Reklama

Reklama

Franciszek Smuda: Idziemy w dobrym kierunku

- Krytykujecie mnie ostro, ale wybraliście zły numer. Ja się nie zniechęcam, mam ostre łokcie i po trupach dojdę do celu. Przy wsparciu kibiców, którego nam nie brakuje, przygotuję na Euro 2012 drużynę grającą ofensywnie i skutecznie - mówi w wywiadzie dla INTERIA.PL selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda, który rok temu objął kadrę narodową.

INTERIA.PL: Niedawno minął rok jak objął pan reprezentację Polski. Czy ten fakt odmienił pańskie życie?

Franciszek Smuda, selekcjoner reprezentacji Polski: - Na pewno odmienił. Kiedy prowadziłem Lecha, wydawało mi się, że jestem niesamowicie zajętym człowiekiem. Teraz widzę, że wtedy miałem jednak mnóstwo wolnego czasu, a obecnie nie mam go prawie wcale. Jedyną rozrywką, na jaką mogę sobie pozwolić, jest wyjście na spacer z psem... Czasem jeszcze dołącza do nas żona.

- Wydawało mi się, że bez codziennej pracy w klubie będę miał wiele wolnych chwil, ale nic z tego! Jeśli nie oglądam jakiegoś spotkania z trybun albo nie jestem na zgrupowaniu, to odtwarzam mecze i analizuję błędy.

Reklama

Kiedy rozmawialiśmy po meczu Polska - Irlandia Północna, za kadencji Leo Beenhakkera, był pan hurraoptymistą. Mówił pan, że będzie powoływał 22 najlepszych piłkarzy z polskimi paszportami i "pałował" z nimi taktykę, co miało przynieść błyskawiczne efekty. Czy teraz to zadanie wydaje się trudniejsze niż wtedy?

- Rzeczywiście tak jest. Budowa silnej kadry na Euro 2012 jest tym bardziej skomplikowana, że po objęciu kadry zostało mi tylko dwóch zawodników nadających się do taktyki, jaką preferuję. Myślę o Błaszczykowskim i Obraniaku, a wcześniej był jeszcze Michał Żewłakow. Pozostałych musiałem poznajdować, dokładać jednego po drugim, jak cegiełki. Dawałem szanse debiutantom i nie było tak łatwo, jak mieli niektórzy moi poprzednicy. Taki Jurek Engel do dzisiaj mówi, że kiedy obejmował kadrę, to miał 17 gotowych piłkarzy - a to prawie cała reprezentacja!

Kto wie, czy największym osiągnięciem pierwszego roku pańskiej pracy w reprezentacji nie było odzyskanie dla Polski dwóch świetnych graczy z Bundesligi, mających niemieckie paszporty, ale polskie korzenie - Sebastiana Boenischa i Adama Matuszczyka. Dotychczas polska piłka tego typu piłkarzy traciła, że wystarczy wspomnieć Miroslava Klose, Łukasza Podolskiego i Piotra Trochowskiego.

- Oczywiście, że szkoda tych zawodników, których pan wymienił. Po objęciu reprezentacji zapowiedziałem, że przez okres obowiązywania mojego kontraktu z PZPN-em, czyli przez dwa i pół roku, dam z siebie wszystko. Analizowałem przez wiele lat pracę reprezentacji i widziałem, co było dobre, a co było błędne u moich poprzedników.

Na takich zawodnikach, jak Boenisch, Matuszczyk, Kuba, "Muraś" (Rafał Murawski - przyp. red.) czy Lewandowski trzeba bazować. Oni są profesjonalistami i nie przyjeżdżają do kadry na zabawę. Ja zabaw na zgrupowaniu nienawidzę. Na kadrze piłkarze mają dać z siebie wszystko, rozegrać dobry mecz, wygrać spotkanie i zadowolić kibiców, którzy wyśmienicie dopingują - potwierdzili to ostatnio w Poznaniu zagraniczni menedżerowie, którzy przyjechali na nasz mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej.

- Jeżeli kibice będą nas dalej tak wspierać, to na Euro 2012 będą niesamowite widowiska. Dla naszych kibiców warto grać. Mamy więcej wsparcia od nich niż ze strony mediów, których większość po nas "jedzie".

A'propos zabaw na kadrze: miał pan ostatnio aferę z Arturem Borucem. Najpierw zapowiadał pan, że powoła go dopiero wtedy, kiedy wygra rywalizację z Sebastianem Freyem we Fiorentinie, a wziął pan go, kiedy siedział na ławce. W rewanżu usłyszał pan w jednym z wywiadów, że nie potrafi się pan bawić na pokładzie samolotu równie dobrze, jak nasz bramkarz, i teraz się pan mści, nie powołując go...

- Oczywiście, nie żałuję powołania Boruca, bo pokazałem wszystkim, przede wszystkim kibicom, że daję szansę każdemu. Jednocześnie oczekuję od każdego, zwłaszcza od tak rutynowanych piłkarzy, jak Boruc czy Żewłakow, że po przyjeździe na kadrę będą dawać z siebie wszystko, że będą stanowili wzór dla wszystkich, a nie tego, że po każdym zgrupowaniu mamy incydenty i afery.

- Ja tych wyskoków nienawidzę szczególnie i nie wyobrażam sobie, że będzie do nich dochodziło. One się nie narodziły teraz, tylko wybuchały w kadrze od dłuższego czasu. Wybitni piłkarze, tacy jak Zbyszek Boniek, mówią, że alkohol w kadrze był, jest i będzie. Ja jednak na niego nie pozwolę i mogę nawet głowę za to stracić, ale będę walczył o porządek. Piłkarze muszą wiedzieć, że na zgrupowania kadry nie przyjeżdżają na zabawę, tylko do pracy.

To co, wprowadzi trener alkomat?

- Nie muszę go używać. Wystarczy, że spojrzę na zawodnika rano czy przed śniadaniem i od razu widzę... Alkomatem się nie będę ośmieszał.

Kto wszedł w skład rady drużyny na Euro 2012 czytaj na str. 2!

To jak zamierza pan upilnować w dzień i w nocy 30 dorosłych ludzi?

- Na ostatnim zgrupowaniu utworzyliśmy radę drużyny Euro 2012, taki komitet , chociaż komitet nie, bo źle się kojarzy z naszą polityką. Dzięki zawiązaniu tej rady wspólnie postaramy się opanować ten temat. Będziemy sobie wzajemnie pomagać, szanować się, żeby do takich incydentów nie dochodziło, i żeby to była kadra wzorowa!

Kto wszedł w skład tej rady Euro 2012?

- Kapitan Kuba Błaszczykowski, Ebi Smolarek, Łukasz Fabiański, Rafał Murawski i Darek Dudka, którego chłopaki dołączyli do tego grona po analizie liczby występów w reprezentacji. Zresztą, moja kadra to jest jedno, młode pokolenie. Ze średnią wieku 24 lata - jak policzył ostatnio wasz felietonista Roman Kołtoń - a przecież średnia pójdzie jeszcze w dół. Ta drużyna ma przyszłość przed sobą. Nie myślę tylko o Euro 2012, ale też o MŚ w Brazylii, w 2014 roku!

Po meczu z WKS ogłosił pan, że napastnicy i pomocnicy są już gotowi na Euro 2012. Od razu odzywają się głosy krytyki, że może to być demotywujące - takie zakończenie selekcji na półtora roku przed ME.

- A co by pan odpowiedział, kiedy dziennikarz zapyta, czy ma pan już te linie: atak i pomoc? Powiem, że nie mam? Więc powiedziałem, że mam! I od razu to się obraca przeciwko mnie. To nie jest koniec selekcji, bo na każdą pozycję będę szukał dublerów. Pierwsi kandydaci już w grudniu dostaną powołania na zgrupowanie w Turcji. Mam świadomość tego, że zawsze może wyskoczyć jakiś talent i on musi mieć otwartą drogę do kadry. I tak właśnie będzie.

Kiedy analizuje się występy naszych kadrowiczów za granicą, można dojść do smutnego wniosku, że nad reprezentantami Polski ciąży jakieś fatum. Robert Lewandowski zaczyna mecze w Borussii na ławie, Kuba Błaszczykowski to samo, i nawet Ludovic Obraniak stracił miejsce w wyjściowej "jedenastce" Lille! Bramkarze Boruc i Fabiański bronią wtedy, kiedy pierwsi golkiperzy ich drużyn są kontuzjowani. Nie martwi to pana?

- Nie sądzę, że brak miejsca w wyjściowym składzie dla Kuby i Roberta to trwała tendencja. Tym bardziej, że po wejściu obaj błyszczą, a "Lewy" strzela gola za golem. W końcu swoją postawą zmuszą trenera do wpuszczania ich od początku.

- Pamiętajmy, że kadry mocnych zespołów na Zachodzie liczą po 30 zawodników i nie jest tam łatwo o miejsce na placu. Adam Matuszczyk w ostatnim meczu Kolonii wszedł na końcowe 20 minut, ale nie ma się co dziwić - w spotkaniu z Wybrzeżem Kości Słoniowej przez 90 minut harował, więc jego trener klubowy miał prawo postawić na innych, wypoczętych zawodników. Adam jest młody, on się jeszcze nagra w życiu. Taki Darek Dudka nie grał bardzo długo, a jak już wskoczył do składu, to od dziesięciu meczów ma pewne granie.

- Wchodzenie z ławki naszych piłkarzy w mocnych klubach mnie nie martwi. Martwiłoby mnie, gdyby ich w tak dobrych firmach nie było. Nie zapominajmy też, że chłopaki trenują w świetnym gronie. To im wystarczy. Poza tym w reprezentacji będą mogli się wykazać. W 2011 roku prawie co miesiąc gramy jakiś mecz z wartościowym rywalem.

Nie miał pan okresu zwątpienia, gdy przed spotkaniem z WKS trwała wyliczanka: "siedem, osiem meczów bez zwycięstwa"?

- Jako dziennikarze wybraliście zły numer, krytykując mnie tak zaciekle. Ja jestem takim typem, że idę do końca po trupach. I nie załamuje mnie nic, nawet to, że dwa razy zwolniono mnie po jednym przegranym meczu - nigdzie na świecie się to nie mogło zdarzyć, tylko w Polsce (w Legii i Wiśle - przyp. red.). Ja jednak nie ubolewałem nad tym. Potrafiłem siąść z danym prezesem i wypić szampana na pożegnanie. Jednego z nich witam zawsze słowami: "Witam prezesa, który zwolnił mnie po jednym meczu" i wtedy prosi mnie, żebym mu już nie wypominał, że się tak ze mną obszedł. Nawet mnie to motywowało. Jestem typem, który nie klęka na kolana i nie prosi nikogo: "Zostawcie mnie, bo ja potrzebuję tej pracy". Nie, to nie. Pójdę gdzie indziej.

Najśmieszniejsze jest to, że gdy obejmowałem kadrę, to wszyscy mówili mi: "Franiu masz dwa i pół roku, pracuj - stwórz drużynę na Euro 2012", a później, po czterech-pięciu miesiącach zaczęli pytać: "A gdzie wyniki?" i wyliczać serie meczów bez zwycięstwa, narzekać, że strzelamy mało bramek, a tracimy dużo. No, ludzie złoci! Dajcie mi kogoś, kto pstryknie palcami i już się będą działy cuda. Chętnie będę się od takiego uczył! Ale takiego trenera nie ma nigdzie na świecie!

- Budowanie to trudna sztuka w piłce, szczególnie w takim momencie jak teraz, kiedy brakuje nam obrońców. W lidze sami obcokrajowcy na tych pozycjach. Chodzę na mecze i ludzie znający się na piłce pytają: "Panie trenerze, kogo pan chce tutaj oglądać?". To nie jest łatwy okres dla mnie, ale ja się nigdy nie załamię.

- Wierzę w kibiców, w to, że nas nie zostawią, bo wiedzą, że w Polsce nie jest łatwo zbudować silną reprezentację. Przy ich wsparciu stworzymy dobrze grający zespół. Widać już od spotkania z Ukrainą, że mój zespół prezentuje się piłkarsko coraz lepiej. Stwarzał masę sytuacji w starciu z Ukraińcami i Australijczykami. Trener Australijczyków powiedział nawet do mnie:"Przepraszam cię bardzo Franz, przegrałeś z dużo słabszą drużyną, ale taka jest piłka". Z USA też mecz był dobry.

- Nie rozumiem tych ludzi, którzy mają do nas pretensje, zwłaszcza niektórych przedstawicieli mediów, ale - z drugiej strony - gazety muszą się przecież sprzedawać. Ja się tym jednak nie przejmuję. Kiedy chodzę po ulicach Krakowa czy Warszawy, to ludzie mnie pokrzepiają: "Trenerze, niech się pan nie przejmuje. Nam się ta gra podoba". Oni mnie strasznie budują i dzięki nim wyśmienicie się czuję!

O taktyce szykowanej na ME i o trendach w nowoczesnej piłce czytaj na stronie 3!

Nie brakuje panu codziennej pracy na boisku, takiej, jaką miał pan w klubach? W reprezentacji zgrupowanie jest co najwyżej raz na miesiąc...

- Rzeczywiście, w ciągu roku mieliśmy tylko 26 taktycznych treningów. Dlatego ciężko od razu wymagać, abyśmy prezentowali przepiękny styly gry. Ale ja jestem zadowolony z postępów, zresztą prezes to samo potwierdził, mówiąc: "Franiu, ja stoję za tobą murem do końca. Ja jestem przekonany, że idziecie w dobrym kierunku". Prezes PZPN Grzegorz Lato grał w piłkę i wie, co mówi.

- Prezes postępuje inaczej, a nie tak, jak jeden z działaczy Polskiego Związku Piłki Nożnej, który mówi, że nie widzi drużyny i jest bardzo trudno. Sugeruje, że jak weźmie kadrę, to od razu zrobi drużynę.

Mówi pan o dyrektorze PZPN Jerzym Engelu?

- Nie wiem. Mówię o etatowym pracowniku związku, który chyba coś sobie pomylił. Wszyscy się cieszą, że coś zafunkcjonowało w starciu z bardzo silnym przeciwnikiem i idziemy dalej, a etatowy pracownik PZPN mówi, że nie mamy drużyny! Ale ja się tym nie przejmuję. Ja mam bardzo ostre łokcie i walczę dalej.

Ofensywna taktyka 4-3-3, w której trener jest tak zakochany, nie będzie zbyt ryzykowna na mistrzostwa Europy?

- Ja bym na nią nie narzekał. Przeanalizujmy ostatnie pięć meczów. W każdym z nich strzeliliśmy po dwa-trzy gole, tylko z Ukrainą zdobyliśmy jedną bramkę, choć powinniśmy strzelić pięć. Zatem mamy teraz łatwość w zdobywaniu goli, a wcześniej mieliśmy problem z dochodzeniem do sytuacji strzeleckich! To jest postęp czy go nie ma?

- Co jest jeszcze pozytywne? Sytuacje są świetnie wypracowane po akcjach rozgrywanych z pierwszej piłki na dużym tempie.

Czyli nie bierze pan pod uwagę wariantu, żeby na Euro, w meczu z najsilniejszym rywalem, zmienić taktykę na bardziej zachowawczą?

- Właśnie teraz ćwiczymy to, by w trakcie spotkania reagować na rozwój sytuacji meczowej i płynnie przejść na każdą taktykę - defensywną, ofensywną... Żeby to było wypracowane. Piłkarze mają sami wiedzieć: "Aha, gonimy wynik, więc trzeba podejść wyżej w takim ustawieniu", albo inny wariant: "Chcemy utrzymać wynik, więc gramy tak i tak". A po stracie piłki zachowujemy się jeszcze inaczej. Nie chcę tu zdradzać szczegółów.

Jak wygląda praca banku informacji? Czy jego szefowi, Hubertowi Małowiejskiemu, nie brakuje współpracowników?

- Powiedziałem już dawno, że na pierwszy rok pracy sztab, który mam teraz, wystarczy. W drugim roku musi się on powiększyć. Musi dojść trener napastników.

Będzie nim Tomasz Frankowski.

- Tak. Myślę też o trenerze przygotowania fizycznego. Pojedziemy na rozmowy do Borussii Dortmund, bo tam mają świetnych fachowców od fizjologii. Musimy znaleźć jakiegoś fachowca przed majem, bo w tym miesiącu chcemy zrobić krótki obóz, na którym - na rok przed mistrzostwami Europy - przetestujemy nasze pomysły na przygotowanie. Naturalnie przed Euro 2012 będziemy mieli więcej czasu na przygotowania. Ale już w 2011 roku zrobimy badania, by mieć pełną kontrolę nad organizmami piłkarzy na rok przed mistrzostwami.

Pamięta pan, ile meczów Ekstraklasy na żywo obejrzał przez ten rok?

- Od momentu objęcia reprezentacji ja i moi współpracownicy obejrzeliśmy ponad sto meczów, zatem wygląda to trochę inaczej niż w przypadku mojego poprzednika, Leo Beenhakkera, który podobno podczas swojej kadencji oglądnął na żywo tylko sześć spotkań naszej ligi. Ja robię notatki, a do tego Hubert Małowiejski prowadzi całą analizę.

Słyszy pan argumenty: "Po co ten Smuda jeździ na te mecze, jak liga i tak słaba i nikogo tu nie znajdzie"?

- Nie wolno tak myśleć, trzeba z uporem szukać dalej. Wystarczy mi, że widzę w kimś talent. Nawet jak aktualnie zawodnik nie jest w formie, to ja już potrafię na zgrupowaniu go rozwinąć.

W jakim kierunku idzie nasza Ekstraklasa, poza tym, że obcokrajowcy zaczynają w niej dominować? Poziom się podnosi, czy wręcz przeciwnie?

- Mecze są wyrównane, a zdarzają się też stojące na dobrym poziomie. Podoba mi się rozwój drużyn, na które się nie stawiało, takich jak Jagiellonia, czy Lechia Gdańsk. Ostatnio Śląsk Wrocław rozgrywa nawet niezłe spotkania. Naturalnie, że brakuje Polaków w Ekstraklasie. Według mnie, powinno się zmienić coś, na przykład zastanowić się nad ograniczeniem liczby obcokrajowców w drużynie. Zdaję sobie sprawę z tego, że wprowadzenie limitu będzie trudne z uwagi na fakt, że jesteśmy w Unii Europejskiej.

- Ja wiem, prezesi mówią, że szkolenie młodego piłkarza trwa długo, pochłania spore nakłady, a na dodatek niesie ze sobą ryzyko odejścia wychowanka do innego klubu i zarobku na całej inwestycji nie będzie. Warto jednak wprowadzić jakieś rozwiązanie, które będzie preferowało kluby, które stawiają na wychowywanie młodzieży. Weźmy przykład Zagłębia Lubin, w którym gra już dwóch, trzech nastolatków w pierwszym zespole. I to jest przyszłość reprezentacji! W Lubinie mają wzorowo ułożoną pracę z młodzieżą, zresztą młodzieżowy zespół Zagłębia wygrał Młodą Ekstraklasę, a i teraz jest w czubie tabeli. Juniorzy starsi i młodsi Zagłębia zawsze są faworytami w walce o mistrzostwo Polski.

- Słyszałem i miałem okazję przekonać się na własne oczy, że świetnie pracują z młodzieżą także w Ruchu Chorzów. Mam nadzieję, że te kluby dochowają się reprezentantów i będziemy mieli mniej problemów przy jej budowaniu w przyszłości.

W skali kraju brakuje chyba ujednoliconego systemu szkolenia młodzieży... Poprawiła się baza, są Orliki, ale nie ma systemu.

- Przede wszystkim brakuje w grupach młodzieżowych świetnych szkoleniowców. Tacy mogliby się pojawić dopiero wtedy, kiedy się im będzie opłacało. Na razie u nas w młodzieżowych sekcjach pracują trenerzy zarabiający parę groszy, więc trudno oczekiwać, by przykładali się do tej pracy, by poświęcali się jej całkowicie. Dlatego kluby muszą postawić na dobrych szkoleniowców.

- Z drugiej strony, w Wydziale Szkolenia PZPN toczy się już dyskusja, żeby narzucić klubom "prikaz" solidnego wychowywania młodzieży. Kiedyś wprowadziło się do warunków licencyjnych konieczność posiadania ogrzewanej płyty boiska, oświetlenia na stadionie i wszyscy to zrobili. Jeżeli warunkiem otrzymania licencji będzie systematyczna, solidna praca z młodzieżą, to każdy się do tego przyłoży. W tym kierunku musimy iść!

Rewelacją sezonu jest Jagiellonia, a jej liderami są Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski. Obaj będę przydatni w reprezentacji - pierwszy jako skrzydłowy, drugi jako trener napastników. Grosicki być może wyjedzie już z Ekstraklasy do ligi zagranicznej, starał się o niego Aris Saloniki. Pan co by doradzał temu piłkarzowi?

- Wszyscy wiemy, jaki to jest charakterek, i zachodzi obawa, że się zgubi, jeśli wyjedzie. Już raz przecież wyjechał do FC Sion i się zgubił. Dlatego lepiej dla niego by było jeszcze z rok, dwa zostać w Jagiellonii, bo ten klub ma z nim dobry kontakt i Kamilowi w takich warunkach będzie się łatwiej rozwinąć. Szansą na rozwój tego piłkarza będą też spotkania w reprezentacji, których mamy przecież sporo. Wiem, że nie we wszystkich naszych meczach grał, ale nieraz dostanie jeszcze szansę grania w podstawowym składzie przez pełne 90 minut.

"Grosik" ma trochę pecha, bo występuje na pozycji, która jest stosunkowo najmocniej obsadzona. Na prawej stronie pomocy mamy Kubę Błaszczykowskiego i Sławomira Peszkę.

- Ale to nawet dobrze dla niego. Im większa konkurencja, tym lepiej dla zawodników występujących na danej pozycji.

Czy okres karencji Sławomira Peszki trwa, czy będzie go już pan powoływał?

- Nikt nie jest skreślony, tak samo jak nikt nie ma zagwarantowanego miejsca w składzie. Ja nic nie zapowiadam, tylko powołuję, a ci, których powołuję, mają grać.

Zdziwi się pan, jeśli Jagiellonia zostanie mistrzem Polski? Na razie jest mistrzem jesieni.

- Nie zdziwię się. Kilka tygodni temu mówiłem, że "czarnym koniem" ligi może być Lechia Gdańsk. Widziałem ją w meczu z Wisłą w Krakowie. Wprawdzie dostała "piątkę", ale grała świetnie i już do przerwy mogła prowadzić 4-0, no i byłoby po meczu. Gra tego zespołu podoba mi się i Lechia moim zdaniem jest również kandydatem do walki o tytuł.

Gdyby pan miał wymienić trzech najlepszych trenerów Ekstraklasy, to kogo by pan umieścił na podium?

- Mogę wymienić trzech najlepszych dziennikarzy, ale trenerów nie, bo bym jednemu czy drugiemu zrobił krzywdę, bo z każdym chciałbym współpracować jak najlepiej. Wobec każdego chcę być lojalny i uczciwy.

Śledzi pan światowe tendencje w piłce nożnej, niedawno był mundial. W jakim kierunku idzie światowy futbol? Czy staje się coraz bardziej ofensywny i preferuje drużyny posiadające znakomitą drugą linię, będącą w stanie zapewniać dominację na boisku, taką pomoc, jaką ma Barcelona?

- Na pewno wygrywać będzie ofensywa, na którą postawiliśmy również my. Piłka staje się coraz bardziej dynamiczna. Im szybciej odbierasz piłkę, im szybciej przechodzisz z obrony do ataku, tym jesteś groźniejszy.

Nie dziwi pana, jak szybko Jose Mourinho odmienił Real Madryt? Sam pomysł na wzmocnienie składu dwójką pomocników reprezentacji Niemiec Oezilem i Khedirą był trafiony!

- Tak, pamiętajmy jednak, że możliwości transferowe klubów, w których pracuje bądź pracował Mourinho, są bardzo duże. Wystarczy, że tylko wskaże: "Chcę tego" i taki zawodnik już jest kupiony, "Chcę tamtego" - i już kolejny zakontraktowany! Dużo, dużo łatwiej pracuje się z takimi piłkarzami niż z tymi, których mamy w reprezentacji Polski, czy polskich klubach.

- Mourinho może sobie tylko pracować nad taktyką, mentalnością, a my musimy jeszcze szkolić, pracować nad techniką, układać i jednocześnie wygrywać! W Realu trener dostaje już technicznie ukształtowanych piłkarzy. Łatwo się mówi: Mourinho to, Mourinho tamto. Ja nie neguję, bo to jest dobry trener, ale czasem wystarczy przy takich piłkarzach być dobrym psychologiem, stworzyć dobrą atmosferę, trzymać wszystko w ręku i wtedy wygrywasz!

Rozmawiał: Michał Białoński

Od zwycięstwa ważniejsze nastawienie Franza i jego Orłów

Kołtoń: Smuda - trener z ludu i z jego poparciem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama