Reklama

Reklama

Jacek Magdziński ma kilka ofert gry z klubów w Angoli

Jacek Magdziński jest pierwszym polskim piłkarzem, który strzelał gole w Afryce. W zakończonym sezonie zdobył 10 bramek dla Academica do Lobito. Dzięki jego golom drużyna beniaminka Giraboli, bo taką nazwę ma liga w Angoli, zdołała się utrzymać wśród najlepszych. Teraz czas na decyzje, gdzie 29-letni napastnik dalej będzie grał.

Magdziński ma za sobą występy na zapleczy Ekstraklasy w barwach Floty Świnoujście. Grał też w Zawiszy Bydgoszcz, Gwardii Koszalin czy zespołach z niższych lig w Niemczech oraz Anglii. Rok temu otrzymał zaskakującą propozycję występów w dalekiej Angoli, a konkretnie z klubu Academica Petroleos Clube do Lobito. Trafił tam z czwartoligowego Promienia Kowalewo Pomorskie.  

Reklama

Doświadczony piłkarz nadzwyczaj dobrze zaaklimatyzował się i dawał sobie radę na afrykańskich boiskach. Był nie tylko najlepszym strzelcem swojego zespołu, który od kilku lat balansuje pomiędzy Girabolą, a jej zapleczem, ale należał też do najskuteczniejszych w całej lidze. Więcej bramek od polskiego napastnika zdobyło tylko pięciu graczy, w tym królowie strzelców rozgrywek, reprezentant Angoli Yano oraz były reprezentant Kamerunu Albert Meyong. Obaj zdobyli po 13 bramek. 

- Na pewno mieli wokół siebie więcej piłkarzy, którzy byli w stanie obsłużyć ich dobrymi podaniami, niż ja. Kabuscorp czy Progresso, gdzie obaj występują, to przecież czołowe zespoły ligi. Ja na pewno jestem zadowolony z tego roku. Przede wszystkim osiągnęliśmy cel, jakim było zapewnienie sobie utrzymania. Udało się mi się też zdobyć sporo bramek - tłumaczy Interii Magdziński. 

Jego Academica, z położonego nad Oceanem Atlantyckim miasta Lobito, zajęła w rozgrywkach 13. miejsce. Ostatnie dające utrzymanie. Mistrzem kraju, po raz czwarty w swojej historii, zostało Recreativo do Libolo. 

Magdziński podpisał z Academicą 10-miesięczny kontrakt. Co dalej z jego przyszłością? - Były już sygnały pod koniec sezonu, że dalej mnie u siebie widzą. Mam też jednak z Angoli i inne propozycje. Po to zostałem tam po zakończeniu rozgrywek dłużej, żeby się z nimi zapoznać. Zobaczyłem, jak te kluby, które mnie chcą funkcjonują i jaką mają bazę treningową. O szczegółach nie chcą na razie za dużo mówić, ale wszystko wskazuje na to, że dalej będę tam grał - opowiada piłkarz. 

Kiedy w takim razie zapadną ostateczne decyzje? - Sezon w Angoli rozpocznie się dopiero w połowie lutego. Wszystko z tego powodu, że reprezentacja tego kraju, złożona z graczy występujących na co dzień w Giraboli, awansowała do Mistrzostw Narodów Afryki. Co do konkretów... Teraz wszyscy tam odpoczywają. Obudzą się dopiero tuż przed rozpoczęciem przygotowań w styczniu. Poprawkę trzeba wziąć też na to, że w kraju panuje obecnie kryzys i wszystko funkcjonuje inaczej niż wcześniej. Ja spokojnie czekam - tłumaczy Magdziński.

Doświadczonego napastnika pytamy czy nie było jakiś zapytań z naszej Ekstraklasy? Wiele klubów ma przecież kłopoty ze znalezieniem bramkostrzelnych napastników... - Szczerze? To nie wydaje mi się, żeby ktoś zadzwonił. Nie wynika to nawet z mojego niedowartościowania, ale z faktu, że liga tam w Angoli przez wielu u nas traktowana jest, jakoś jakiś zaścianek. Co do Ekstraklasy, to gra w niej zawsze była moim marzeniem i zawsze tak będzie. Jeśli pojawi się jakaś propozycja, to na pewno się nad nią zastanowię - mówi Magdziński. 

Michał Zicharz

Dowiedz się więcej na temat: Jacek Magdziński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje