Reklama

Reklama

Henryk Kasperczak nie ukrywa: To nie są wesołe święta

Henryk Kasperczak spędza Wielkanoc z żoną Małgorzatą w swoim domu w Saint Etienne. Z powodu pandemii koronawirusa nie może spotkać się z dziećmi i wnukami. - Dlatego nie są to wesołe święta - powiedział były znakomity piłkarz, a później ceniony trener.

We Francji - gdzie od ponad 40 lat mieszka na stałe medalista mistrzostw świata z 1974 roku - obostrzenia dotyczące przestrzegania zasad izolacji są jeszcze surowsze niż w Polsce.

Reklama

- Sytuacja jest tutaj bardzo trudna. Już trzeci tydzień siedzę w domu i nawet nie wychodzę na zakupy. Nie można też podróżować. Aby przemieszczać się samochodem, trzeba mieć specjalną przepustkę, która jest wydawana tylko ludziom dojeżdżającym do pracy. Za jej brak grożą wysokie kary. Dlatego święta spędzam w domu, tylko z żoną. Nie mogą nas odwiedzić dzieci i wnuki. Pozostają tylko spotkania przez internet. Z tego powodu nie są to wesołe święta. Nic na to jednak nie poradzimy. Zdrowie jest najważniejsze, trzeba przede wszystkim uważać i pozostać w domach - relacjonował były szkoleniowiec m.in. Wisły Kraków, który od prawie trzech lat, gdy zakończył pracę z reprezentacją Tunezji, przebywa na emeryturze.

Jego zdaniem piłkarze szybko nie wrócą na boiska. - Decyzje o przełożeniu mistrzostw Europy czy igrzysk olimpijskich były słuszne. We Francji nawet nie dyskutuje się na temat wznowienia rozgrywek. Bardziej aktywni pod tym względem są Niemcy. W klubach wznowiono treningi w grupach. Według mnie nie ma szans, aby sezon piłkarski został dokończony. Widzę, co się dzieje. We Francji nie ma jeszcze szczytu zakażeń. Podobnie jest w Polsce i innych krajach. Jeszcze trochę czasu minie, zanim sytuacja się wyprostuje - podkreślił.

Według Kasperczaka kryzys gospodarczy spowodowany koronawirusem mocno odbije się na futbolu. - Biznes, który do tej pory był zaangażowany w finansowanie sportu, może mocno ograniczyć środki przeznaczane na ten cel. Na pewno zarobki i kwoty przeznaczane na transfery będą mniejsze - nie ma wątpliwości.

Francuski futbol okrył się niedawno żałobą po śmierci wybitnego trenera Michela Hidalgo, pod którego kierunkiem "Trójkolorowi" wywalczyli w imponującym stylu tytuł mistrza Europy w 1984 roku, a dwa lata wcześniej w mistrzostwach świata w Hiszpanii zajęli czwarte miejsce, przegrywając ostatni mecz Polską 2-3.

- Michel jako trener był dla mnie wzorem. Był też wspaniałym człowiekiem. Utrzymywaliśmy kontakt działając w syndykacie trenerskim. Jeszcze bliżej poznaliśmy się podczas mojej pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Ja prowadziłem klub z Dubaju, a on pracował w Al-Ain. Wtedy były okazje do częstych, prywatnych spotkań. Jako trenera można go porównać do Kazimierza Górskiego. Też trafił na  wspaniałą generację piłkarzy, jak: Michel Platini, Jean Tigana, Alain Giresse czy Luis Fernandez i doprowadził reprezentację Francji do wielkich sukcesów po wielu latach sportowej zapaści. Na razie, w tych trudnych czasach, nie można urządzić mu pogrzebu, na jaki zasłużył - zauważył Kasperczak.

Grzegorz Wojtowicz

Dowiedz się więcej na temat: Henryk Kasperczak | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje