Reklama

Reklama

Franciszek Smuda: Idziemy w dobrym kierunku

- Krytykujecie mnie ostro, ale wybraliście zły numer. Ja się nie zniechęcam, mam ostre łokcie i po trupach dojdę do celu. Przy wsparciu kibiców, którego nam nie brakuje, przygotuję na Euro 2012 drużynę grającą ofensywnie i skutecznie - mówi w wywiadzie dla INTERIA.PL selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda, który rok temu objął kadrę narodową.

Reklama

INTERIA.PL: Niedawno minął rok jak objął pan reprezentację Polski. Czy ten fakt odmienił pańskie życie?

Franciszek Smuda, selekcjoner reprezentacji Polski: - Na pewno odmienił. Kiedy prowadziłem Lecha, wydawało mi się, że jestem niesamowicie zajętym człowiekiem. Teraz widzę, że wtedy miałem jednak mnóstwo wolnego czasu, a obecnie nie mam go prawie wcale. Jedyną rozrywką, na jaką mogę sobie pozwolić, jest wyjście na spacer z psem... Czasem jeszcze dołącza do nas żona.

- Wydawało mi się, że bez codziennej pracy w klubie będę miał wiele wolnych chwil, ale nic z tego! Jeśli nie oglądam jakiegoś spotkania z trybun albo nie jestem na zgrupowaniu, to odtwarzam mecze i analizuję błędy.

Kiedy rozmawialiśmy po meczu Polska - Irlandia Północna, za kadencji Leo Beenhakkera, był pan hurraoptymistą. Mówił pan, że będzie powoływał 22 najlepszych piłkarzy z polskimi paszportami i "pałował" z nimi taktykę, co miało przynieść błyskawiczne efekty. Czy teraz to zadanie wydaje się trudniejsze niż wtedy?

- Rzeczywiście tak jest. Budowa silnej kadry na Euro 2012 jest tym bardziej skomplikowana, że po objęciu kadry zostało mi tylko dwóch zawodników nadających się do taktyki, jaką preferuję. Myślę o Błaszczykowskim i Obraniaku, a wcześniej był jeszcze Michał Żewłakow. Pozostałych musiałem poznajdować, dokładać jednego po drugim, jak cegiełki. Dawałem szanse debiutantom i nie było tak łatwo, jak mieli niektórzy moi poprzednicy. Taki Jurek Engel do dzisiaj mówi, że kiedy obejmował kadrę, to miał 17 gotowych piłkarzy - a to prawie cała reprezentacja!

Kto wie, czy największym osiągnięciem pierwszego roku pańskiej pracy w reprezentacji nie było odzyskanie dla Polski dwóch świetnych graczy z Bundesligi, mających niemieckie paszporty, ale polskie korzenie - Sebastiana Boenischa i Adama Matuszczyka. Dotychczas polska piłka tego typu piłkarzy traciła, że wystarczy wspomnieć Miroslava Klose, Łukasza Podolskiego i Piotra Trochowskiego.

- Oczywiście, że szkoda tych zawodników, których pan wymienił. Po objęciu reprezentacji zapowiedziałem, że przez okres obowiązywania mojego kontraktu z PZPN-em, czyli przez dwa i pół roku, dam z siebie wszystko. Analizowałem przez wiele lat pracę reprezentacji i widziałem, co było dobre, a co było błędne u moich poprzedników.

Na takich zawodnikach, jak Boenisch, Matuszczyk, Kuba, "Muraś" (Rafał Murawski - przyp. red.) czy Lewandowski trzeba bazować. Oni są profesjonalistami i nie przyjeżdżają do kadry na zabawę. Ja zabaw na zgrupowaniu nienawidzę. Na kadrze piłkarze mają dać z siebie wszystko, rozegrać dobry mecz, wygrać spotkanie i zadowolić kibiców, którzy wyśmienicie dopingują - potwierdzili to ostatnio w Poznaniu zagraniczni menedżerowie, którzy przyjechali na nasz mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej.

- Jeżeli kibice będą nas dalej tak wspierać, to na Euro 2012 będą niesamowite widowiska. Dla naszych kibiców warto grać. Mamy więcej wsparcia od nich niż ze strony mediów, których większość po nas "jedzie".

A'propos zabaw na kadrze: miał pan ostatnio aferę z Arturem Borucem. Najpierw zapowiadał pan, że powoła go dopiero wtedy, kiedy wygra rywalizację z Sebastianem Freyem we Fiorentinie, a wziął pan go, kiedy siedział na ławce. W rewanżu usłyszał pan w jednym z wywiadów, że nie potrafi się pan bawić na pokładzie samolotu równie dobrze, jak nasz bramkarz, i teraz się pan mści, nie powołując go...

- Oczywiście, nie żałuję powołania Boruca, bo pokazałem wszystkim, przede wszystkim kibicom, że daję szansę każdemu. Jednocześnie oczekuję od każdego, zwłaszcza od tak rutynowanych piłkarzy, jak Boruc czy Żewłakow, że po przyjeździe na kadrę będą dawać z siebie wszystko, że będą stanowili wzór dla wszystkich, a nie tego, że po każdym zgrupowaniu mamy incydenty i afery.

- Ja tych wyskoków nienawidzę szczególnie i nie wyobrażam sobie, że będzie do nich dochodziło. One się nie narodziły teraz, tylko wybuchały w kadrze od dłuższego czasu. Wybitni piłkarze, tacy jak Zbyszek Boniek, mówią, że alkohol w kadrze był, jest i będzie. Ja jednak na niego nie pozwolę i mogę nawet głowę za to stracić, ale będę walczył o porządek. Piłkarze muszą wiedzieć, że na zgrupowania kadry nie przyjeżdżają na zabawę, tylko do pracy.

To co, wprowadzi trener alkomat?

- Nie muszę go używać. Wystarczy, że spojrzę na zawodnika rano czy przed śniadaniem i od razu widzę... Alkomatem się nie będę ośmieszał.

Kto wszedł w skład rady drużyny na Euro 2012 czytaj na str. 2!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje