Reklama

Reklama

Henryk Kasperczak: Czego mi życzyć? Zdrowia i dobrych wyników

Prowadzona przez Henryka Kasperczaka reprezentacja Tunezji rozpoczyna dziś serię meczów sparingowych przed rozpoczynającym się już 14 stycznia Pucharem Narodów Afryki. Pierwszym rywalem "Orłów Kartaginy" będzie reprezentacja Katalonii. Spotkanie na stadionie w Gironie rozpocznie się o godzinie 19.

Interia: Z powodu przygotowań do Pucharu Narodów święta spędził pan w Tunisie. Jak spędzicie ostatnich kilkanaście dni przed rozpoczęciem turnieju w Gabonie?

Reklama

Henryk Kasperczak: - W drugi dzień świąt wyjechaliśmy do Hiszpanii. 28 grudnia gramy na stadionie w Gironie z reprezentacją Katalonii, a dwa dni później z reprezentacją Kraju Basków. Na pewno nie będą to łatwe spotkania, bo rywale są wymagający. Reprezentacja Katalonii oparta jest na graczach Barcelony. Z kolei Baskowie mają w swoich szeregach piłkarzy Athleticu Bilbao czy Realu Sociedad. Potem powrót do Tunezji, gdzie zagramy jeszcze 4 stycznia z Ugandą, a 8 stycznia z Egiptem. Oba spotkania na stadionie El Menzah w Tunisie. Pierwsze z Ugandą o godzinie 14.30. Gramy tak wcześnie, bo tego samego dnia spotkanie tunezyjskiego Club Africain z Paris Saint-Germain. Do Gabonu wylatujemy 11 stycznia.

Kadra na wyjazd na Puchar Narodów jest już powołana?

- Ze sztabem analizowaliśmy sytuację po ostatnich meczach z Libią i Mauretanią. Powołaliśmy dużą grupę 41 zawodników. Z tej grupy piłkarzy będziemy korzystali w najbliższym czasie. Do Hiszpanii, na mecze z Katalonią i reprezentacją Kraju Basków, wyjedzie 23 graczy. Nie wszyscy mogę jednak jeszcze grać, bo występują u siebie w ligowych rozgrywkach. Mam na myśli Ali Maaloula z egipskiego Al-Ahli, Wahiba Khazri z angielskiego Wolverhampton czy grającego w Arabii Saudyjskiej Ahmeda Akaichi.

Kto zdaniem Henryka Kasperczaka jest faworytem XXXI Pucharu Narodów Afryki?

- Jak zawsze jest grupa drużyn, które pretendują do czołowych miejsc. Jest obrońca mistrzowskiego tytułu Wybrzeże Kości Słoniowej, jest Algieria, Senegal czy Egipt. Trzeba też powiedzieć, że poziom piłki w Afryce mocno się wyrównał. W najbliższym pucharze zagra najlepsza szesnastka, no może z wyjątkiem Nigerii, która się nie zakwalifikowała. Tak, że jest kilka zespołów, które pretendują do zwycięstwa. Wielu w gronie faworytów widzi też Tunezję.

No właśnie, jaki cel postawiony jest przez prowadzoną przez pana reprezentacją Tunezji?

- Podczas Pucharu Narodów trzeba będzie bronić miejsca w hierarchii afrykańskiej piłki. Cel jest jeden, wyjście z grupy. Grupy, którą wielu określa mianem "grupy śmierci". Oprócz nas jest też przecież w niej Senegal czy Algieria. Do tego dochodzi solidna reprezentacja Zimbabwe. Tak, że tak to wygląda. Naszym problemem jest to, że wielu piłkarzy nie gra w podstawowych składach swoich drużyn. No ale co zrobić, z trudnościami trzeba sobie jakoś radzić.

Kibice w Polsce martwią się, że tym razem nie zobaczą tej imprezy w telewizji, bo Eurosport nie wykupił praw...

- Prawa telewizyjne zostały zakupione przez telewizję beIN Sports. Być może jeszcze, tuż przed rozpoczęciem samego turnieju, coś się jeszcze wydarzy i mecze, mimo wszystko, będzie można zobaczyć w telewizji.

Za panem dobry rok. Po raz piąty z prowadzoną przez siebie reprezentacją awansował pan do finałów Pucharu Narodów. Dobrze, bo od dwóch zwycięstw, rozpoczęliście też eliminacje mistrzostw świata...

- Mamy ostatnio bardzo dobrą passę dziesięciu meczów bez porażki. Tak jak "Biało-czerwoni" mocno awansowaliśmy w rankingu FIFA (Tunezja jest obecnie na 35. miejscu, a trzecim spośród afrykańskich krajów - przyp. aut.). Przed nami Puchar Narodów, a potem w sierpniu i wrześniu mecze z DR Konga, naszym bezpośrednim rywalem w drodze o awans do finałów mistrzostw świata. Kto zdobędzie w bezpośrednich spotkaniach więcej punktów, ten pojedzie na mundial.

Czego życzyć trenerowi Kasperczakowi w Nowym Roku?

- Zdrowia, a także dobrych wyników na piłkarskim boisku

Rozmawiał Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama