Reklama

Reklama

"Finka nie była grzechu warta"

"Pewnie najbardziej cierpi moja dziewczyna. Choć nie wiem czy po tym wszystkim jeszcze jest moją dziewczyną" - powiedział w "Przeglądzie Sportowym" Łukasz M., który od trzech tygodni przebywa w areszcie w Lipsku.

"Pewnie najbardziej cierpi moja dziewczyna. Choć nie wiem czy po tym wszystkim jeszcze jest moją dziewczyną" - powiedział w "Przeglądzie Sportowym" Łukasz M., który od trzech tygodni przebywa w areszcie w Lipsku.

Piłkarz czeka na ekstradycję do Finlandii, gdzie chcą go postawić przed sądem w sprawie gwałtu na młodej Fince, do którego miało dojść w lipcu 2001 roku, kiedy reprezentacja Polski U-18 zdobyła mistrzostwo Europy.

"Na dyskotece (gdzie Polacy świętowali sukces - przyp. red.) przyczepiła się do nas ta feralna Finka. Bardzo chciała z nami wracać do hotelu i wepchała się do taksówki. Wszyscy wiedzieli po co, ona też. Podjechaliśmy pod hotel, ale nie chcieliśmy robić zamieszania w środku, więc całą grupą poszliśmy do parku obok. Tam miałem z nią stosunek, ale o żadnym gwałcie nie może być mowy" - tłumaczy Łukasz M.

Reklama

"50 metrów dalej stali koledzy i widzieli, że nie było żadnej przemocy. Dziewczyna była nie bardzo trzeźwa, ale wiedziała, czego chce. Po wszystkim zamierzałem się z nią rozstać, a ona do mnie mówi: money, money. Uśmiechnąłem się tylko z politowaniem. Wróciliśmy z kolegami do hotelu, a ona została pod drzwiami" - dodał piłkarz.

Rano wybuchła afera. Finka przyszła do hotelu z policją, twierdząc, że ktoś ją zgwałcił. Przed odlotem ekipy zatrzymano Przemysława Kaźmierczaka. "Przemek wrócił do Polski po kilku dniach oczyszczony z zarzutów. Mimo że został przeproszony przez Finów, stara się o odszkodowanie. Przemek nie miał do mnie żalu, nadal byliśmy kumplami, dałem mu nawet koszulkę Legii, bo wtedy grałem w tym klubie" - powiedział Łukasz M. i dodaje: "Przecież ona nawet nie była grzechu warta. Poza tym nie wyglądała na 16 lat. Dałbym jej o kilka więcej. Skoro była tak młoda, to co robiła w dyskotece, gdzie wstęp mieli tylko pełnoletni?"

"Byłem taki głupi" - przyznaje piłkarz, ale teraz ma dużo czasu, aby wszystko przemyśleć. "Pewnie najbardziej cierpi moja dziewczyna. Choć nie wiem czy po tym wszystkim jeszcze jest moją dziewczyną. Znamy się sześć i pół roku i jesteśmy już nawet zaręczeni. Nie napisałem jej listu z aresztu, bo list idzie przez miesiąc. Czekam aż sam się z nią zobaczę" - stwierdził przygnębiony Łukasz M.

Piłkarzowi w celi najbardziej doskwiera nuda. "Całe szczęście, że mamy tu zajęcia sportowe. Od razu zapisałem się na wszystkie. Chodzę na siłownię, gram w siatkówkę i ping ponga. Ograłem nawet Wietnamczyka. Tylko w piłkę nożną nie można tutaj grać..." - żali się mistrz Europy. "Przeczytałem już cztery książki: dwa kryminały, "Quo Vadis" i coś tam jeszcze. By zabić nudę z kumplem w celi godzinami "rżniemy" w karty, najczęściej w tysiąca" - dodał Łukasz M, którego współwięźniem jest Polak.

"Zawsze staramy się, aby rodacy przebywali razem i mieli towarzystwo. Areszt w Lipsku ma bardzo wysoki standard i jak dotąd nikt z tam przebywających nie skarżył się na warunki. Kiedyś nawet policja w Lipsku otrzymała list z podziękowaniami od jednego z Polaków za miłą opiekę" - powiedziała wicekonsul Magdalena Kaplińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL