Reklama

Reklama

"Gorące" pytania po meczu z Łotwą

Po każdym meczu naszej reprezentacji na usta cisną się przeróżne "gorące" pytania. Zadając je i odpowiadając na nie, staramy się podsumować kolejne występy polskiej kadry w eliminacjach ME 2004.

Nasz cykl rozpoczęliśmy od pojedynku z Łotwą i kontynuowaliśmy po kolejnych występach biało-czerwonych. Mecz w Rydze wlał w nasze serca nieco optymizmu, ale pobudził także do kolejnych pytań.

- Co oznacza zwycięstwo nad Łotwą?

- Niewiele. Przede wszystkim to, że mecz ze Szwecją nie będzie pojedynkiem o nic. Oznacza także, że jesteśmy piłkarsko mocniejsi od Łotwy (wskazuje na to choćby ranking FIFA) i że porażka w Warszawie była wypadkiem przy pracy.

- Wobec tego nie należą się naszym piłkarzom i sztabowi szkoleniowemu żadne pochwały?

Reklama

- Ależ nie. Oczywiście, że się należą, bo wygrali, a to tak naprawdę jest jedynym co się liczy w zawodowym sporcie.

- A styl?

- No coż, w Rydze nie zachwyciliśmy poziomem ani stylem gry. Mieliśmy też w kilku sytuacjach sporo szczęścia, ale czy Łotysze nie mieli go w październiku w Warszawie? Z tamtego meczu pamiętamy jednak, że go przegraliśmy, a z tego już tylko nasze zwycięstwo.

- Co było kluczem do zdobycia kompletu punktów?

- Raczej kto? Szymkowiak, Szymkowiak i jeszcze raz Szymkowiak. Wprawdzie futbol jest sportem zespołowym, ale każdy, kto oglądał ten mecz, widział, że jego gol z wolnego miał przełomowe znacznie mentalne - pozwolił biało-czerwonym uwierzyć, że w eliminacjach ME można strzelać bramki nie tylko San Marino. Asysta pomocnika Wisły przy trafieniu Kłosa tylko podwyższa ocenę dla "Szymka".

- Kto jeszcze zasłużył na wyróżnienie?

- Na pewno Sobolewski, który czuje się w kadrze coraz pewniej i Krzynówek (pokazał, że wraca do formy, dzięki której był najlepszym naszym piłkarzem na MŚ w Korei). Dobrze zaprezentowali się też Jacek Bąk (jak zwykle), Tomasz Hajto (cechy przywódcze) i Tomasz Kłos (jemu notę zdecydowanie podnosi gol).

- A Dudek?

- Nareszcie nie zawiódł. Bramkarz Liverpoolu wybronił wszystko co trzeba i nie miał żadnej wpadki. Tego od niego oczekujemy.

- Co nie funkcjonowało?

- Atak. Para Kryszałowicz - Żurawski była w większości sytuacji boiskowych bezproduktywna. Janas powinien chyba w meczu ze Szwecją postawić na Saganowskiego, który po wejściu na stadion Skonto w II połowie, pokazał wielką ochotę do gry i zadziorność. Te cechy będą bardzo potrzebne w Chorzowie.

- W środę mecz ze Szwecją. Czy mamy szansę na zwycięstwo?

- Tak, jeśli zagramy mądrze. Przede wszystkim nie możemy przegrać. Nie wolno więc rzucić się na Skandynawów, bo oni kochają wykorzystywać naiwność rywali. Znów bardzo ważne będą stałe fragmenty gry, które w Rydze "wygrały" nam mecz.

- Rady dla Pawła Janasa?

- Teraz chyba ich nie potrzebuje, bo pokazał, że potrafi zmobilizować zespół do meczu o wszystko. Wypada tylko wierzyć, że ta mobilizacja nie skończyła się wraz ostatnim gwizdkiem w spotkaniu z Łotwą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje