Historyczny mundial kobiet. Selekcjoner reprezentacji mówi wprost. "Medal byłby spełnieniem marzeń"
Reprezentacja Polski w futsalu kobiet już napisała niesamowitą historię. Nasza drużyna nieoczekiwanie awansowała na pierwsze, historyczne mistrzostwa świata. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. - Mam nadzieję, że się włączymy do walki z tylnego fotela i będziemy czarnym koniem tych mistrzostw - mówi selekcjoner kadry, Wojciech Weiss, który jest prawdziwym "ojcem" kobiecego futsalu nad Wisłą.

W skrócie
- Wojciech Weiss opowiada o wyzwaniach i marzeniach przed historycznym mundialem w futsalu kobiet na Filipinach.
- Reprezentacja Polski stoi przed trudnym zadaniem, stawiając czoła nieznanym rywalkom i mierząc się z logistycznymi wyzwaniami.
- Awans Polek na mistrzostwa świata już wpłynął na popularyzację futsalu kobiet w Polsce i budzi nadzieje na kolejny sukces.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Maciej Brzeziński (Interia Sport): Panie Wojciechu, kilka dni temu obchodził pan urodziny. Życzę wszystkiego najlepszego, ale chce zapytać czy medal mistrzostw świata na Filipinach byłby najlepszym możliwym prezentem?
Wojciech Weiss (selekcjoner reprezentacji Polski kobiet w futsalu): Przede wszystkim dziękuję bardzo za życzenia. Myślę, że medal byłby dla mnie najlepszym prezentem na urodziny. Zresztą nie tylko dla mnie, ale i całego sztabu oraz wszystkich dziewczyn. Tak więc na pewno gdzieś byłoby to spełnienie moich marzeń.
Zapytałem nieco prowokacyjnie, bo tak naprawdę nikt nie wie czego można się spodziewać na mundialu. To pierwsze, historyczne mistrzostwa nie tylko dla Polski, ale w ogóle z udziałem kobiet z całego świata.
- Tak dokładnie jest. Mundial jest pewnie dla wielu wielką niewiadomą. Zdajemy sobie sprawę, jak grają najlepsze reprezentacje, czyli Hiszpania, Portugalia, Włochy, Brazylia czy Argentyna. Natomiast jest wiele reprezentacji, o których niewiele wiemy. Między innymi to Filipinki, z którymi zagramy mecz grupowy, ale także zespoły z Afryki czy Azji. Nie mamy możliwości z nimi grać, ani ich obserwować więc to na pewno będzie wielka niewiadoma.
Długo pan pracował na sukces kobiecego futsalu. Jest pan praktycznie od początku istnienia z reprezentacją. Na początku jako asystent, a od 2016 roku jako pierwszy selekcjoner. Jakie to były lata?
- Pamiętam moje początki w 2013 roku i ta kadra bardzo się różniła. Wówczas przez wiele lat praktycznie wszystkie dziewczyny łączyły grę w hali z grą na trawie. Ponadto dla większości pierwszym wyborem była oczywiście trawa, a futsal był dodatkiem. Nasza liga trwała trzy miesiące i grało w niej po 5-6 zespołów. W ostatnim czasie nasz futsal przeszedł ogromne zmiany, a wraz z nim reprezentacja. Przede wszystkim dzisiaj żadna z dziewczyn nie łączy gry w futsal z grą na zielonym boisku. Ponadto mamy dwie zawodniczki, które grają we Włoszech i jestem przekonany, że po mistrzostwach świata zagranicę wyjadą kolejne. Cieszę się, że jestem bezpośrednim obserwatorem i uczestnikiem tych zmian.
Reprezentacja trzykrotnie próbowała awansować na mistrzostwa Europy, ale trzy razy odbijała się od ściany. Pierwsze podejście w eliminacjach do mundialu i od razu sukces. Jak to wytłumaczyć?
- Na pewno nasz poziom się zdecydowanie podniósł. Dziewczyny zrobiły wielkie postępy w ostatnich latach, ale jest to związane z tym, co mówiłem przed chwilą. Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie to może eliminacje do mistrzostw świata były wbrew pozorom ciut łatwiejsze niż na mistrzostwa Europy. Dlaczego? Na Euro zawsze trafialiśmy w eliminacjach na Hiszpanki, Portugalki czy Ukrainki, a więc na mocniejsze zespoły. Warto też dodać, że na finały Euro do tej pory awansowały tylko cztery zespoły. Dopiero od 2026 roku grać będzie w nich osiem drużyn. Ponadto jako selekcjoner miałem problem z selekcją, bo eliminacje były w październiku, a liga ruszała w listopadzie. Teraz startujemy już we wrześniu, co znacząco ułatwia mi pracę. Wcześniej powoływałem dziewczyny na eliminacje na podstawie sezonu, który kończył się w marcu. Dziewczyny przyjeżdżały na zgrupowanie, choć przez kilka miesięcy nie miały poważnego grania w hali. Teraz na eliminacje jechaliśmy po trzech kolejkach ligowych, dziewczyny były w rytmie meczowym i to miało kolosalne znaczenie. Oczywiście w eliminacjach mistrzostw świata ważne było rozstawienie Hiszpanek i Portugalek, bo one dopiero wchodziły do gry w ostatniej fazie eliminacji. Dodatkowo awans uzyskiwały dwie, a nie jedna drużyna i to dało nam przepustkę. Natomiast to nie umniejsza temu sukcesowi, bo musieliśmy wspiąć się na wyżyny, aby awans wywalczyć. Pamiętajmy, że na mundialu grają cztery zespoły z Europy: Hiszpania, Portugalia, Włochy i Polska. To wielki sukces.
W fazie grupowej zagramy z Filipinami, Argentyną i Marokiem. Co pan wie o rywalkach? Trudno było je rozpracować, bo domyślam się, że dostęp do informacji mógł być nieco utrudniony.
- Nie ukrywam, że najwięcej problemów mamy z Filipinami. Gdzieś tam najmniej wiemy o tej reprezentacji, która jest nieco egzotyczna. O Argentynie wiemy bardzo dużo, a najwięcej oczywiście o Maroko. Graliśmy z tą reprezentacją dwukrotnie i te spotkania dały nam dużo materiału poglądowego. Oczywiście nasi analitycy ciągle zbierają materiały i chcemy przygotować się taktycznie do każdego rywala najlepiej, jak potrafimy.
Nie obawia się pan, że gospodyniom pomagać będą ściany? Na dodatek Filipiny - Polska to mecz otwarcia więc dojdzie dodatkowy stres.
- Filipiny teoretycznie jest to najsłabszy zespół w naszej grupie, ale mówię teoretycznie. Nie do końca wiemy, jaki poziom prezentują. To będzie trudny mecz z wielu powodów. Także tych związanych z aklimatyzacją. Filipinki grają u siebie, a my będziemy musieli liczyć się z tym, że gdzieś pojawi się zmęczenie. Lecimy na Filipiny na tyle wcześnie (Polki wyleciały do Azji 9 listopada - przyp. red.), że mam nadzieję, że przeciążenie przyjdzie przed pierwszymi meczami, a na inaugurację wszystko wróci do normy. Pierwszy mecz jest ważny, chcemy wygrać, bo naszym planem jest wyjście z tej grupy.
Kto jest głównym faworytem do tytułu mistrza świata? Mówił pan o Brazylii i Hiszpanii. Świetnie byłoby z tą Brazylią też się sprawdzić i dowiedzieć, ile brakuje nam do najlepszych.
- Oczywiście najlepiej w finale.
A to by oznaczało, że gramy w finale albo o brązowy medal. Tak wynika z turniejowej drabinki.
- Bardzo chciałbym się spotkać z Brazylią, bo to by znaczyło, że jesteśmy w czwórce mistrzostw świata. To faworytki obok Hiszpanek. Jest jedna wiele zespołów, które mogą namieszać w turnieju: Portugalki, Włoszki, Argentynki czy Japonki. Mam nadzieję, że również my się włączymy do walki z tylnego fotela i będziemy czarnym koniem tych mistrzostw.
Uprzedził pan moje pytanie. Przy Polkach idealnie pasuje powiedzenie o "czarnym koniu". Patrząc na ranking FIFA to jesteśmy dopiero dziesiątą siłą. Planem minimum jest wyjście z grupy, ale apetyt może rosnąć w miarę jedzenia.
- Plan minimum to czołowa ósemka turnieju i wiemy, że to jest w naszym zasięgu. Zdajemy sobie też sprawę na kogo wpadamy po wyjściu z grupy. To mogą być Hiszpanki, które z pewnością zajmą pierwsze miejsce w swojej grupy. Tak więc najlepiej byłoby wygrać grupę, ale podkreślam, że to nie będzie łatwe, mając Argentynę na drodze. Najpierw liczy się awans do fazy pucharowej, a tam może się wydarzyć wszystko.
Jeszcze chwilę porozmawiajmy o Filipinach. Niedawno grali tam nasi siatkarze na mistrzostwach świata. Był jakiś kontakt z nimi, aby dowiedzieć się nieco więcej o klimacie, jedzeniu i innych ważnych czynnikach?
- Tak. Gdy byliśmy na losowaniu grup, to spotkałem się z menedżerką naszej kadry siatkarzy Różą Wachowską. Dostaliśmy zaproszenie na mecz z Katarem i praktycznie cały czas dyskutowaliśmy o warunkach panujących w tym kraju. Wydaje mi się, że wiemy jak najlepiej się przygotować, co zabrać i na co uważać. Jesteśmy bardzo wdzięczni Róży, która nam pomogła i przekazała wszystkie cenne informacje.
Nazwiska powołanych zawodniczek poznaliśmy na miesiąc przed imprezą. Miał pan ból głowy przed ostateczną selekcją?
- Ból głowy był ogromny. Oczywiście 8-10 dziewczyn było pewnych na 100 procent, ale nad kilkoma wyborami się bardzo długo zastanawialiśmy. Jestem jednak przekonany, że wybraliśmy najlepszą piętnastkę w Polsce. Chcieliśmy zabrać zespół doświadczony, dlatego też nie eksperymentowaliśmy ze składem, bo to nie jest na to czas. Jestem przekonany, że dziewczyny udowodnią swoją wartość.
Mundial kobiet będzie transmitowany w telewizji. Mam nieodparte wrażenie, że wielu kibiców w Polsce pierwszy raz zetknie się z futsalem kobiet.
- Na pewno wiele osób dowie się, że istnieje taka piękna dyscyplina jak futsal kobiet. Z tego się bardzo cieszę, że mecze będą w telewizji, która pokaże ludziom - nawet tym nie mającym nic wspólnego z futsalem - że ten sport istnieje i jest przede wszystkim bardzo atrakcyjny. Futsal to przecież świetna gra i praktycznie nie ma meczów bez bramek. Kiedyś usłyszałem świetne powiedzenie, że jeśli ktoś lubi piłkę nożną, to na pewno zakocha się w futsalu. To takie najlepsze podsumowanie i zaproszenie na nasze mecze przed odbiorniki.
Czuje pan jakiś stres przed mundialem czy bardziej pozytywną ekscytację?
- Powiem szczerze, że jeszcze tego stresu nie czuję do końca (rozmowa została przeprowadzona przed wylotem na Filipiny - przyp. red.), bo jest wiele pracy związanej z wyjazdem, a także z moją pracą na uczelni. Praktycznie miesiąc będę poza domem. Nie mam więc czasu stresować się mistrzostwami, ale ekscytacja jest na pewno duża. Jak byliśmy na losowaniu to widzieliśmy, że ta impreza jest niezwykle ważna dla FIFA. To przecież pierwsze oficjalne mistrzostwa świata, więc przechodzimy niejako do historii. Myślę, że dziewczyny też nie są jeszcze do końca tego świadome. Stres przyjdzie na zgrupowaniu i przed pierwszym meczem, ale to będzie taki pozytywny stres. Na samym turnieju chcemy cieszyć się chwilą i grać na sportowym luzie.
Na Filipiny leci nie tylko cały zespół, ale grupa polskich kibiców. Zgadza się? To na pewno będzie dodatkowe wsparcie.
- Bardzo się z tego powodu cieszymy, że będziemy mieć na miejscu wsparcie. PZPN dostał zamówienie na około 60 biletów. To będą głównie rodziny i znajomi dziewczyn, ale taki doping nam na pewno pomoże. Tak było chociażby w trakcie eliminacji we Francji czy Kazachstanie, gdzie też byli nasi kibice, a dziewczyny czuły wsparcie z trybun.
Sam awans na mundial sprawił, że o futsalu mówi się nieco więcej. To pana jako propagatora tego sportu musi mocno cieszyć.
- Jestem w tym sporcie już dużo czasu. Wiem, że określany jest on jako "sport niszowy", ale mam nadzieję, że jak szersza publiczność zobaczy, jak wygląda futsal, to się w nim zakocha. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy - tak jak mówiliśmy - widzieli tę dyscyplinę czy to na żywo czy w telewizji. Bardzo się cieszę, że zagramy na mundialu, bo to już nam mocno pomogło w propagowaniu tego sportu. Do tej pory mówiło się o nim w lokalnych mediach, a teraz jest głośniej także ogólnopolsko. Zresztą sam ostatnio udzielałem wywiadu dla argentyńskiej telewizji. Myślę, że dzięki każdej takiej aktywności coraz więcej osób w Polsce i na świecie usłyszy o tej dyscyplinie.
Rozmawiał Maciej Brzeziński











