Reklama

Reklama

Grzegorz Rasiak śmieje się ostatni

42. urodziny Grzegorza Rasiaka to idealna okazja, by przypomnieć żarty o nim i przybliżyć czym zajmuje się dzisiaj.

Co gryzie Grzegorza Rasiaka? - Korniki.

Reklama

Ulubiony polityk Rasiaka? Marek Belka. A znienawidzony? - Bush.

Ulubiona prezenterka telewizyjna Rasiaka? - Pieńkowska.

Zabawne? Średnio, prawda? Jednak z tego śmiała się Polska w pierwszej dekadzie XXI wieku. Grzegorz Rasiak był Sławomirem Peszką swoich czasów. Internet już hulał, ale kultura memów i Facebooka jeszcze nie była na topie. To był czas, gdy ludzie nudząc się w biurach przesyłali sobie mailem dowcipy. Liga polska była dostępna w kodowanym Canal Plus, widzowie otwartej telewizji jedyny kontakt ze sportem mieli podczas skoków narciarskich i meczów reprezentacji Polski. Ci pierwsi byli najlepsi, drudzy nie bardzo. Apogeum, dziś byśmy powiedzieli, "hejtu" na Rasiaka, przypadło na mecze reprezentacji Polski w Chorzowie.

Kiedyś "kocioł czarownic" wspierał swoich, potem nie zawsze tak było. Rasiak był idealnym obiektem kpin. Duży, niezgrabny, znaczy drewniany. Tak się przyjęło, chociaż wcale nie była to prawda. Grając w naszej eksportowej drużynie początku stulecia Groclinie Grodzisk Wielkopolski Rasiak równie często asystował, co strzelał. Do kanonu weszła jego współpraca z Andrzejem Niedzielanem. Wzór z Sevres formacji ataku w konfiguracji: duży i mały. Na pamięć grali w klubie i kadrze. Raz mały "Wtorek" podawał piłkę do dużego "Rossiego" (gdy Groclin eliminował faworyzowaną Herthę Berlin z Pucharu UEFA), z kolei na arenie reprezentacyjnej bywało odwrotnie - dwie idealne, wypieszczone asysty Rasiaka do Niedzielana na stadionie Ferenca Puskasa (2-1 dla Polski z Węgrami).

Skąd więc hejt na Rasiaka? Czy też, jak odmieniano w różnych językach - "Rasialdo", "Drewnopulosa", "Van der Drwala"?

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Byłem na meczu Polska - Anglia w 2004 r. gdy na Śląskim wydano na Rasiaka wyrok. Już wprawdzie nie 100 tysięcy jak dwie-trzy dekady wcześniej, ale trzecia część tej publiki bezlitośnie gwizdała na napastnika, pozostającego bez klubowego przydziału. Ze względów proceduralnych zawodnik nie mógł "skonsumować" świeżo podpisanego kontraktu ze Sieną. Włosi nie mogli zgłosić go do rozgrywek, jako trzeciego, nadmiarowego zawodnika spoza UE w drużynie. Kilka miesięcy wcześniej Polska weszła do Wspólnoty, ale Włosi narzucili dwuletni okres przejściowy, w którym pracownicy z krajów, które dopiero dołączyły do UE, nie mogli być traktowani tak samo, jak ci ze "starej Unii". 

I chyba tu jest klucz. Mimo że Rasiak nie był zgłoszony do rozgrywek ligowych, selekcjoner Paweł Janas uparcie wystawiał go w składzie. Janas kojarzył się z nielubianą na Śląsku Legią (casus Deyny z 1977 r.), publika dodała dwa do dwóch i w meczu z Anglią urządziła Rasiakowi kocią muzykę. Jak ktoś jest wrażliwy, niech się nie bierze za piłkę, niech szuka łatwiejszych tematów, ale to było zaiste niesmaczne. To już lepszy był żart o "rodzinnej" relacji Rasiaka z "wujkiem" Pawłem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje