Reklama

Reklama

Jacek Bąk o Meliksonie: Od przybytku głowa nie boli

"Jak jest w stanie pomóc, to dlaczego nie. Nie narzekamy na nadmiar dobrych piłkarzy" - tak ocenił możliwość występów w polskiej drużynie narodowej izraelskiego pomocnika Wisły Kraków Maora Meliksona 96-krotny reprezentant kraju Jacek Bąk.

"Widziałem go w kilku spotkaniach w barwach Wisły i zrobił na mnie dobre wrażenie. Polski paszport ma, więc jeśli wyrazi chęć gry z orzełkiem na piersi, to powinien dostać szansę. Z drugiej strony nikt miejsca w składzie mu nie podaruje. W ofensywie konkurencja już jest spora. Robert Lewandowski, Adrian Mierzejewski, Kuba Błaszczykowski, Ludo Obraniak, Irek Jeleń. Wszyscy oni mają reprezentacyjne aspiracje i chcieliby grać w podstawowej jedenastce. Jednak od przybytku głowa nie boli" - powiedział Bąk.

Reklama

"Przestrzegam jednak przed zachłystywaniem się każdym, kto ma polskie korzenie i chce się pokazać na międzynarodowej arenie. Melikson poprzez matkę ma silne związki z naszym krajem, ale nie wolno patrzeć bezkrytycznie na niego i innych asymilowanych zawodników, by się nie okazało, że w kraju marnują się młodzi-zdolni" - dodał.

Bąk podkreślił, że przy powołaniach decydujące powinno być jedynie kryterium sportowe. "Grałem 12 lat we Francji w okresie, gdy odnosiła największe sukcesy. Stuprocentowych Francuzów można było w kadrze ze świecą szukać. Niemcy też poszli w tym kierunku i dobrze na tym wyszli. Taki świat. Nie ma się co obrażać na rzeczywistość, a jak przyjdą dobre wyniki, to kibice na pewno nie będą przeciwni" - zauważył członek Klubu Wybitnego Reprezentanta.

Melikson byłby kolejnym naturalizowanym piłkarzem, który w ostatnich latach zagrał w "Biało-czerwonych" barwach. Według Bąka, reprezentacja najwięcej zawdzięcza... pierwszemu z nich - Emmanuelowi Olisadebe.

"Oli najwięcej dla nas zrobił. Jego gole zdecydowały, że pojechaliśmy na mundial w 2002 roku. Szkoda, że jego przygoda z reprezentacją trwała krótko. Spodziewałem się, że będziemy mieć z niego pociechę przez lata. Wyszło na to, że dobrze się czuł tylko przy trenerze Jerzym Engelu. Później zniknął" - wspomniał.

We wtorek o możliwości występów Meliksona w ekipie Franciszka Smudy poinformował PZPN. Prezes Grzegorz Lato powiedział, że piłkarz wyraził "zdecydowaną chęć gry dla Polski", a powołanie go do reprezentacji "to tylko kwestia czasu".

Melikson może liczyć na wsparcie rodziny, w tym ojca, który podkreślił, że jest dumny z tego, jak syn radzi sobie w Wiśle i jest pewny, że "dla nowej reprezentacji zrobi wszystko, by ta odniosła jak największe sukcesy".

Ze zrozumieniem decyzję piłkarza, który ma polskie obywatelstwo, gdyż matka urodziła się na Dolnym Śląsku, przyjął jego menedżer Dudu Dahan. Jak tłumaczył, w Izraelu był on niedoceniany, a do kadry nie może się przebić z powodów pozasportowych.

Główny zainteresowany nie zajął jeszcze oficjalnego stanowiska. Trener Wisły Robert Maaskant poinformował jednak w środę, że zawodnik podjął już decyzję, ale wypowie się w tej sprawie po powrocie z obchodów święta Jom Kippur, które w tym roku przypada na 8 października.

Melikson, który 30 października skończy 27 lat, zimą przeszedł z Hapoelu Beer-Szewa do Wisły Kraków. W polskiej lidze wystąpił w 20 spotkaniach i zdobył cztery gole. Przez trenerów i kapitanów drużyn Ekstraklasy został wybrany odkryciem poprzedniego sezonu, choć grał tylko w jednej rundzie. Strzelił też trzy bramki w eliminacjach Ligi Mistrzów. Wcześniej grał w Beitarze Jerozolima i Maccabi Hajfa.

Barwy Izraela reprezentował w drużynach do lat 19 i 21. Wystąpił też dwa razy w zespole narodowym, ale wyłącznie w meczach towarzyskich, co nie uniemożliwia mu zmiany przynależności. Ostatni raz w izraelskiej kadrze zagrał w sierpniu, zdobywając dwa gole w spotkaniu towarzyskim z Wybrzeżem Kości Słoniowej (3-4).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje