Faworyt zaskoczony. Pierwszy finalista baraży już znany, zdecydował jeden gol
Wynikiem 1:0 zakończyła się rywalizacja Turcji z Rumunią. Było to pierwsze starcie baraży mistrzostw świata 2026. "Gwiazdy Półksiężyca" męczyły się jednak w Stambule, ponieważ Rumunia świetnie przygotowała się do tego starcia i zaskoczyła gospodarzy, którzy jednocześnie byli faworytami. Słupek w 75. minucie uratował Turcję od straty bramki, która mogłaby doprowadzić do dogrywki.

Turcja to zdecydowany faworyt swojej ścieżki barażowej do mistrzostw świata 2026. W pierwszym spotkaniu "Gwiazdy Półksiężyca" zmierzyły się z Rumunią, jednak spotkanie to nie było dla nich tak łatwe, jak można było się spodziewać.
Mecz rozgrywany w Stambule rozpoczął się oczywiście od kolejnych, zmasowanych ataków gospodarzy, jednak nie mogli oni przebić się przed obronę rywali, którzy mieli ogromną ochotę na sprawienie niespodzianki.
Ostatecznie pierwszy gol padł dopiero po zmianie stron, gdy na zegarze była 53. minuta. Adra Guler udowodnił, że wszystkie pochwały kierowane w jego stronę nie są przypadkowe. Po otrzymaniu piłki na prawej stronie boiska, przełożył sobie futbolówkę, podniósł głowę i dostrzegł swojego kolegę wbiegającego w pole karne rywali. Dośrodkował więc niemalże "na nos", a Ferdi Kadioglu po zgaszeniu piłki, posłał ją obok bramkarza i dał Turcji prowadzenie.
To dało gospodarzom rozluźnienie, które mogło szybko skończyć się bramką wyrównującą. Rumuni rzucili się do ataku, jednak obrona Turków uprzedziła jednego z rywali i wybiła piłkę - jak się okazało, wprost pod nogi Ianisa Hagiego. Ten nie zastanawiając się zbyt długo uderzył z woleja, ale tylko w boczną siatkę.
"Gwiazdy Półksiężyca" widząc, jak kruche jest jednobramkowe prowadzenie, nie zwalniały tempa. Już po godzinie gry, Kenan Yildiz również mógł wpisać się na listę strzelców, jednak jego próba z lewego skraju pola karnego wylądowała jedynie na poprzeczce.
Po chwilowej niemocy, Rumunia zaczęła szaleńczo atakować wiedząc, że nie ma już niczego do stracenia. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania, była o włos od wyrównania. Strzał Nicolae Stanciu, który pojawił się chwilę wcześniej na murawie, odbił się od słupka i wrócił w pole. Jeden z jego kolegów trafił z dobitki w drugi słupek, ale nawet gdyby trafił do siatki, gola by nie było - sędzia pokazał pozycję spaloną. Wynik nie uległ już jednak zmianie.
W drugim meczu tej ścieżki barażowej Słowacja zmierzy się z Kosowem.













