Reklama

Reklama

Henryk Kasperczak przed ćwierćfinałem PNA: Nas też zaliczają do faworytów

To będzie jeden z najważniejszych meczów w bogatej, i obfitującej w wielkie sukcesy, karierze trenerskiej Henryka Kasperczaka. Jutro po południu, prowadzona przez niego reprezentacja Tunezji, w ćwierćfinale Pucharu Narodów Afryki mierzy się z Burkina Faso. - To już tylko jeden mecz, na boisko trzeba wyjść bez jakichkolwiek kalkulacji - mówi Interii doświadczony szkoleniowiec.

Popularny Henri już trzy razy był w półfinałach PNA. W 1994 roku, z prowadzoną przez siebie jedenastką Wybrzeża Kości Słoniowej, zajął w turnieju trzecie miejsce. Dwa lata później, już jako selekcjoner Tunezyjczyków, wywalczył wicemistrzostwo kontynentu. Z kolei w 2002 roku, z jedenastką Mali był na czwartej pozycji. Teraz w ćwierćfinale jego "Orły Kartaginy" mierzą się z Burkina Faso (sobota, godz. 17). W innych parach XXXI PNA grają: Senegal z Kamerunem, DR Konga z Ghaną i Maroko z Egiptem. Wszystkie spotkania w weekend.

Reklama

Interia: Przed rozpoczęciem turnieju mówił pan, że celem numer jeden jest wyjście z grupy. Udało się to osiągnąć. Co teraz jest celem reprezentacji Tunezji?

Henryk Kasperczak: - Trzeba robić wszystko, żeby piąć się w górę. Teraz każdy mecz jest ważny, jest grą o wszystko. Trzeba być przygotowanym na 90-minutową walkę. W tej fazie turnieju wszystko jest możliwe. Zostały przecież w grze zespoły z najwyższej półki.

Po raz siódmy w Pucharze Narodów prowadzi pan afrykańską reprezentację. Jak ocenia pan przebieg meczów w grupach?

- Jeśli chodzi o poziom, to różne mecze się zdarzały. Niektóre zespoły nie nadążały, ale walczyły jak mogły, myślę tutaj o Zimbabwe czy Gwinei Bissau. Na pewno niesamowite jest to, co stało się z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Tak słabej postawy i dwóch zdobytych punktów w trzech spotkaniach, nikt się nie spodziewał. To samo dotyczy naszego przeciwnika w grupie, reprezentacji Algierii. Myślę, że w przypadku tych dwóch reprezentacji był jakiś problem w samym zespole. To na pewno niespodzianki, że tak się stało i nie grają już dalej. Przykro, że nie wyszło też gospodarzom. W przypadku Gabonu wszyscy liczyli na Aubameyanga, ale jeden zawodnik wszystkiego nie załatwi. Z takich zaskoczeń in minus, to mizernie zaprezentowało się też Mali.

Kogo Henryk Kasperczak zalicza do głównych faworytów Pucharu Narodów Afryki?

- Na pewno może się podobać zwycięzca naszej grupy, Senegal, to kompletny zespół. Ciekawy jestem jednak, jak zagrają teraz z Kamerunem. U Kameruńczyków nie ma może jakiś wielkich gwiazd, a są mniej znani zawodnicy, którzy grają jednak w solidnych europejskich klubach. Trudno też powiedzieć i sam jestem ciekaw, jak na postawę Senegalu wpłynie zmiana całego składu, jakiego ich trener dokonał w trzecim grupowym meczu. Jedno jest pewne, to będzie spotkanie dwóch wielkich zespołów. Do meczu z Egiptem bardzo podobała mi się też Ghana. W ćwierćfinałach mamy trzy zespoły arabskie i pięć z Czarnej Afryki. Co do Egiptu, to pokazali, że są bardzo silnym zespołem. My akurat mieliśmy możliwość mierzenia się z nimi tuż przed Pucharem Narodów w spotkaniu towarzyskim, gdzie po trafieniu rywala w końcówce przegraliśmy 0-1. Do faworytów zaliczyłbym też Demokratyczną Republikę Konga, która na turnieju sprawia bardzo dobre wrażenie.

A prowadzona przez pana reprezentacja Tunezji?

- Też zaliczamy się do faworytów. Tutaj jednak poziom jest już tak wyrównany, tyle zespołów kandyduje do czołowych miejsc, które prezentują futbol na wysokim poziomie, że dużo będzie zależało od szczęścia. Trzeba będzie jednak sprokurować, żeby było ono po naszej stronie, a ważny będzie każdy element gry, czy to w ofensywie, czy defensywie. Mamy osiem zespołów, a każdy ze swoimi ambicjami. Weźmy takie Maroko, w meczu o wszystko z Wybrzeżem nie pękli i grają dalej. Teraz od każdego gracza potrzeba będzie maksimum zaangażowania i chęci wygrania.

Waszym sobotnim rywalem jest Burkina Faso. Jak ocenia pan rywala?

- W składzie mają dwóch piłkarzy, którzy grali w polskiej lidze, myślę o Nakoulmie i Razacku Traore. Tych piłkarzy nie trzeba przedstawiać. Burkina Faso zrobiła niesamowite postępy i prezentuje futbol na wysokim poziomie. Nie przegrali trudnych meczów z Kamerunem i Gabonem, a z Gwineą Bissau pewnie wygrali. Grają żywiołową, szybką piłkę, która poparta jest dobrym wyszkoleniem technicznym pomocników i napastników. Na pewno nie będzie to łatwe spotkanie. To już jednak tylko jeden mecz, na boisko trzeba wyjść bez jakichkolwiek kalkulacji.

Proszę jeszcze powiedzieć coś o atmosferze, jaka panuje w Gabonie? Komentatorzy brytyjskiego Eurosportu mówią, że to dla kraju, również z uwagi na sytuację polityczną, niechciany turniej, na trybunach nie ma wielu kibiców...

- Sam turniej jest zorganizowany bardzo dobrze. Czujemy się tutaj bezpiecznie, wszystko jest poukładane i mamy świetne warunki. Wygląda to tak, jak powinno. Jedyne co przykre, to ten brak publiczności. Po odpadnięciu z rozgrywek reprezentacji Gabonu, to jeszcze się pogorszyło, bo miejscowi kibice są zawiedzeni postawą swojego zespołu. To mi niestety przypomina Puchar Narodów w 1994 roku w Tunezji (trener Kasperczak prowadził wtedy reprezentację WKS - przyp. red.). Tam też taka sytuacja miała miejsce, gospodarze nie wygrali meczu, nie wyszli z grupy i fatalnie wpłynęło to na atmosferę. Nie muszę chyba mówić, co znaczy dla piłkarzy taka motywacja, jak tłumy na trybunach.

Rozmawiał Michał Zichlarz

Puchar Narodów Afryki: wyniki, strzelcy, terminarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje