Reklama

Reklama

GKS Katowice odpalił w najważniejszym momencie sezonu: 11 bramek w trzech ostatnich meczach

GKS Katowice wraca do I ligi. W Katowicach szaleństwo! Przykład Arkadiusza Woźniaka pokazuje, że warto dać piłkarzowi szansę mimo poważnego błędu jaki wcześniej popełnił. Wtedy chce zrobić wszystko żeby odkupić przewinienie. Woźniak z nawiązką odkupił...

Arkadiusz Woźniak przez cały sezon grał w Katowicach jako skrzydłowy, jednak wobec braku pauzującego za kartki Filipa Kozłowskiego trener Rafał Górak przesunął go w meczu ze Stalą Rzeszów na środek ataku. Wypaliło: Woźniak strzelił trzy ważne, przy okazji efektowne gole. GKS wygrał 4-1.

Paweł Czado, Interia: Wyglądało dziś jakby co najmniej pół roku grał wcześniej jako środkowy napastnik...

Arkadiusz Woźniak: - Chłopaki w szatni zawsze powtarzają, że ja jestem dziewiątką z duszą dziesiątki (uśmiech). Do 24. roku życia grałem na ataku [w Zagłębiu Lubin 24 gole na poziomie Ekstraklasy, przyp. aut.]. Zawsze się cofałem żeby być pod grą. Nie jestem typową dziewiątką, która tylko stoi w polu karnym i czeka na podania jak Pippo Inzaghi. Lubię zejść na skrzydło, pograć, żeby cały czas piłkę czuć. Kiedy nie mam piłki przez dziesięć minut to nie czuję się komfortowo. Mam coś takiego w sobie, że lubię strzelać bramki (uśmiech). 

Dzisiejsze zwycięstwo i w efekcie awans to jednak triumf całej drużyny i trenera.

- Zgadza się, Bardzo cieszę się, że strzeliłem trzy bramki, ale bez kolegów nie istnieję. Nikt nie jest w stanie wziąć piłkę i sam wygrać mecz. Musieli mi te piłki dogrywać (uśmiech). Zasłużyliśmy na ten awans. Były dobre momenty, były bardzo dobre momenty. Przed meczem z Bytovią był dla nas ciężki okres [tylko jeden punkt w pięciu meczach z rzędu, przyp. aut.], ale drużynę poznaje się po tym jak się kończy [dziewięć punktów w kolejnych trzech meczach, przyp. aut.] Przypomniałem sobie, że trzy tygodnie temu mówiłem do kolegów: "bądźmy spokojni. Nie punktujemy teraz, ale nie przecież schodzimy ze ścieżki, którą sobie obraliśmy, nie zmieniamy sposobu gry, taktyki. To nam zaraz da punkty jak będziemy cierpliwi". No i w trzech ostatnich meczach, tych najważniejszych, strzeliliśmy 11 bramek!

Reklama

Wbrew pozorom i  wysokiemu wynikowi to był trudny mecz.

- To prawda. Stal Rzeszów jest bardzo specyficznym przeciwnikiem, niełatwym. Potrafią przegrać 4-5, wygrać 7-3. Mają nietypowe ustawienie w ofensywie: nie grają typowymi skrzydłowymi. Mają dwie dziewiątki, w środku romb - ciężko gra się z takim rywalem. Chcieliśmy ich dziś wpuścić na naszą połowę żeby ich skontrować.


Pański dzisiejszy występ można uznać za formę rehabilitacji [trzy tygodnie temu po meczu z Motorem Lublin piłkarz dostał czerwoną kartkę za obrazę sędziego i w efekcie pauzował w meczach z Bytovią i Chojniczanką, teraz efektownie wrócił, przyp. aut.]

- Te dwa mecze kiedy nie grałem bardzo przeżyłem. We mnie siedziało tyle emocji... Mecz z Chojniczanką oglądałem z żoną, ale nawet nie mogła się do mnie odezwać. Wszystkie paznokcie poobgryzałem, proszę zobaczyć... Powinienem być tam z chłopakami i im pomóc. Kamień z serca mi spadł, że wygrali. W tygodniu przed meczem ze Stalą byłem bardzo skoncentrowany. Chciałem nie tyle się zrehabilitować co dać tej drużynie od siebie coś konkretnego. A co do tamtej sytuacji po meczu z Motorem: zjeba od trenera była totalna, rzeczywiście jako najbardziej doświadczony nie powinienem był się tak wtedy zachować. Emocje wzięły górę. Mieliśmy pod kontrolą tamto spotkanie a skończyło się porażką. Ale już dość, stało się.

Bramki ze Stalą padły w kluczowych momentach i ustawiły mecz. Która była najważniejsza?

- Moja pierwsza, na 2-1 tuż przed końcem pierwszej połowy. Mogli sobie pomyśleć: "ja pierdzielę, mieliśmy dwie minuty do zejścia do szatni przy remisie". To inaczej się wtedy gra. Musieli gonić, strzeliliśmy na początku drugiej połowy szybko bramkę a potem jeszcze jedną. 

A która była najładniejsza?

- Ta z głowy, na 4-1. Chłopaki mówią, że lepiej mi wrzucać na głowę niż na nogę (uśmiech).

Teraz wracacie do I ligi. Co dalej?

- Reprezentujemy klub, którego miejsce na pewno nie było w II lidze. Rozmawiam czasem luźno z piłkarzami z Ekstraklasy. Mówią, że ta druga liga jest trudniejsza niż pierwsza. W pierwszej jest więcej kultury gry, zespoły są bardziej poukładane. W II lidze rzeczywiście gra się ciężko.

Co ze mną? Jestem w GKS-ie (uśmiech), kontrakt mam ważny jeszcze przez rok. Zachowajmy spokój przed następnym sezonem, róbmy swoje. Nie schodźmy z tej drogi, grajmy w piłkę. Z trenerem Górakiem to wszystko będzie dobrze szło. On nas zawsze ochrzania kiedy... dobrze zagramy. Ja to cenię. Fajnie jest być zadowolonym z siebie po zwycięstwie, ale warto wiedzieć dlaczego się wygrało. Myślę, że to ważne. Trener wie, ma to coś...

rozmawiał i notował: Paweł Czado

Dowiedz się więcej na temat: GKS Katowice | Arkadiusz Woźniak | piłka nożna | I liga | awans | Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje