Gromili we Wrocławiu, teraz są mistrzami świata. Deklasacja w 43 minuty
Klubowe Mistrzostwa Świata zakończyły się sporego kalibru niespodzianką. Jeśli nawet nie jest nią porażka PSG, to z pewnością jej rozmiary już tak. W finale Chelsea rozbiła triumfatora ostatniej edycji Ligi Mistrzów raptem w 43 minuty, uderzając trzykrotnie. Rezultat 3:0 utrzymał się do końcowego gwizdka, a na miano MVP spotkania zapracował Cole Palmer - autor dwóch bramek i asysty.

Jeśli ktoś zawierzył bukmacherom, już po niespełna 45 minutach przecierał oczy ze zdumienia. W konfrontacji triumfatora ostatniej edycji Ligi Mistrzów ze zwycięzcą Ligi Konferencji faworytem pozostawała ekipa PSG. Tymczasem londyńska Chelsea okazała się dla miliarderów z Paryża zaporą nie do przejścia.
Takiego przebiegu finału trudno się było spodziewać. W pięciu wcześniejszych turniejowych potyczkach paryżanie stracili przecież ledwie jedną bramkę, a wynikiem 4:0 gromili obu gigantów z Madrytu - Real i Atletico. Tym razem sami zostali rzuceni na kolana i to już do przerwy.
Cole Palmer nie żartuje. Dwie bramki i asysta w 21 minut. PSG w potężnych tarapatach
Bohaterem pierwszej połowy okazał się Cole Palmer. To on otworzył wynik spotkania, następnie podwyższył prowadzenie "The Blues", a na deser obsłużył idealną asystą Joao Pedro. Występ doskonały.
Obie bramki 23-latek zdobył niemal w identyczny sposób. Kiedy tylko przekroczył linię pola karnego, decydował się na strzał lewą nogą po ziemi. Piłka za każdym razem wpadała do siatki tuż przy słupku.
Gianluigi Donnarumma nie miał też szans na udaną interwencję, gdy akcję finalizował wspomniany Brazylijczyk. Włoski golkiper został pokonany miękkim lobem i zrobiło się 3:0. W tym momencie sytuacja mistrzów Francji wyglądała na beznadziejną.
Po zmianie stron zobaczyliśmy inne oblicze PSG. Drużyna Luisa Enrique natarła na rywali z determinacją. Tyle że niewiele z tego wynikało.
Groźne strzelali na bramkę londyńczyków Chwicza Kwaracchelia i Ousmane Dembele, ale zagrożenie skutecznie neutralizował stojący między słupkami Robert Sanchez.
Paryżanie ostatnie minuty grali w osłabieniu. Za uderzenie Marca Cucurelli z boiska wyrzucony został Joao Neves. Po analizie VAR arbiter mógł podjąć tylko jedną decyzję.
Kiedy pod koniec maja Chelsea gromiła 4:1 Betis Sewilla w finale LKE we Wrocławiu, trudno było zakładać, że niebawem ta sama drużyna zostanie klubowym mistrzem świata. Dzisiaj już wiadomo, że zespół dowodzony przez Enzo Marescę należy stawiać w szeregu najpoważniejszych pretendentów do tytułu mistrza Anglii.













