Reklama

Reklama

Gmoch o Górskim: Wielki człowiek

Wtorkowe 84. urodziny Kazimierza Górskiego, który jest bez wątpienia najbardziej utytułowanym trenerem w historii rodzimej piłki nożnej, odbiły się szerokim echem w polskim środowisku sportowym.

Swoimi wspomnieniami związanymi z jubilatem podzielił się z Pawłem Sikorą (RMF FM) także Jacek Gmoch - szkoleniowiec przez wiele lat współpracujący z Górskim, a później następca pana Kazimierza na stanowisku selekcjonera.

Reklama

Po zakończeniu trenerskiej kariery w Polsce, obaj z wielkim powodzeniem pracowali w Grecji.

- Kazimierz Górski cieszy się w Grecji ogromną popularnością, podobnie jak większość polskich trenerów. Nie tylko w piłce, ale w ogóle - wyjaśnił Gmoch. - Sport grecki - ten przedolimpijski budowali trenerzy z polski. Mowa tu głównie o piłce ręcznej, siatkówce, piłce nożnej, podnoszeniu ciężarów, boksie. To są wszystko nasze dyscypliny, tak można powiedzieć. Naród grecki pamięta ten nasz wkład.

Górski prowadził w Grecji Olympiakos i Panathinaikos. - Zasięg tych klubów jest ogólnogrecki. Olympiakos ma około 2-3 mln kibiców w całym kraju, 1,5 ma Panathinaikos. Nazwisko Górski każdy pamięta i będzie pamiętać. Tacy trenerzy są zapisani w sercach i pamięci.

Gmoch wymienił także najbardziej charakterystyczne cechy jubilata. - Osobista kultura, czar, dowcip. Do dziś pozostał mu także charakterystyczny komentarz - ciepły, ale także niesłychanie trafny. Może także zaboleć, ale wszyscy przyjmują te jego uwagi z otwartym sercem, bo jest człowiekiem, który nie naraził się ludziom - stwierdził Gmoch. - Wiele wykazał cierpliwości, ciepła w stosunku do swoich adwersarzy, a także przyjaciół. Nie dziwię się więc, że stał się takim wielkim człowiekiem dla polskiej piłki.

Związki Jacka Gmocha z Kazimierzem Górskim wykraczały jednak poza sprawy służbowe... - Jesteśmy nawet w rodzinie. Pan Kazimierz był drużbą na moim ślubie - w 1961 roku - przypomniał. - Potem było przyjęcie, które trwało ze dwa dni, no a my musieliśmy iść na trening... Byłem po tych wszystkich uroczystościach ślubnych rozemocjonowany , a pan Kazimierz przewodził stawce w takim lekkim biegu na 10 km i nie mogliśmy za nim nadążyć. Pomyślałem: "Rany Boskie" jaką ten człowiek ma ogromną wytrzymałość i siłę. Ten jego jednostajny bieg, bo o taki właśnie chodziło, pozostanie mi w pamięci. My młodzi ludzie, zawodnicy, nie nadążaliśmy, jak on podyktował tempo. Miał taki specyficzny sposób biegania i stąd miał wśród kolegów pseudonim "Sarenka".

Wśród pamiętnych zachowań Górskiego na pierwszym miejscu pozostanie niegolenie się przed meczami. Miało to przynosić szczęście. - Tak absolutnie się nie golił i to również znane było w Grecji - powiedział Gmoch w rozmowie z Pawłem Sikorą (RMF FM). - Zawsze mówił: "A panie kolego, ja się nie golę" z takim charakterystycznym lwowskim akcentem.

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz | Górski | Jacek Gmoch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje