Reklama

Reklama

Frankowski: Strzelałem na siłę

Już 23 bramki w tym sezonie strzelił w Idea Ekstraklasie Tomasz Frankowski. W poniedziałek popularny "Franek" dołożył dwa trafienia w meczu z Zagłębiem Lubin, wygranym przez Wisłę Kraków 6:0.

- Już w pierwszej połowie mecz dobrze się dla nas układał, bo w końcu zaczęliśmy stwarzać sobie dobre sytuacje, grać szybko i szeroko, powiedziałbym nawet, że z polotem. Jednak pod bramką zachowywaliśmy się z Maćkiem nieskutecznie, brakowało trochę wyczucia piłki. Wszystko odmieniła ta druga połowa i szybko strzelone dwa gole - powiedział napastnik Wisły po wyjściu z szatni.

Reklama

- Czy w pierwszej minucie byłeś faulowany w polu karnym?

- Tak i powinien być rzut karny. Zawodnik Zagłębia popchnął mnie od tyłu, w ogóle nie chciał atakować piłki. Z panem Siedleckim (arbiter meczu - przyp. red.) mamy zatargi już od meczu w Katowicach, kiedy ewidentnie nas skrzywdził. Teraz miał łatwy mecz do prowadzenia, ale w pewnych momentach niepotrzebnie prowokował sytuacje, tak jak pod koniec meczu z kartką dla Maćka Żurawskiego, który w żadnym wypadku na nią nie zasłużył.

- Nie obawialiście się w przerwie? W końcu atakowaliście głównie tylko lewym skrzydłem, bo tuż przed meczem wypadł Jakub Błaszczykowski.

- Ataki lewą stroną spowodowane były tym, że oni dobrze blokowali nasze prawe skrzydło, a lewe trochę odpuszczali. Nie mieliśmy obaw, bo sytuacje się stwarzały, sądziliśmy, że jesteśmy w stanie strzelić przynajmniej tą jedną bramkę na wagę zwycięstwa.

- Przy pierwszej bramce mierzyłeś w okienko?

- Nie, strzelałem mocno, na siłę. W tygodniu trochę przyłożyliśmy się nad wolejami i to przyniosło skutek w postaci jednej z moich bramek.

- Czy już teraz czujesz się w formie? Czy to tylko kwestia skuteczności?

- Skuteczność okazała się dzisiaj plusem, bo strzeliłem dwie bramki. Wciąż jednak czuję mięsień przywodziciela i nie ma co ukrywać, że na boisku, szczególnie gdy mam zagrać lewą nogą, to mam pewne obawy z zagraniem piłki.

- Nie myśleliście w trakcie meczu o derbach, ale walczyliście do samego końca...

- Ja zacząłem myśleć już w okolicach 70 minut, żeby nie forsować tempa, bo zdarzyło się już raz tak i to w Lubinie, że do końca atakowaliśmy, chcąc nastrzelać jak najwięcej bramek, a potem w Tbilisi trochę zabrakło "poweru".

Andrzej Łukaszewicz, Kraków

Dowiedz się więcej na temat: mecz | bramki | frankowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje