Reklama

Reklama

Eric Cantona bohaterem teledysku Liama Gallaghera. Jak "Komisarz Futbolu" został królem

Niepokorny Eric Cantona kilkanaście lat temu zszokował publiczność, atakując kibica ciosem karate. Dziś na piedestał wyniósł go fan odwiecznego rywala. I uczynił królem.

Fanom rocka oraz Manchesteru City z pewnością nie trzeba przedstawiać Liama Gallaghera. Były lider kultowej grupy Oasis obecnie kontynuuje solową karierę. Niedawno ukazał się jego nowy album "Why me? Why not".

Reklama

Gallagher słynie nie tylko z talentu wokalnego i drygu do nagrywania chwytliwych utworów. Brytyjska prasa bulwarowa nieraz rozpisywała się o jego wybrykach - alkoholowych ekscesach, bijatykach oraz agresywnym usposobieniu.

Ponadto twórca takich hitów jak "Wonderwall", czy "Don't look back in anger" jest zadeklarowanym kibicem Manchesteru City. Na Etihad Stadium kibice nieraz intonują piosenki Gallaghera, przed czy w przerwach spotkań ligowych. Dlatego też fani piosenkarza mogli poczuć się zaskoczeni, gdy zobaczyli, kto jest bohaterem najnowszego teledysku utworu "Once".

Król Eric

Gallagher zaprosił do współpracy legendę lokalnego rywala City - Erica Cantonę. Francuz przez wiele lat był czołowym zawodnikiem Manchesteru United, drużyny która z "Obywatelami" prowadzi walkę niemal na śmierć i życie. Teraz obaj panowie odłożyli na bok futbolową rywalizację, by wcielić się w role ponurego króla pijącego wino oraz jego kamerdynera w rozległej rezydencji.

Podział ról w teledysku trzeba odebrać jako hołd oddany przez 47-letniego wokalistę wybitnemu piłkarzowi. W klipie Cantona - znany jako "Król Eric" podczas gry na boisku - gra króla wędrującego przez pustą rezydencję w czerwonej jedwabnej szacie. Naśladując słowa piosenki Francuz popija kieliszek czerwonego wina, chwiejąc się w rytm muzyki i grając na fortepianie.

Później były napastnik zdejmuje szlafrok, zakładając futrzany płaszcz oraz złotą koronę i wychodzi przed rezydencję do swojego Rolls Royce'a, prowadzonego przez szofera Liama.

Osoba Cantony, dzięki jego surowej męskiej urodzie, a także wypracowanej przez lata pozycji, doskonale wpisuje się w klimat chłodnego brytyjskiego rocka, w którym lubuje się Gallagher. Także tekst utworu, opowiadający o tęsknocie za marzeniami oraz krótkimi momentami chwały, brzmi jakby był pisany właśnie dla emerytowanego napastnika.

Ostatni rockandrollowy piłkarz

Były frontman Oasis wyznał, że był "absolutnie podekscytowany", mogąc współpracować z ostatnim "rockandrollowym piłkarzem", jak określił Cantonę. Niepokorny Francuz w czasie gry uchodził za skandalistę, po tym jak podczas jednego ze spotkań zaatakował siedzącego na trybunie kibica ciosem karate. Został za to zdyskwalifikowany na cztery miesiące.

Po zakończeniu kariery Cantona został telewizyjnym ekspertem. Dzięki swojej naturalnej charyzmie osiągnął spory sukces programem, w którym wciela się w rolę "Komisarza Futbolu". Jego cięty humor i nierzadko ostre opinie są przyczynkiem do dyskusji o futbolu wśród kibiców w całej Europie.

Niespełna 54-letniemu Francuzowi zdarzało się także szokować swoimi poglądami. Tak było w sierpniu ubiegłego roku, gdy podczas ceremonii losowania fazy grupowej Ligi Mistrzów wprawił w konsternację obecnych na widowni Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego, po czym wygłosił przedziwne przemówienie. Cantona stwierdził, że nauka spowolni starzenie się komórek, a ludzie staną się nieśmiertelni. "Kocham piłkę nożną. Dziękuję" - zakończył wówczas swój występ Francuz. Być może właśnie to dzięki swojej ekscentryczności złapał dobry kontakt z Gallagherem.

- Takie piosenki nie pojawiają się zbyt często, podobnie jak tacy piłkarze jak on - zachwalał swój utwór na Twitterze Gallagher.

Sam Cantona także skomplementował Gallaghera. "Z jednym z najlepszych w historii" - napisał na temat autora utworu.

WG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama