Reklama

Reklama

Kamil Wilczek: Legendą jeszcze nie jestem

Piłkarz Kamil Wilczek jest liderem strzelców duńskiej ekstraklasy. Zdobył dla Broendby Kopenhaga 17 goli, w sumie ponad 70. Kibice obwołali go legendą. - Jeszcze nią nie jestem, brakuje mi trofeów, które - mam nadzieję - wkrótce przyjdą – powiedział napastnik.

Wilczek po zdobyciu w barwach Piasta Gliwice tytułu króla strzelców ekstraklasy przeszedł w lipcu 2015 do beniaminka włoskiej Serie A Carpi, a pół roku później przeniósł się do Kopenhagi.

Reklama

"Trudno porównywać te momenty w moim życiu. W Polsce byłem mniej doświadczonym napastnikiem, teraz gram w mocniejszym klubie. Z drugiej strony Piast teraz jest lepszym zespołem niż kiedy ja w nim występowałem" - dodał zawodnik, który przyjechał do Polski podczas zimowej przerwy.

Gliwiccy kibice do dziś wspominają mecz z Legią, w którym Wilczek strzelił ówczesnemu faworytowi trzy gole.

"Też pamiętam to spotkanie. Od niego chyba wszystko się zaczęło, poszedłem w górę. O Danii i lidze nie wiedziałem zbyt wiele, choć oczywiście klub jest znany w Europie. Miałem kontakt z Patrykiem Woźniackim, bratem Karoliny (tenisistka). Dużo mi opowiadał, po przyjeździe byłem mile zaskoczony. Zobaczyłem warunki lepsze niż w Serie A, co zrobiło na mnie duże wrażenie. Podejście ludzi było na wysokim poziomie, dlatego łatwo było się zaaklimatyzować" - dodał piłkarz, który do Gliwic przyjechał przy okazji turnieju piłkarskiego Amber Cup.

Podkreślił, że w Danii żyje mu się komfortowo i bezpiecznie.

"W piłce niczego nie można przewidzieć. Dziś jesteś tu, jutro pojawi się atrakcyjna oferta i trzeba z niej skorzystać. Natomiast nie chcę odchodzić do miejsca, którego nie będę pewny. Póki co jestem w Kopenhadze i na siłę nie szukam możliwości odejścia" - stwierdził.

Przyznał, że zostanie najlepszym strzelcem Broendby w ekstraklasie w historii występów klubu na tym szczeblu rozgrywek (71 goli) nie było łatwe.

"Cieszę z tego bardzo, ale na miano legendy musze jeszcze zapracować. Są w klubie mocniejsze nazwiska, mogące się tak nazywać. Będę robił wszystko, by do nich dołączyć, ale to jeszcze nie ten moment" - powiedział.

Ocenił, że duńska liga wymaga bardzo dobrego przygotowania motorycznego.

"Myślę, że baza treningowa w klubach jest na bardzo dobrym poziomie, ale stadiony są lepsze w Polsce. Z kibicami jest różnie. Za nami jeżdżą licznie na mecze, jednak nie w każdym klubie jest tak samo" - zauważył 31-letni zawodnik.

Nie ukrywał, że chciałby grać w reprezentacji Polski, dotąd w seniorskiej kadrze wystąpił trzy razy.

"Jako napastnik cieszę się ze statystyk, są dla mnie ważne. Gra w reprezentacji to marzenia każdego piłkarza. Nie mam na razie żadnych sygnałów, więc na teraz jestem poza grą w kadrze" - zaznaczył.

Broendby to 10-krotny mistrz Danii, ale po raz ostatni wywalczył ten tytuł w 2005 roku. W Polsce klub jest doskonale znany m.in. kibicom Widzewa. W sezonie 1996/97 łódzki zespół po emocjonującym dwumeczu wyeliminował ekipę z Kopenhagi i awansował do Ligi Mistrzów.

Autor: Piotr Girczys


Dowiedz się więcej na temat: Kamil Wilczek | broendby kopenhaga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje