Reklama

Reklama

El. MŚ 2014 - pewni siebie Chorwaci zdziwieni optymizmem rywali

Chorwaccy piłkarze są przekonani, że awansują do mistrzostw świata w Brazylii i jednocześnie zdziwieni optymizmem w ekipie rywali - Islandczyków. "Wszystko jest w naszych rękach" - uważa selekcjoner Niko Kovac. Rewanżowy mecz barażowy we wtorek w Zagrzebiu.

Pierwsze spotkanie, rozegrane w piątek w Reykjaviku, zakończyło się bezbramkowym remisem. Gospodarze przez niemal całą drugą połowę grali w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Olafura Skulasona, ale Chorwaci nie potrafili tego wykorzystać.

"Zagraliśmy niezłe spotkanie, jednak bardziej zadowolony byłem z postawy w defensywie, niż ataku. Szkoda, że mimo dwóch-trzech szans nie strzeliliśmy żadnej bramki. Szwankowała komunikacja wśród ofensywnych zawodników, poza tym niepotrzebnie graliśmy długimi piłkami, zamiast dołem. To nie podobało mi się" - powiedział Kovac, który na Islandii zadebiutował w roli trenera kadry narodowej.

Reklama

Chorwaci są optymistami, twierdzą, że mają lepszy zespół, a poza tym rewanż odbędzie się u nich - na stadionie Maksimir w Zagrzebiu (godz. 20.15).

"Oczekujemy zwycięstwa we wtorek i wspaniałej atmosfery na trybunach. Najważniejszy będzie wynik, nic innego się nie liczy. Pozytywy z pierwszego barażu? Islandczycy nie mieli okazji na zdobycie bramki, bo my znacznie lepiej, niż w fazie grupowej, graliśmy w obronie. Oczywiście szkoda, że nie wpadł jeden gol dla nas" - stwierdził środkowy defensor Josip Simunic.

Ale o grze w Ameryce Południowej marzą też przeciwnicy...

"Mamy charakterny zespół z mentalnością zwycięzców. Nic nas nie zatrzyma, chcemy awansować" - twierdzi bramkostrzelny piłkarz holenderskiego Heerenveen Alfred Finnbogason.

"Jeśli będziemy grać w 11 i równie dobrze jako przeciwko Albanii (2-1), mamy wielką szansę na awans. W piątek moi zawodnicy byli niesamowicie zdyscyplinowani, cały czas walczyli, znakomicie się bronili. Nie dopuścili Chorwatów do czystej szansy" - ocenił szwedzki selekcjoner Lars Lagerback.

Z kolei chorwacki napastnik Ivica Olić wyraził zdziwienie nastrojami wśród Islandczyków.

"Jestem zdziwiony optymizmem wśród rywali i pytam się, a co oni takiego zrobili w pierwszym meczu? Mogą być szczęśliwi, że nie stracili gola. Jako gospodarze powinni więcej dać z siebie. Nie widzę powodu ich samozadowolenia, przecież nie wygrali 3-0 i nie są drużyną z absolutnej czołówki europejskiej" - powiedział.

Za awans do przyszłorocznego mundialu Chorwaci mają obiecaną premię pół miliona euro od rodzimej federacji.

"O pieniądzach nie rozmyślamy. Zawodnicy grający na co dzień w zagranicznych klubach są finansowo zabezpieczeni. Występowałem już w mistrzostwach świata, wiem co to znaczy i chcę zagrać po raz kolejny" - dodał Olić.

Według chorwacki i islandzkich mediów, jednym z najsłabszych zawodników w piątkowym spotkaniu był Luka Modrić z Realu Madryt.

"Czuję się źle, bo wiem, że zagrałem słabo na Islandii. Stać mnie na dużo więcej. Kibice mają prawo być niezadowolonymi, a ja nie zamierzam uciekać od odpowiedzialności. We wtorek jestem gotów stanąć w pierwszej linii ataku" - przyznał Modrić.

Były selekcjoner Slaven Bilić przekonuje, że po awansie do MŚ, Chorwaci mogą zajść daleko w turnieju. "Na takich imprezach najważniejszy jest duch drużyny, a moi rodacy go mają. Jeśli awansują do mundialu, mogą sporo osiągnąć. Ale faworytem są Brazylijczycy" - uważa trener Besiktasu Stambuł.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje