Reklama

Reklama

Górnik Zabrze. Lukas Podolski wychowany w miłości do klubu przez ojca

- Niektórzy liczyli Lukasowi kolejne godziny bez strzelonej bramki. Nie ma poszanowania zawodnika jak w dawnych czasach. Za Włodzimierza Lubańskiego było większe poszanowanie. Wydaje mi się, że takie zachowanie nie jest w porządku. Ale Lukas ma taką psychikę, że on się tym za bardzo nie przejmuje - mówi Waldemar Podolski, ojciec mistrza świata

Spotykamy się na stadionie Concordii Knurów. Waldemar Podolski grał na nim w latach 1982-87. Potem z rodziną, w tym dwuletnim Lukasem, wyjechał do Niemiec.

Paweł Czado: Rozmawiamy w Knurowie. Wiem, że choć mieszka pan w Niemczech, na Śląsku bardzo dobrze się czuje. Dba pan o kontakt z dawnymi kolegami klubowymi zwłaszcza z Knurowa?

Waldemar Podolski, były piłkarz Sośnicy Gliwice, Szombierek Bytom, ROW-u Rybnik i Górnika Knurów, ojciec Lukasa Podolskiego: - Można tak powiedzieć. Mamy tutaj grupę czterech - pięciu chłopaków. Co roku się spotykamy i wspominamy stare dzieje z boiska. Przyjeżdżam do nich, a oprócz tego ciągle mam rodzinę w Sośnicy, dzielnicy Gliwic, to przecież niedaleko Knurowa. A teraz, kiedy syn gra w Górniku Zabrze, jest dodatkowy powód, żeby częściej przyjeżdżać. 

Pochodzi pan z Sośnicy. Jest pan kibicem Górnika? Sośnica kojarzy się przecież z Górnikiem.

- Tak właśnie jest! Pamiętam, że kiedy zbliżał się mecz Górnika, to my kibice, wszyscyśmy przez te pola do stadionu przez trzy, cztery kilometry szli... Każdy jeden z Sośnicy na mecz Górnika szedł, choć przecież w Gliwicach był wówczas II-ligowy Piast. Ale dla nas liczył się tylko Górnik, do dziś tak w Sośnicy jest. Ja byłem właściwie na każdym jego meczu. 

Reklama

Być na meczu Górnika Zabrze to było święto

Na meczach Górnika zacząłem się pojawiać, oczywiście nie sam, akurat w czasie kiedy zaczynał w nim grać Włodzimierz Lubański [w 1963 roku, przyp. aut.], miałem wtedy jakieś osiem lat. Pamiętam tych wszystkich świetnych piłkarzy - występy Ernesta Pohla, Stanisława Oślizły czy Jerzego Gorgonia. Być wtedy na meczu Górnika to było święto, na każdym meczu były tłumy, był komplet. Pamiętam, że najpierw chodziłem z ojcem, kiedy byłem trochę starszy, miałem 12-13 lat i z kolegami prosiliśmy dorosłych przed wejściem żeby nas zabrali. "Mogę iść z panem" - pytaliśmy i wchodziliśmy. A po meczu wracaliśmy piechotą do domu i dyskutowali o dopiero co przeżytym meczu, golach i sytuacjach. A na placu każdy tam jakąś koszulkę miał, choćby z napisaną dziesiątką na cześć Lubańskiego. Górnik był na co dzień czymś niezwykle ważnym, tradycja kibicowania przechodziła ojca na syna.

To pan wpoił synowi miłość do Górnika?

- Tak. Łukasz od dziecka tym się interesował. Na mecz przed wyjazdem do Niemiec go nie zabrałem, był za mały. Ale potem było okazja żeby poznać dawne wielkie gwiazdy, opowiadałem na przykład Lukasowi kim był dla Górnika był pan Staszek Oślizło. Mówiłem mu, że chodziłem na jego mecze. Opowiadałem też o Włodzimierzu Lubańskim, wspominałem, że to kiedyś była największa gwiazda piłkarska w Polsce. Albo o Romanie Lentnerze, świetnym skrzydłowym, który potem był moim kierownikiem drużyny w Walce Makoszowy.

No właśnie. Pan też był piłkarzem, do tego w kilku śląskich klubach. 

- Najpierw była Sośnica, jestem jej wychowankiem. Potem była Walka, Szombierki, ROW Rybnik a na początku lat 80. przeszedłem do Górnika Knurów i grałem w nim już do wyjazdu do Niemiec, do 1987 roku. Dobrze pamiętam początki w Sośnicy, wtedy było zupełnie inaczej. Oprócz tego, że graliśmy to normalnie pracowaliśmy. Byliśmy oddelegowani z kopalni - ja byłem na etacie w kopalni Sośnica - na przykład na baseny. Nie było tak jak teraz, wówczas na treningi przynosiliśmy własne rzeczy... 

Był pan pierwszy, który w rodzinie zainteresował się piłką nożną?

- Ojciec nie grał, za to siostra grała w piłkę ręczną w Sośnicy, w pierwszej lidze. Jeśli chodzi o piłkę nożną byłem pierwszy w rodzinie (uśmiech). Wtedy wszyscy interesowaliśmy się piłką. Telewizor może był jeden na dziesięć rodzin, nie było telefonów komórkowych. Po szkole tylko w piłkę się grało. W Sośnicy był jeden klub, zapisałem się. Poszliśmy z kolegą, wcześniej graliśmy tylko w drużynach podwórkowych. Zawsze grałem na ataku, czy to w trampkarzach czy juniorach, dopiero pod koniec trener Marcin Bochynek w Górniku Knurów zrobił ze mnie obrońcę (uśmiech). 

Wiem, że był pan na ostatnim meczu Górnika z Legią na Roosevelta. Jak wrażenia?

- Atmosfera była świetna. To był taki mecz, jak kiedyś, gdy Górnik grał właśnie z Legią albo z Ruchem lub Polonią Bytom... Wielkie wydarzenie, ale i spełnione oczekiwania. Atmosfera jak przed laty. Było jak za dawnych czasów, choć przecież stadion wygląda już inaczej.

Rozmawiałem o pana synu z trenerem Janem Urbanem jeszcze przed meczem z Legią. Był pewien, że Lukas wkrótce strzeli gola, opowiadał, że namawia go by strzelał w meczu na bramkę tak jak na treningach, gdzie "ładuje" piękne gole. 

- Zdarza się, że Lukas ma na nodze piłkę, mógłby uderzać, ale decyduje się na podanie. 

Ale w meczu z Legią syn strzelił pierwszą bramkę dla Górnika. Był pan zadowolony? Niektórzy wyliczali mu mecze bez gola.

- Taka jest mentalność niektórych w Polsce. Lukas ma 36 lat, spełnił marzenie, przyszedł do Górnika żeby pomóc. Dziś - powiedzmy sobie szczerze - to nie jest zespół, który powalczyłby o mistrzostwo Polski. Lukas grał w kolejnych meczach a niektórzy liczyli mu kolejne godziny bez strzelonej bramki. Nie ma poszanowania zawodnika. W dawnych czasach, takiego Lubańskiego, było większe poszanowanie. Wydaje mi się, że takie zachowanie nie jest w porządku. Ale Lukas ma taką psychikę, że on się tym za bardzo nie przejmuje. 

Nie wierzę, że Legia spadnie. Piłkarsko są bardzo dobrzy

A Górnik? Zawsze miał i będzie miał kibiców. Chodzi tylko o to żeby zawsze na mecze przychodziło dwadzieścia tysięcy, żeby nie zdarzało się, że na spotkanie przychodzi trzy-cztery tysiące ludzi. Wiadomo jednak, że trzeba odbudować zespół, bo nie jest tak, że przyjdzie jeden zawodnik i wszystko się zmieni na lepsze. Trzeba trochę poczekać i popracować. Wtedy zobaczymy jak to będzie. Wydaje mi się, że teraz z punktami jest nieźle - nie jest to drużyna na mistrza Polski [w tabeli zajmuje 13. miejsce ze stratą 12 punktów do strefy dającej grę w europejskich pucharach, przyp. aut.]

Polska liga jest specyficzna. Tutaj każdy może wygrać z każdym. Wygra się jeden-dwa mecze i jest się u góry a przegra kolejne dwa-trzy i jest się na dole. Cracovia ma niby słaby sezon a tu nagle wygrywa z Pogonią Szczecin. Albo Radomiak, całkiem u góry. Jest mały przedział punktowy. Osobiście nie wierzę, że Legia mogłaby spaść. Prędzej czy później zaczną punktować. Piłkarsko są bardzo dobrzy i widać to było nawet w meczu z Górnikiem. Tam są zawodnicy, którzy potrafią grać, do końca nie wiadomo co jest przyczyną kryzysu.

Ostatnie pytanie: o Roberta Lewandowskiego. Zasługuje na Złotą Piłkę w tym roku?

- Zasługuje i to nie tylko moja opinia. Zasługiwał już w zeszłym roku. Nie rozumiem dlaczego wtedy nagroda nie była przyznawana. Teraz też mu się należy. Jest najlepszy. 

rozmawiał: Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama