Reklama

Reklama

"Gorące" pytania po meczu ze Szwecją

Po każdym meczu naszej reprezentacji na usta cisną się przeróżne "gorące" pytania. Zadając je i odpowiadając na nie, staramy się podsumować kolejne występy polskiej kadry w eliminacjach ME 2004.

Nasz cykl rozpoczęliśmy od pojedynku z Łotwą i kontynuowaliśmy po kolejnych występach biało-czerwonych. Mecz ze Szwecją pokazał tak naprawdę jedno: jesteśmy słabi i nie jesteśmy w stanie nawet zremisować z dobrej klasy drużyną europejską.

Reklama

- Co oznacza nasza porażka ze Szwecją?

- Na pewno jedno - nie jesteśmy w stanie nawet zremisować z dobrej klasy drużyną europejską i to w sytuacji, kiedy rywalowi tak naprawdę w zupełności podział punktów wystarcza.

- Co ta przegrana zmieniła w naszej sytuacji w grupie?

- Paradoksalnie niewiele. Przy tym wyniku, który padł w Rydze, "ratowało" nas tylko zwycięstwo. Po prostu i tak musimy wygrać w Budapeszcie i liczyć na zwycięstwo Szwedów nad Łotwą.

- Czy to jest możliwe?

- Tak, ale mało prawdopodobne. Trudno oczekiwać, że na Węgrzech naszej reprezentacji znów wyjdą dwa stale fragmenty gry, a Szwedzi, choć nie muszą, na maksa zagrają z Łotwą.

- Czy to, co się stało w Chorzowie jest rozczarowaniem?

- Jeśli tak, to dla niewielu. Trudno było oczekiwać świetnego występu biało-czerwonych, bo nic do tego nie dawało podstaw. Mecz w Rydze wygraliśmy dość szczęśliwie i trudno było z tego występu wyciągać jakieś głębsze wnioski.

- Czy graliśmy bardzo źle?

- Wcale nie i to jest najbardziej smutne. Mimo momentami niezłej gry, miało się wrażenie jakbyśmy od początku byli skazani na porażkę. Na tle Szwecji jesteśmy po prostu bardzo słabi.

- Co było główną przyczyną porażki?

- Słaba postawa defensywy, która powinna być teoretycznie naszą najmocniejszą stroną. Trudno sobie wytłumaczyć, dlaczego przy stanie 0:0 już na początku meczu Szwedzi mają przewagę liczebną w naszym polu karnym! Na dodatek Hajto, jeden z najbardziej doświadczonych reprezentantów, głupio dał się wyrzucić z boiska.

- Kto zawiódł?

- Zdecydowanie Lewandowski. Trudno nie dziwić się uporowi, z jakim Janas stawia na tego gracza. Dziwi w tym aspekcie brak w składzie Zdebela, który byłby chyba o wiele bardziej kreatywny.

Czy nie mamy w Polsce lepszych piłkarzy od tych, których oglądaliśmy w Chorzowie?

To jest smutne, ale w tej kategorii wiekowej lepszych nie ma. Owszem są lepsi, młodzi piłkarze, ale trener Paweł Janas boi stawiać na juniorów. Do Svena Gorana Erikssona, który postawił na 17-latka Wayne'a Rooneya Janasowi niestety bardzo daleko.

- Nasi piłkarze oraz selekcjoner wciąż wierzą w awans. Czy to dobrze?

- I tak i nie. Z jednej strony dobrze, bo wiara czyni cuda, ale wiara nawet w połączeniu z walką nie wystarczy do odnoszenia sukcesów w futbolu, no chyba że amatorskim.

Na co możemy liczyć przed meczem z Węgrami?

- Na zdrowie i powrót do wielkiej formy Emmanuela Olisadebe. "Nie gra Oli mało goli" - to powiedzenie polskich kibiców pasuje jako komentarz po porażce ze Szwecją. Mecz w Chorzowie pokazał raz jeszcze jak wiele tracimy bez Nigeryjczyka z polskim paszportem. To w tej chwili obok Krzynówka i Dudka podstawa naszej reprezentacji.

Dowiedz się więcej na temat: pytanie | mecz | Chorzów | pytania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje