Reklama

Reklama

Iker Casillas - czyli ciężki los Jerzego Dudka

Ledwo został uznany za najlepszego bramkarza na świecie, a już dokonał rzeczy niemożliwej w meczu Sevilla - Real. Iker Casillas jest z każdym dniem bardziej "święty" wgniatając w ławkę Jerzego Dudka. I nie tylko.

Interwencja legendarnego Anglika Gordona Banksa, który na mundialu w 1970 roku obronił strzał głową Pelego była od zawsze w bramkarskim fachu punktem odniesienia. Do niej porównywano paradę Jerzego Dudka po główce Andrija Szewczenki w końcówce finału Champions League Liverpool - Milan w 2005 roku. Pamiętam, że w jednym z międzynarodowych rankingów Polak wspiął się na trzecie miejsce, Banks został nietykalny na pierwszym. Nic dziwnego, bo legendę tamtej chwili tworzył mundial, dwie wielkie piłkarskie nacje i dwie niezwykłe postaci: króla futbolu i króla bramki. Dziś, Anglikom od dwóch dekad nie mogącym doczekać się solidnego bramkarza, została legenda Banksa i trochę starych, ale miłych wspomnień.

Reklama

Parada Anglika została po raz kolejny "odkurzona" w niedzielę. Real przegrał w Sewilli 1:2, ale to, czego dokonał Iker Casillas przy strzale Perottiego z czterech metrów, przeszło ludzkie pojęcie. Sam Iker pytany o tę interwencję powiedział: "widziałem lepsze", choć przyznał, że jeszcze nie widział powtórki na wideo. Ma teraz poważniejsze rzeczy na głowie, jest już na zgrupowaniu kadry Hiszpanii, która choć awansowała na mundial gra jeszcze dwa mecze bez znaczenia. Ale jak powtarza Jerzy Dudek, Iker jest niezwykle pazerny na granie.

Casillas to od jakiegoś czasu "prześladowca" nie tylko dla strzelców, ale dla kilku innych wybitnych bramkarzy. Przez niego między słupki kadry nie może przebić się Jose Reina z Liverpoolu, Victor Valdes, choć miał z Barceloną trzy razy lepszy sezon, też nie jest w stanie wydostać się z cienia kumpla z Realu. Iker choć akurat w ostatnim czasie popełniał sporo błędów i tak w rankingu Międzynarodowej Federacji Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) został wybrany na najlepszego w 2008 roku speca w fachu bramkarskim. Od drugiego Gianluigi Buffona z Juventusu zdobył ponad dwa razy więcej punktów. Nic dziwnego w końcu to on był mistrzem Europy.

Przydomek "Święty" nadano mu jednak wcześniej, w czasach, gdy Real prowadzili Fabio Capello i Bernd Schuster. Niewiarygodne parady uratowały wtedy królewskim tyle punktów, że zaczęto podejrzewać Ikera o kontakty z siłami nadprzyrodzonymi. W dzienniku "Marca" czytałem felieton, w którym kolumnista proponował, by stadion Santiago Bernabeu rozbudować o kaplicę "Świętego Ikera". Rozgrzani paradami fani mogliby w skupieniu podziękować bramkarzowi, lub pomodlić się za jego powodzenie i zdrowie. Iker musi bardzo poważnie zawalić coś na boisku, by w madryckiej prasie pojawiały się tytuły, że nawet On nie jest już święty.

Gdyby Casillas urodził się w Madrycie, byłby dziś symbolem Realu Madryt. Wyłącznie. Tak jak Raul Gonzalez. Tymczasem Iker urodził się w Mostoles, co czyni go bohaterem z całkiem innej bajki. Jakiś czas temu Mostoles przyznało mu złoty order, czyli najwyższe odznaczenie, jakie można dać osobie, która wciąż żyje. W natłoku innych mniej ważnych odznaczeń. Była nawet inicjatywa, by jedną z ulic w miasteczku nazwać imieniem "matki, która wydała Casillasa na świat". Władze miasta ogłosiły konkurs dla dzieci na opowieść na motywach życia bramkarza, a najlepsza została wydana drukiem w formie komiksu. Nie mówiąc o tym, że kilka boisk w Mostoles nosi jego imię. Burmistrz miasta uważa, że wszystkie dzieciaki z Mostoles powinny być takie jak Iker. Przed rokiem wymyślił kampanię zbierania podpisów pod petycją do "France Football" o przyznanie bramkarzowi "Złotej Piłki". Zebrał ich 27 tys, dotarł nawet do Jose Luisa Rodrigueza Zapatero. Premier grzecznie odmówił, choć klasy Casillasowi nie odmawia. Być może, jako kibic Barcelony wolał, by wygrał Xavi, Messi, lub Iniesta, wszystkich pogodził jednak Cristiano Ronaldo (dziś już Real).

Jak widać, Iker jest nie tylko na topie, ale i w modzie. Wie o tym Reina, wie Valdes, a najlepiej być może Jerzy Dudek. Polak jest w klubie trzeci rok, a zagrał dotąd w Primera Division jeden raz (Real miał wtedy tytuł w kieszeni). Kiedyś, w słabszych momentach gry Ikera, zapytałem jednego z hiszpańskich dziennikarzy o ocenę szans Polaka, by jednak stanąć między słupkami Realu. Śmiał się koło 100 sekund, a potem wyjaśnił: "Żaden z 500 piłkarzy zatrudniony w klubach Primera Division, nie ma na grę mniejszych szans niż twój rodak". Po prostu o miejsce w bramce "Królewskich" rywalizacja nie toczy się w ogóle. Iker jest przecież święty.

DYSKUTUJ O ARTYKULE Z DARKIEM WOŁOWSKIM!

Dowiedz się więcej na temat: rzeczy | Real | Dariusz Dudka | Iker Casillas | casillas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje