przeszli jednak dzięki nim.

Jeśli występ reprezentacji KRLD (Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej) na mundialu w RPA w 2010 roku był owiany mgiełką tajemnicy, to co powiedzieć o tym z 1966 roku? 

Na topie byli wówczas Beatlesi, LSD i loty w kosmos, a nikomu nie śnił się nawet Internet, telefony komórkowe, domofony i elektryczne zmywarki do naczyń. Może i lepiej, że Internetu nie było. Gdy tylko zabrałem się do pisania niniejszego tekstu, zaraz na moją skrzynkę zaczęły przychodzić tajemnicze e-maile sugerujące zajęcie się innymi tematami. Czyżbym znalazł się na celowniku siepaczy któregoś z Kimów?

Reklama

Eliminacje, czyli dobre rady Kima

Ledwie trzynaście lat po zakończeniu wojny domowej, malowniczo sportretowanej w serialu M.A.S.H., Koreańczycy mieszkający na północ od 38. równoleżnika wywalczyli sensacyjny awans na piłkarskie mistrzostwa Świata. Awans udało się uzyskać w łatwy sposób, gdyż wiele drużyn z Azji i Afryki wycofało się z rozgrywek - na znak protestu przeciw przyznaniu tym dwóm kontynentom zaledwie jednego miejsca w finałach.

Tuż przed decydującymi meczami barażowymi nad drużyną KRLD zaczęły unosić się nieśmiertelne idee ojciec narodu, Kim Ir Sena. Gdy piłkarzy ogarnęło zwątpienie, czy podołają, jeden z nich, Rim Jung Song (występujący w niektórych źródłach jako Lim Zoong Sun) rzekł: "Wtem przypomniałem sobie, co podczas jednego ze spotkań powiedział nam nasz Drogi Przywódca - aby być dobrym piłkarzem, musicie szybko biegać i podawać celnie piłkę". Już wiemy zatem skąd inspirację czerpią niektórzy rodzimi eksperci. Przypomnienie słów Nieśmiertelnego Lidera okazało się pomocne: Północna Korea zmiażdżyła Australię 9-2 w dwumeczu. 

Warto dodać, iż barażowy dwumecz rozegrano w Phnom Pehn, stolicy Kambodży, jako że rywalizujące kraje nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych.

Brak wiz, czyli dźwięk wodospadu

Mundial AD 1966 organizowała Anglia. Wobec ograniczonej konkurencji cięższe od boiskowych potyczek okazały się dla ekipy KRLD przeszkody natury formalnej. Władze w Pyongyangu od wojny koreańskiej nie utrzymywały dyplomatycznych stosunków z Wielką Brytanią, dlatego brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych nie paliło się z wydaniem wiz azjatyckim gościom.

Osiągnięto jednak kompromis. Koreańczycy mogli się pojawić na angielskiej ziemi pod warunkiem, że używać będą nazwy "Korea Północna" (w żadnym razie Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna!), a ich hymn nie będzie grany przed meczami. Dodatkowo brytyjska poczta musiała zmienić wygląd okolicznościowego znaczka, gdy najwyższe władze sprzeciwiły się obecności flagi KRLD na tym znaczku.

I tak oto tajemnicza drużyna z dalekiego wschodu pojawiła się na londyńskim lotnisku, po czym zaczęła przemieszczać się na północ brytyjską koleją. Oczywiście na ustach mieli patriotyczne pieśni sławiące filozofię "dżucze", czyli gospodarczej i nie tylko samowystarczalności.

W swym Skarbie Kibica, wydanym przed turniejem, "The Times" napisał: "Koreańczyków reprezentować będą piłkarze, których nazwiska brzmią jak dźwięk wodospadu". Ogół ekspertów przewidywał łatwy awans drużyn radzieckiej i włoskiej, podczas gdy Północna Korea i Chile miały stanowić jedynie mięso armatnie. 

Ekipa KRLD zameldowała się w Saint George Airport Hotel w Middlesbrough.

Izolacja KRLD była tak pełna, że szansy Koreańczyków upatrywano w jakichś nieznanych wcześniej sztuczkach, typu ukrywanie piłki w wypustkach szyi. Hokej na trawie był wtedy na topie.

Middlesbrough, czyli niespotykany doping

Pierwszy mecz w finałach przebiegł zgodnie z planem, czyli zakończył się gładką porażką Koreańczyków, 0-3 z ZSRR. Jedyny w tym meczu, za to jak się miało okazać wielki, zysk dla Azjatów to uzyskanie ogromnej sympatii kibiców z Middlesbrough. Co było przyczyną tej sympatii? Na pewno przewaga fizyczna drużyny radzieckiej, to ona kazała zgromadzonym fanom trzymać stronę słabszych. Jak wspominają obserwatorzy, gracze z Azji wyglądali jak dżokeje, szczególnie na tle dobrze odżywionych chłopów jak dęby z Kraju Rad.


Już po drugim meczu na Ayresome Park, przeciw Chile, "The Times" przyznawał: “W ostatnich latach kibice w Middlesbrough rzadko wspierali swój lokalny klub w tak entuzjastyczny sposób jak przybyszy z dalekiego wschodu".

“To dla mnie zagadka" mówił w 2002 r. - o sympatii kibiców "Boro" - najbardziej wygadany z piłkarzy KRLD, czyli Rim Jung Song. Wypowiadał się dla BBC w dokumencie "The Game of Their Lives". W tymże dokumencie ten sam piłkarz wybucha konwulsyjnym płaczem, gdy rozmowa schodzi na temat Kim Ir Sena, który wówczas nie żył już od 8 lat. "Czemu tak szybko go zabrakło?"- łka piłkarz, a reszta nie chce być gorsza i również zanosi się szlochem.

Dziki ryk, czyli triumf nad Italią

Od 1972 r. do śmierci w 1994 r. Kim Ir Sen był formalną głową państwa. Rządził jako prezydent. W 1998 r. roku został nazwany "Wiecznym Prezydentem" i choć stanowi to kuriozum, tak naprawdę tylko jemu przysługuje tytuł głowy państwa w pełnym tego słowa znaczeniu. Uznał ten fakt prezydent Armenii, kiedy przesłał kondolencje Kim Ir Senowi (!) z powodu śmierci Kim Dzong Ila, jakiś czas temu.

Kim Dzong Il (zm. 17 grudnia 2011), nie przyjął tytułu prezydenta kraju, a jedynie urząd Przewodniczącego Narodowej Komisji Obrony, który jednak sprawuje faktycznie najwyższą władzę w kraju.

Tymczasem trzeci mundialowy mecz z Włochami, którzy potrzebowali punktu, by awansować do następnej fazy turnieju, przeszedł do historii piłkarskich mistrzostw świata. Bramka Pak Doo Ika w 42. minucie wywołała dziki ryk 19 tysięcy kibiców na Ayresome Park. Chwilę później włoski kapitan, Giacomo Bulgarelli, został zniesiony z boiska i już na nie nie powrócił. A zmiany wtedy nie były dozwolone. Pomocnik “Azzurrich", Sandro Mazzola, wspomina, iż tylko niezwykłej wrodzonej szybkości zawdzięcza, iż po powrocie do domu nie został trafiony zgniłym pomidorem.

Aż 3 tysiące fanów Middlesbrough (!) wybrało się za drużyną Korei Północnej na stadion Evertonu, Goodison Park, na mecz ćwierćfinałowy.

Portugalia, czyli defensywy w planach nie było

Przeciwnikiem - Portugalia. Koreańczycy wyszli na wyraźne prowadzenie 3-0 po 24 minutach, półfinał był na wyciągnięcie ręki! Jednak plan gry Azjatów nie przewidywał obrony, ciągle chcieli grać do przodu i wtedy karta przestała iść. Ostatecznie przegrali 3-5 a karetę ustrzeliła “Czarna Perła z Mozambiku", czyli Eusebio.

Nie jest jasne, co stało się z dzielną drużyną Koreańczyków po powrocie do kraju. Plotki mówiły o zesłaniu części składu do obozu pracy. Wspomniany wyżej dokument (z łatwością można go znaleźć w całości na Youtube) nie udzielił ostatecznej odpowiedzi, jednak faktem jest, iż siedmiu piłkarzy powróciło do północno-wschodniej Anglii w 2002 roku przy okazji kręcenia filmu.

O tym, że wrócili w dobrym zdrowiu, może zaświadczyć niejaka pani Angela Chappell, która pewnego poranka odkryła, że przed jej drzwiami stoi ponad połowa składu KRLD z roku 1966 - śpiewając, nie kolędę jednak, a swój hymn narodowy.

Czemu wybrano właśnie jej dom przy ulicy Holgate Close numer 10? Stadionu Ayresome Park już nie było i właśnie w ogrodzie Miss Chapell znajduje się punkt, z którego Pak Doo Ik wbił zwycięskiego gola drużynie Italii 54 lata temu...

Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje