FC Porto czekało 50 dni. Koszmar w domu, stracona szansa Polaków
FC Porto jeszcze niedawno miało szansę na trzy trofea. "Smoki" kilka dni temu odpadły w ćwierćfinale Ligi Europy, a w środowy wieczór walczyły o awans do finału krajowego pucharu. Na drodze stanął Sporting Lizbona, który miał minimalną zaliczkę z pierwszego spotkania. Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Oskar Pietuszewski grali od pierwszej minuty, ale po końcowym gwizdku mieli nietęgie miny.

FC Porto w rozgrywkach ligi portugalskiej spisuje się niemalże bez zarzutu. W niedzielę podopieczni Francesco Farioliego wygrali 2:0 z CD Tondela. "Smoki" są na dobrej drodze, aby sięgnąć po mistrzostwo kraju, ale celem jest podwójna korona, czyli także sięgnięcie po Taca de Portugal (Puchar Portugalii). Jeszcze kilka dni temu kibice Porto liczyli na trzy trofea, ale z Ligi Europy zespół został wyeliminowany przez Nottingham Forest.
Porto w półfinale rywalizowało ze Sportingiem Lizbona. Pierwsze spotkanie, które rozegrane zostało na początku marca zakończyło się zwycięstwem Sportingu 1:0. Rewanż zaplanowano 50 dni później.
FC Porto pod ścianą
W środę (22 kwietnia) obie ekipy stoczyły bój na Estadio do Dragao. Od pierwszej minuty na placu gry obserwowaliśmy polskie trio: Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora i Oskara Pietuszewskiego. Gospodarze od początku byli bardzo bojowo nastawieni. Nawet trener Farioli żywiołowo reagował przy linii końcowej. Po jednej z akcji miał jakieś pretensje do sędziego i został ukarany żółtą kartką.
"Smoki" starały się konstruować ataki pozycyjne, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Najlepszą okazję mieli pod koniec pierwszej połowy, kiedy to Pietuszewski zagrał wzdłuż pola karnego do Gabriego Veigi. Strzał zablokował jednak jeden z obrońców Sportingu.
Lizbończycy czekali za podwójną gardą na ruchy rywali, a gdy byli przy piłce to raczej nie spieszyli się, aby szturmować bramkę gospodarzy. Taka taktyka sprawdziła się w pierwszej połowie, która zakończyła się bezbramkowym remisem, który da awans do finału. Warto podkreślić, że w pierwszej połowie żaden z zespołów nie oddał celnego strzału!
Sporting w trakcie meczu stracił trzech piłkarzy z powodu kontuzji. Już w 11. minucie plac gry opuścił Goncalo Inacio. Z kolei na początku drugiej połowy taki sam los spotkał Mortena Hjulmanda. W 76. minucie boisko z dużym grymasem na twarzy opuszczał Maximiliano Araujo.
"Smoki" w pogoni za golem. Czerwona kartka w końcówce i koniec marzeń
Bardzo dobrze w obronie grał Jan Bednarek. Polak zapisał się w protokole meczowym w 57. minucie, kiedy to obejrzał żółtą kartkę. Na karę pracował także Pietuszewski, który zanotował kilka przewinień. Chwilę później Veiga zagrał prostopadle do Victora Froholdta. Duńczyk oddał mocny strzał w kierunku bramki, ale na posterunku był Rui Silva.
Czas działał na niekorzyść gospodarzy. Pietuszewski rozkręcał się z minuty na minutę. W 70. minucie popisał się świetnym podaniem do Froholdta, ale ten strzelił tuż obok bramki. Chwilę później trener Farioli ściągnął Polaka z boiska. 17-latek był wyraźnie niezadowolony z tej decyzji.
Gospodarze mecz kończyli w dziesiątkę. Czerwoną kartkę za brutalny atak na Luisie Suarezie obejrzał Alan Varela. Chwilę później goście mieli "piłkę meczową". W doliczonym czasie gry Diogo Costa wygrał pojedynek jeden na jeden z Suarezem.
W ostatnich sekundach doliczonego czasu gry Porto miało szansę, aby doprowadzić do dogrywki. Strzał Terema Moffiego obronił Silva, a chwilę później piłka po dobitce Froholdta poszybowała nad bramką. Tym samym zakończyła się przygoda FC Porto z krajowym pucharem, o który powalczy Sporting. Jego rywalem będzie zwycięzca meczu Torreense - Fafe, który zaplanowano na czwartek (23 kwietnia). Wielki finał Taca de Portugal odbędzie się 24 maja.










