Reklama

Reklama

Grzegorz Piechna dla Interii: Mało brakowało, żebym był jak Lewandowski

Za późno zacząłem swoją profesjonalną karierę. Dopiero w wieku 27 lat dostałem prawdziwy kontrakt. Zawsze wiedziałem, co mam zrobić z piłkami, które były do mnie zagrywane. Tak jak Robert potrafi strzelać gole niemal z każdej pozycji, tak i mi również się to udawało - mówi w rozmowie z Interią Grzegorz Piechna, król strzelców Ekstraklasy w sezonie 2005/2006, były napastnik m.in. Korony Kielce.

Zbigniew Czyż, Interia: Panie Grzegorzu, w dalszym ciągu pracuje pan w Składzie Opału w Opocznie i rozwozi węgiel, czy coś się zmieniło?

Reklama

Grzegorz Piechna, były król strzelców Ekstraklasy: - Nie, nic się nie zmieniło. Pracuję w firmie rodzinnej. Jak jest duży ruch, to zdarza się, że pracuję po dziesięć, dwanaście godzin dziennie. Cenię sobie jednak tę pracę. Miałem w piłce swoje pięć minut, ale to się już skończyło. Trzeba sobie radzić.

Pewnie wielu ludziom wydaje się, że piłkarz, który przez kilka sezonów grał w Ekstraklasie, występował także chociażby w lidze rosyjskiej w Torpedo Moskwa, zarobił tak dużo pieniędzy, że po karierze może się z nich spokojnie utrzymać, chociażby na przykład inwestując.

- Na chleb na pewno mi nie brakuje. Myślę, że swoje w piłce zarobiłem i teraz po prostu życie toczy się dalej. Robię to, co uważam w tym momencie za słuszne.

Za piłką jeszcze pan biega?

- Tak, staram się regularnie grać w zespole oldboyów Opoczna. Kondycyjnie nie jest jeszcze tak źle. Organizujemy mecze np. z Kielcami, Radomskiem czy Rawą Mazowiecką.

W tych swoich codziennych obowiązkach znajduje pan czas, żeby oglądać mecze Ekstraklasy?

- W miarę możliwości staram się oglądać. Nie wszystkie, ale jeśli czas mi na to pozwala, to czasami popatrzę w ekran telewizora. Zazwyczaj w piątek i sobotę.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

I jak pan odbiera poziom naszej najwyższej klasy rozgrywkowej?

- (Śmiech). Jakby to powiedzieć. Poziom wygląda niestety tak jak wygląda. Są mecze w miarę ciekawe, ale są też takie, na które nie da się patrzeć. Jest bardzo dużo obcokrajowców w każdej drużynie. Kiedyś tego nie było.

Ale nie chce pan chyba powiedzieć, że poziom rozgrywek jest gorszy niż wtedy, gdy pan grał?

- Gorszy to może nie, ale nie wygląda to tak jak powinno wyglądać. Na pewno jest dużo do poprawienia. W innych ligach, mam wrażenie, poziom poszedł bardziej do przodu.

A kiedy patrzy pan na nasze eksportowe zespoły, Legię Warszawa, Lecha Poznań, to co pan sądzi o tych drużynach?

- Jeśli chodzi o Legię, to ma taki skład, jaki ma. W tej chwili może nie wygląda to najgorzej, tylko my, niestety, nie potrafimy grać z zespołami z takich krajów jak np. z Azerbejdżanu, czy z Gruzji. Leją nas czasami zespoły z lig, które w rankingach są dużo niżej niż nasza Ekstraklasa.

Których napastników z polskiej ligi ceni pan najbardziej?

- Thomas Pekhart z Legii Warszawa i Jakub Świerczok z Piasta Gliwice.

Po zakończeniu kariery, Grzegorz Piechna trochę nam "zniknął". Mam wrażenie, że trochę nie wykorzystał pan swojej popularności po odstawieniu butów na kołek.

- Wydaje się mi, że od momentu, kiedy podpisałem profesjonalny kontrakt, to wszystko zrobiłem chyba najlepiej, jak można było. Pewnie można było wycisnąć jeszcze więcej, ale myślę, że te swoje pięć minut wykorzystałem. Jeśli chodzi o życie po karierze, to może rzeczywiście nie wykorzystałem wszystkich możliwości. Na to wszystko trzeba mieć jednak czas. Nie interesowało mnie bycie trenerem, praca w tym zawodzie, chociażby z młodzieżą. Nasza rodzinna firma wciągnęła mnie w inną pracę i tak już zostało. Żeby być na przykład telewizyjnym ekspertem, to trzeba to lubić i cały czas "siedzieć" w wiadomościach o piłce.

Mówi pan, że nie chce być trenerem, ale wiem, że gdy skończy się pandemia koronawirusa, chce organizować turnieje dla dzieci z Opoczna.

- Tak, jest coś na rzeczy. Zobaczymy, czy w lecie uda się coś zorganizować. Chciałbym wyłuskać jakieś perełki, które być może trafiłyby później do Szkół Mistrzostwa Sportowego.

To może ma pan ochotę wykorzystania swojego piłkarskiego potencjału w zawodzie menedżera?

- To za duże słowo. Wolę się w to pobawić. Zobaczymy też, czy będzie jakaś pomoc władz Opoczna w organizacji takich turniejów, czy boiska będą udostępnione.

Zaliczył pan jeden występ w reprezentacji Polski w 2005 roku, w zwycięskim, towarzyskim meczu z Estonią 3-1. Nawet zdobył pan wtedy nawet bramkę. Śledzi pan występy naszej kadry?

- Śledzę i muszę powiedzieć, że coś tam nie działa. Nie wszystko jest tak jak powinno. Nie wiem za bardzo "o co biega". Jeżeli selekcjoner wywalczył awans na mistrzostwa Europy i się go zwalnia, to coś jest nie tak. Albo w drużynie ktoś zaczyna za bardzo rządzić, albo był konflikt pomiędzy Zbigniewem Bońkiem a Jerzym Brzęczkiem. Kto zwalnia trenera, który wywalczył awans na Euro?

Dowiedz się więcej na temat: Grzegorz Piechna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje