Reklama

Reklama

Finał Pucharu Narodów Afryki. Pokonali ich dwa razy

Dziś wieczorem o godzinie 20.00, na stadionie w Libreville, decydujące spotkanie XXXI Pucharu Narodów Afryki. W finale, po raz trzeci w historii, zmierzy się Kamerun z Egiptem. „Nieposkromione Lwy” walczą o swoje piąte mistrzostwo, a „Faraonowie” o ósme. – Cel jest jeden, przywieźć puchar za mistrzostwo do Kamerunu – mówi Interii Robert Ndip Tambe, napastnik reprezentacji Kamerunu, który dwa lata temu grał w… LZS Piotrówka.

Egipt, Kamerun i Ghana to najbardziej utytułowane reprezentacje na kontynencie afrykańskim. "Faraonowie" mistrzem Czarnego Lądu byli dotychczas siedmiokrotnie, Ghana i Kamerun po cztery razy. "Nieposkromione Lwy" miałyby lepszy bilans, ale przegrały dwa finały, oba z jedenastką Egiptu. Tak było w 1986 i 2008 roku. Za pierwszym razem w serii karnych, a dziewięć lat temu 0-1 po trafieniu Mohameda Aboutriki.

Reklama

Jak będzie teraz? "Faraonowie", po trzech kolejnych mistrzostwach, zdobywanych w latach 2006-10, nie występowali w trzech kolejnych turniejach. Z zapaści wyrwał ich dopiero świetny argentyński szkoleniowiec Hector Cuper. Egipt nie gra efektownie, w całym turnieju strzelił ledwie 4 gole, ale za to skutecznie. Wygrał trudną grupę D, w ćwierćfinale pokonał 1-0 Maroko, a w półfinale w serii karnych rewelację turnieju Burkina Faso. W tym ostatnim starciu bohaterem okazał się 44-letni Essam El-Haddary. Na turnieju w Gabonie miał być trzecim bramkarzem. Kontuzje kolegów sprawiły jednak, że już w pierwszym meczu przeciwko Mali wskoczył między słupki i ponownie stał się ostoją drużyny. Ponownie, bo El-Hadary mistrzem kontynentu był już 4 razy, w 1998, 2006, 2008 i 2010 roku! Jeśli w przyszłym roku udałoby mu się wystąpić w mistrzostwach świata, a jest na to szansa, bo "Faraonowie" prowadzą w swojej grupie, to byłby najstarszym zawodnikiem, który zagrał na mundialu.

Przed dzisiejszym finałem przypomina się, że selekcjoner "Faraonów Hector Cuper dotychczas każde decydujące spotkanie przegrywa. Tak było kiedy był trenerem Valencii. Ekipę z Mestalla Stadium dwa razy doprowadził do finału Champions League. Oba spotkania jednak przegrał, w 2000 roku z Realem, a rok później z Bayernem. Przegrał też, jako szkoleniowiec Arisu, finał Pucharu Grecji z Panathinaikosem, a z Interem mistrzostwo Włoch stracił w ostatniej kolejce.

Z bardzo solidnie prezentującym się Kamerunem, Egipcjanom na pewno nie będzie łatwo. Oprócz samych piłkarzy i belgijskiego trenera Hugo Broosa, nikt nie spodziewał się, że przeżywająca w ostatnich latach wielki kryzys reprezentacja, teraz zajdzie tak daleko. Tym bardziej, że przed turniejem z gry w kadrze zrezygnowała ósemka graczy, z Joelem Matipem z Liverpoolu i Erikiem Choupo-Motingiem z Schalke, na czele. "Nieposkromione Lwy", podobnie jak Egipt, też bazują na świetnej defensywie. W pięciu wcześniejszych grach Kameruńczycy stracili ledwie dwa gole, strzelili pięć, z czego dwa zdobył środkowy obrońca Michel Ngadeu-Ngadjui.

- Ciężko pracowaliśmy, żeby jak najlepiej wypaść w tym turnieju. Mamy silny zespół i jesteśmy świetnie przygotowani. Nie mamy obaw przed żadnym przeciwnikiem. Wszyscy oczekują, że zdobędziemy trofeum i jako mistrzowie wrócimy do kraju. Taki jest też nasz cel, przywieźć puchar za mistrzostwo do Kamerunu. Tego chcemy my piłkarze, tego chcą nasi kibice. W drużynie jest wielkie poczucie wspólnoty, celu. Na pewno będzie dobrze - mówi nam Ndip Tambe, nie chciany w Polsce napastnik, który wiosną 2015 roku dla czwartoligowej LZS Piotrówka zdobył 18 bramek w 13 spotkaniach. 22-letni piłkarz zaczął mecz na ławce rezerwowych, ale potem wskoczył do pierwszego składu i jest mocnym punktem zespołu Hugo Broosa. Nadal czeka na pierwszego gola w kadrze. Może uda mu się dzisiaj wieczorem?

Michał Zichlarz

Dowiedz się więcej na temat: Puchar Narodów Afryki | Robert Ndip Tambe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje