Reklama

Reklama

Jak fenomen ze Slavii Praga Polaków futbolu uczył

Do Polski przyjeżdża drużyna, której symbolem jest jeden z najwspanialszych napastników świata wszech czasów. Gdyby w tamtej dobie istniała telewizja byłby znacznie bardziej znany i podziwiany niż jest

Rywalem Rakowa Częstochowa w kwalifikacjach Ligi Konferencji Europy jest w czwartek Slavia Praga. W 130-letniej historii Slavia miała wielu świetnych piłkarzy, jednak jeden z nich to absolutny fenomen. W dodatku miał okazję - to mało pamiętany fakt - udowadniać to również w Polsce. 

Josef Bican, fenomen ze środkowej Europy

Tym najsłynniejszym graczem Slavii wszech czasów, absolutnym fenomenem jest Josef Bican, zdumiewający napastnik o zadziwiających umiejętnościach strzeleckich. Poważną grę zaczynał jeszcze w 1931 jeszcze w Rapidzie, urodził się zresztą we Wiedniu i początkowo grał w reprezentacji Austrii. Już tam wszystkich olśniewał skutecznością, jednak w Slavii gdzie grał w latach 1937-1948 był wręcz obłędny. Według różnych rachunków ma różny bilans strzelecki, ale za każdym razem jest to bilans dający mu miejsce w światowej czołówce. Dla Slavii strzelił aż 395 goli w zaledwie 219 spotkaniach.

Reklama

Klasę udowodnił także w Polsce, choćby podczas towarzyskiej wizyty Slavii w Polsce, która miała miejsce tuż po wojnie, we wrześniu 1945 roku. Slavia rozegrała wówczas dwa pokazowe mecze w Krakowie

Bican, jak zawsze "motor napadu"

1 września, w obecności 15 tysięcy kibiców wygrała z Cracovią 4-1. Zawody poprzedziło odegranie hymnów czeskiego i polskiego. Gospodarze zdołali objąć prowadzenie po zaskakującym strzale Henryka Bobuli i rykoszecie już w 2. minucie, ale potem Slavia dała popis. Bican wypracował drugą bramkę, a trzecią wbił fantastycznym strzałem nie do obrony z rzutu wolnego z 20 metrów. "Zespół Slavii pokazał w Krakowie b. wysoką klasą gry w piłkę nożną. Gracze b. młodzi, poza internacjonałem Bicanem, który był motorem napadu" - przyznawali dziennikarze.

Bican popis dał nazajutrz, w meczu z Wisłą, na który przyszło aż 22 tysiące ludzi. Napastnik strzelił cztery bramki, w tym jedną wręcz cudowną - z woleja. Skończyło się 6-1 dla Slavii. Zgranie gości, ustawianie się do piłki i świetne krycie wzbudzało wręcz entuzjazm znającej się na futbolu, nienastawionej wcale szowinistycznie krakowskiej publiczności. "Ich sposób przechodzenia z piłką, ich sposób mylenia przeciwnika przez ruch ciała bez dotknięcia piłki - wyczucie partnera - szybkość, a równocześnie myśl przewodnia każdej akcji - nadzwyczajne przygotowanie techniczne, taktyczne i kondycyjne, oto zalety, jakimi zdobyli sobie nasze uznanie" - pisał krakowski tygodnik "Start".

Aplauz żołnierzy... sowieckich

Z prasowych relacji wynika, że po meczu w Krakowie graczy Slavii na rękach znieśli z boiska... żołnierze sowieccy, których wówczas w Polsce nie brakowało. Bicanowi wręczyli bukiet kwiatów. Być może takie gorące uczucie spowodowała czerwona gwiazda, którą gracze Slavii mieli na lewej piersi? To paradoks, bo od przejęcia pełni władzy przez komunistów w Czechosłowacji w 1948 roku Slavia będzie tracić na znaczeniu jako klub kojarzony z inteligencją. Nie była wspierana przez władze więc do upadku komunizmu w 1989 ani razu nie była już mistrzem. Momentami tułała się w II lidze, co przed wojną było przecież nie do pomyślenia.

CZYTAJ TAKŻE: Zagrają z gigantem tej części Europy

Bican wbijał także bramki reprezentacji Polski, zdarzyło się to w 1947 roku w Pradze kiedy Czechosłowacja wygrała 6-3 a kapitan Slavii strzelił dwa pierwsze gole. Miałem szczęście rozmawiać po latach z Tadeuszem Hogendorfem, nieżyjącym już piłkarzem, który grał wówczas w reprezentacji Polski i podkreślał klasę Bicana. 

Ale nie zawsze Bican był katem dla Polaków: w 1948 roku reprezentacja Polski wygrała z Czechosłowacją 3-1 na stadionie Legii, wtedy gola wreszcie nie strzelił. Dziś Slavia nie ma snajperów tej klasy, niemniej to na pewno Czesi są faworytem rywalizacji z Rakowem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL